Alternatywna historia - Rozdział 3 - zazdrość i list

W poprzednim rozdziale:

Tavo przyjeżdża do Lucii, gdy dziewczyna dowiaduje się o zdradzie Federico z Danielą. Pomaga jej uporać się z poczuciem winy związanym z wydarzeniami w Iguazu i spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Kiedy Lucia konfrontuje się z chłopakiem, zamiast skruchy spotyka się z oskarżeniami o romans z Tavo.

Pewnego wieczoru Lucia pomaga Tavo złagodzić silny ból głowy masażem. Kilka dni później postanawia ostatecznie zakończyć związek z Federico. Wizyta w jego mieszkaniu kończy się jednak traumatycznym doświadczeniem — pijany chłopak rzuca Lucię na łóżko i próbuje ją zgwałcić. W ostatniej chwili się opamiętuje i ucieka, pozostawiając dziewczynę w szoku. Przerażona Lucia dzwoni do Tavo, który natychmiast przyjeżdża jej na ratunek i zabiera ją do swojego domu.

Tavo zapewnia Lucii bezpieczne schronienie, ubranie i własną sypialnię, sam zaś spędza noc na kanapie. Otacza ją troską, pomaga jej się uspokoić i wspiera ją, gdy w nocy budzi się z krzykiem po koszmarze. Na jej prośbę zostaje przy niej do rana. Następnego dnia przekonuje ją, by zrezygnowała z pracy i odpoczęła. W spokojnej atmosferze domu Lucia stopniowo odzyskuje równowagę, choć wciąż zmaga się z traumą. W ciągu dnia wpada Cecylia, która zastaje Lucię w sypialni Tavo i wyciąga pochopne wnioski.

Po pracy Tavo kupuje Lucii nowe ubrania, ponieważ jej rzeczy zostały podarte podczas napaści. Dziewczyna postanawia wrócić do domu i spróbować odzyskać normalność, mimo że Tavo uważa, że to jeszcze za wcześnie. Informuje ją również, że Federico dopuścił się kradzieży i uciekł z miasta. Następnie odwozi Lucię do domu i przytula, aby dać jej wsparcie. Tak zastaje ich Kuka. Aby uniknąć niewygodnych pytań, opowiadają jej zmyśloną historię o noclegu Lucii u matki i późniejszym napadzie na przystanku autobusowym. Kuka pozostaje nieufna, ale nocny koszmar Lucii, którego jest świadkiem, uświadamia jej, że dziewczyna przeżyła coś naprawdę trudnego.

Kolejnego dnia Kuka obserwuje, jak Tavo uspokaja Lucię po kolejnym niepokojącym incydencie. Dziewczyna, zamyślona w kuchni, upuszcza kubek, gdy niespodziewanie dotyka jej jeden z kolegów. Jej gwałtowna, instynktowna reakcja pokazuje, jak głęboko traumatyczne wydarzenia wpłynęły na jej poczucie bezpieczeństwa. Tavo ponownie otacza ją opieką, a Kuka zaczyna dostrzegać, jak silna więź łączy go z Lucią.

Alternatywna historia - Rozdział 3 - zazdrość i list

Lucia nie jest jeszcze gotowa do pracy

Kuka kończyła rozmowę z klientem, zapisując ostatnie uwagi w kalendarzu. Gdy odłożyła słuchawkę, przez chwilę siedziała nieruchomo, przeglądając notatki, zanim usłyszała otwierające się drzwi.

Tavo wszedł do gabinetu z teczką w ręku. Rzucił jej krótkie spojrzenie, po czym bez słowa usiadł naprzeciwko i rozłożył przed sobą dokumenty. Przez moment w pokoju słychać było tylko szelest papieru i ciche stukanie długopisu o blat.

Kuka przerwała ciszę pierwsza.

— Figueros właśnie dzwonił. Lucia musi jutro skończyć zdjęcia.

Tavo nawet nie podniósł głowy.

— Nie jutro. To się nie uda. Muszą poczekać, aż Lucia będzie w formie.

Kuka uniosła wzrok znad dokumentów.

— Myślę, że nie jest tak chora, żeby nie mogła pracować. Poza tym powiedziałam, że mogą na nią liczyć.

Dopiero wtedy spojrzał na nią.

— Tak, jest jej już lepiej. Ale przeżyła silny szok. Potrzebuje czasu. Zadzwoń do nich i powiedz, żeby zaczekali do przyszłego tygodnia. Ona jeszcze nie może.

Kuka przez chwilę milczała.

Po wczorajszym wieczorze coraz trudniej było jej oddzielić służbową rozmowę od wszystkiego, co zobaczyła poza biurem. Jeszcze rano próbowała wmówić sobie, że przesadza. Potem widziała Lucię po koszmarze. Kilka godzin później zobaczyła Tavo trzymającego jej dłonie tak, jakby był jedyną osobą, która potrafi ją uspokoić.

Teraz słyszała ten sam ton. Nie mówił jak szef agencji. Mówił jak ktoś, kto bierze odpowiedzialność za jedną konkretną osobę.

— Silny szok, ponieważ została napadnięta przez rabusiów? — odezwała się w końcu z lekką ironią. — Rozumiem, że to nieprzyjemne, ale nic strasznego się nie stało. Nic jej nie ukradli, nie zrobili jej fizycznie krzywdy. Czy ty czasem nie przesadzasz?

Na twarzy Tavo coś drgnęło.

Przez ułamek sekundy zamiast gabinetu zobaczył Lucię siedzącą na jego łóżku, z szeroko otwartymi oczami po koszmarze. Zaraz potem jej dłonie drżące nad rozbitą filiżanką.

Nie potrzebował więcej.

— Coś jeszcze jej się przydarzyło.

Kuka westchnęła.

— Tak, wiem. Dowiedziała się, że jej chłopak okazał się złodziejem.

Przez moment Tavo miał ochotę powiedzieć prawdę. Powiedzieć, że Federico nie tylko ją okłamał. Że zrobił coś, czego Lucia jeszcze długo nie będzie umiała zapomnieć. Ale nie miał do tego prawa.

— Myślisz, że to nie wystarczy? — zapytał tylko.

— Myślę, że nie powinna mieszać pracy z życiem osobistym.

— Nie każdy jest tak silny jak ty.

Słowa zawisły między nimi.

Kuka odłożyła długopis.

— Tak, zauważyłam to. Ale ona przeszła casting najpiękniejszych modelek i nie może teraz ze wszystkiego zrezygnować.

— Ona z niczego nie rezygnuje. Potrzebuje tylko trochę czasu.

Kuka patrzyła na niego jeszcze chwilę.

Im dłużej rozmawiali, tym mniej słyszała argumenty, a bardziej emocje, których Tavo zwykle nigdy nie pozwalał sobie okazywać. Znała go od lat. Wiedziała, jak potrafił oddzielać współczucie od decyzji biznesowych. Dzisiaj tego oddzielenia nie było.

— Nie wiem, co się z tobą dzieje, Tavo. — W jej głosie nie było już ironii, tylko szczere zdumienie. — Strasznie ją rozpieszczasz. To tylko jej szkodzi, zaufaj mi.

Tavo nie odpowiedział od razu. Powoli zamknął teczkę i oparł na niej dłonie.

— Nie rozpieszczam jej.

Spojrzał Kuce prosto w oczy.

— Po prostu nie pozwolę, żeby ktoś wymagał od niej, żeby zachowywała się tak, jakby nic się nie stało.

Zapadła cisza. Kuka nie odpowiedziała.

Po raz pierwszy od wielu dni pomyślała, że być może nie myli się co do jednego — Tavo rzeczywiście coś przed nią ukrywa. Ale jeszcze bardziej niepokoiło ją coś innego.

Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek wcześniej mówił o kimkolwiek z taką stanowczością. Nie dlatego, że musiał. Dlatego, że po prostu nie wyobrażał sobie postąpić inaczej.

"To będzie mój problem"

Późnym popołudniem Lucia zapukała cicho do gabinetu Tavo z teczką, którą prosiła przekazać sekretarka.

— Można?

— Jasne.

Podniósł wzrok znad dokumentów i od razu odłożył długopis. Nie dlatego, że praca była nieważna. Po prostu odkąd zobaczył ją rano w kuchni, nie potrafił przestać o tym myśleć.

Wstał i podszedł do niej. Lucia zatrzymała się kilka kroków od biurka. Przez krótką chwilę patrzył tylko na jej twarz, jakby próbował ocenić, czy naprawdę jest tak spokojna, na jaką wyglądała. Wiedział już, że Lucia potrafiła uśmiechnąć się dokładnie wtedy, kiedy najbardziej chciała ukryć, że coś ją boli.

Dopiero wtedy uniósł dłonie i bardzo ostrożnie położył je na jej ramionach. Delikatnie przesuwał kciukami po skórze, spokojnym, powolnym ruchem, jakby bardziej sprawdzał niż uspokajał.

Jeszcze rano podobny dotyk wystarczył, żeby całe jej ciało zareagowało panicznym odruchem. Teraz było odwrotnie. Ramiona, które od wejścia do gabinetu pozostawały napięte, zaczęły powoli mięknąć. Przy nim organizm przypominał sobie, że nie musi być w ciągłej gotowości, że bliskość drugiej osoby nie zawsze oznacza strach.

Tavo lekko pochylił głowę, żeby spojrzeć jej w oczy.

— Na pewno dobrze się czujesz?

Nie chodziło o grzeczność. Wiedziała to od razu. Każdy inny zapytałby z obowiązku i zadowolił się pierwszym "tak". Tavo patrzył na nią tak, jakby naprawdę chciał usłyszeć odpowiedź. Jednak wciąż zostawiał jej wybór: mogła dalej udawać albo powiedzieć prawdę.

Kąciki jej ust uniosły się odrobinę.

— Tak. Lepiej... naprawdę.

Nie była pewna, czy mówi całą prawdę. Ale przy nim rzeczywiście było lżej. Już sam fakt, że nie musiała udawać silniejszej, niż była, odbierał lękowi część jego siły.


W tej chwili drzwi otworzyły się ponownie.

— A to niespodzianka.

Oboje odwrócili głowy.

Kuka zatrzymała się w progu zaskoczona. Zauważyła, że Tavo patrzył na dziewczynę, jakby nic poza nią nie istniało.

Lucia odruchowo zrobiła pół kroku w bok, a jego dłonie spokojnie opadły wzdłuż ciała, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że nie są sami. Stało się to naturalnie, bez pośpiechu, ale Kuka zdążyła zarejestrować wszystko. Nie umknęło jej ani to, jak blisko stali, ani sposób, w jaki odsunęli się od siebie dopiero po jej wejściu. Najbardziej zabolało ją nie to, że jej dotykał. Tavo zawsze był człowiekiem ciepłym, opiekuńczym, potrafił być blisko. Zabolało ją to, jak naturalne to było. Lucia nie musiała o tę bliskość prosić. Po prostu dostała coś, na co Kuka czekała przez lata.

— Lepiej ci już?

— Tak. O wiele lepiej. Bardzo dziękuję.

— Dobrze.

Kuka skinęła głową.

— Zadzwoń do Figueresa. Szukał cię.

Lucia już chciała odpowiedzieć, kiedy odezwał się Tavo.

— Czekaj, Kuka.

W gabinecie zapadła cisza.

— Nie ma potrzeby wywierać na nią od razu presji. Zadzwoni, kiedy będzie gotowa.

Kuka spojrzała na niego z wyraźnym zaskoczeniem. Jeszcze kilka dni temu sam powtarzał, że w tej branży terminów się nie negocjuje.

— Jak uważasz.

Nie powiedziała nic więcej. Odwróciła się i wyszła, zamykając za sobą drzwi trochę ciszej niż zwykle.

Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało. Lucia pierwsza przerwała milczenie.

— Naprawdę nie chcę być problemem.

Tavo westchnął cicho.

— Lucia...

Poczekał, aż znowu na niego spojrzy.

— Przestań myśleć o sobie w ten sposób.

Jej wzrok lekko zadrżał.

— Ale przez mnie wszyscy muszą...

— Nie.

Przerwał jej łagodnie.

— Przez ciebie nikt nic nie musi.

Krótka cisza.

— Figueres poczeka.

— A jeśli nie będzie chciał?

Na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.

— To będzie mój problem.

Przez chwilę tylko na niego patrzyła. Te trzy słowa powinny ją uspokoić, a jednak sprawiły, że przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nie dlatego, że ich nie rozumiała. Właśnie dlatego, że rozumiała je aż za dobrze. Bo nie chodziło już o Figueresa. Chodziło o to, że ktoś pierwszy raz od bardzo dawna nie oczekiwał od niej, że sama udźwignie wszystko.

— A ty masz dojść do siebie — dodał.

Lucia spuściła wzrok.

Przez ostatnie dni miała wrażenie, że wszystko, czego dotykała, zaczynało sprawiać komuś kłopot. Tavo zachowywał się jednak tak, jakby przejęcie części tego ciężaru było dla niego czymś zupełnie naturalnym.

Nie umiała tego zrozumieć. Przez całe życie nauczyła się radzić sobie sama. Jeszcze mniej potrafiła przestać tego potrzebować.

Zwiedzanie domu i drugie spotkanie z Cecylią

Po pracy, Tavo zabrał Lucię z agencji bez zbędnych słów. Nie pytał, czy ma ochotę jechać, a ona nie protestowała. Wiedział, że gdyby zapytał, prawdopodobnie odpowiedziałaby, że wszystko jest dobrze i że sama sobie poradzi. Po tym, co zobaczył rano w kuchni, miał w sobie spokojną pewność, że zostawienie jej samej nie byłoby dobrym pomysłem. Nie umiał tego zrobić, gdy widział, że daleko jej jeszcze do równowagi, pomimo jej wcześniejszych zapewnień.

W samochodzie panowała ta sama uważna cisza co wcześniej. Tavo prowadził pewnie, ale co jakiś czas zerkał na nią kątem oka, jakby sprawdzał, czy nadal jest „tu”, czy nie odpływa w siebie. Lucia siedziała prosto, z dłońmi splecionymi na kolanach, spokojniejsza niż wcześniej, ale wciąż jakby delikatnie odsunięta od reszty świata.

— Wiesz — odezwał się nagle Tavo, z lekkim półuśmiechem — widziałaś już moją sypialnię.

Lucia spojrzała na niego krótko, zaskoczona, ale kącik jej ust drgnął.

— I co z tego?

— Nic — odpowiedział spokojnie. — Uznałem, że niesprawiedliwe byłoby, gdybyś na tym skończyła zwiedzanie.

Przez chwilę patrzyła na niego, jakby sprawdzała, czy naprawdę może się uśmiechnąć. Potem zrobiła to po raz pierwszy od rana, a napięcie w jej barkach minimalnie puściło. Tavo to zauważył i już ciszej dodał:

— Pokażę ci resztę domu. Jak chcesz.

Nie naciskał. To „jak chcesz” zawisło między nimi jak coś ważniejszego niż sama propozycja. Lucia skinęła głową.

Dom Tavo był jasny, przestronny i uporządkowany w sposób, który nie miał w sobie surowości, raczej miękką kontrolę. Ktoś dokładnie wiedział, gdzie kończy się funkcjonalność, a zaczyna komfort.

— Kuchnia — zaczął, gdy weszli do środka.

Nie dokończył, bo drzwi wejściowe otworzyły się.

Cecylia weszła jak do miejsca, które znała. Bez zawahania, bez zatrzymania się w progu. Zdjęła lekką kurtkę w ruchu, jakby była tu wczoraj i przedwczoraj, i nie widziała powodu, żeby cokolwiek w tej rutynie kwestionować.

Lucia skinęła głową, uprzejmie, trochę ostrożnie, jakby próbowała znaleźć właściwy punkt równowagi między byciem gościem a kimś, kto nie chce przeszkadzać. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć.

— My się już znamy — wtrąciła Cecylia lekko, jakby to było zupełnie oczywiste, że ta informacja powinna wyprzedzać formalności. Jej wzrok przesunął się po Lucii z krótką, swobodną ciekawością, bez napięcia, ale też bez dystansu, który mógłby dać drugiej stronie przestrzeń. — Nie spodziewałam się tylko, że zobaczę cię wcześniej w jego łóżku… i w jego koszuli.


Wypowiedziała to tonem niemal rozmownym, jak komentarz do czegoś zupełnie zwyczajnego, i właśnie ta naturalność sprawiła, że zdanie zawisło w powietrzu ciężej, niż powinno.

Lucia poczuła, jak coś w niej natychmiast się cofa. Nie gwałtownie na zewnątrz — raczej do środka. Jej ciało stało się bardziej zwarte, ramiona minimalnie napięte, wzrok uciekł gdzieś w bok. Przez sekundę miała wrażenie, że ktoś otworzył drzwi do miejsca, które jeszcze nie należało do nikogo poza nią i Tavo.

Tavo przez chwilę nic nie powiedział.

Sam komentarz Cecylii nie powinien go poruszyć. Znał jej sposób bycia, wiedział, że często mówiła rzeczy zbyt bezpośrednio i nie zawsze zastanawiała się, jak zabrzmią dla innych. Ale tym razem usłyszał coś, czego wcześniej nie zauważał.

Nie chodziło o koszulę. Nie chodziło nawet o łóżko. Chodziło o sposób, w jaki Cecylia odebrała tej sytuacji prywatność, jakby coś, co dla Lucii było trudne i niepewne, było tylko kolejnym szczegółem z jego życia, który można rzucić mimochodem.

Spojrzał na Cecylię dłużej niż zwykle. Nie było w tym jeszcze złości. Raczej ciche, nieprzyjemne poczucie, że powiedziała coś, czego nie powinna.

Kobieta tymczasem już ruszyła dalej, jakby naturalnie przejmując rytm domu. Dotknęła lekko ramienia Tavo, kiedy go mijała, jakby chciała przyciągnąć go do siebie choć na moment, po czym skierowała się w głąb mieszkania, zaczynając mówić o wnętrzu, o świetle i drobiazgach, które sama tu wprowadziła. Jej głos był swobodny, miękki, jakby kontynuowała rozmowę rozpoczętą dużo wcześniej, w innym miejscu i w innym czasie.

— Tu bym jeszcze coś zmieniła, kochanie — dodała mimochodem, wskazując na fragment salonu, równie naturalnie jak cały jej ton.

Nie zrobiła z tego żadnego gestu znaczącego, nie zawiesiła głosu, nie sprawdziła reakcji — po prostu wplotła to w zdanie, tak jak wcześniej poprawiła mu kołnierzyk. Jakby „kochanie” było częścią ich zwyczajnego języka.

Raz jeszcze musnęła jego przedramię, kiedy podkreślała jakiś detal przy oknie, a potem przeszła kilka kroków dalej, już zajęta kolejnym pomysłem, kolejną uwagą o przestrzeni. Tavo odpowiedział coś krótko, bez zmiany tonu, ale nie odsunął się od razu.

Lucia stała trochę z boku. Najpierw jeszcze próbowała słuchać, ale słowa zaczęły się rozmywać, nie miały już dla niej zaczepienia. Odpowiedzi Tavo docierały do niej tylko fragmentami. Z każdym kolejnym gestem Cecylii — zbyt naturalnym, zbyt bliskim — czuła, jak coś w niej robi się cichsze i chłodniejsze jednocześnie.

Nie czuła złości. To byłoby prostsze. Raczej była coraz bardziej świadoma tego, że nie do końca wie, gdzie w tym wszystkim jest jej miejsce. A im dłużej stała, tym bardziej miała wrażenie, że zajmuje przestrzeń, która nie jest dla niej przewidziana.

Tavo zauważył to dopiero po chwili i coś w jego spojrzeniu się zmieniło. Nie przez słowa Cecylii. Nie przez jej gesty, które dla niego samego nie znaczyły nic szczególnego. Ale jak Lucia przestała zadawać pytania, jak jej odpowiedzi stały się krótsze, bardziej mechaniczne, jak jej wzrok coraz częściej uciekał na bok.

Wtedy po raz pierwszy zobaczył tę scenę nie swoimi oczami. Przerwał Cecylii w pół zdania.

— Musimy pojechać na chwilę do agencji — powiedział spokojnie, ale ton miał już inną wagę niż wcześniej.

Cecylia uniosła brwi, jakby miała coś jeszcze dodać, ale nie zatrzymał się przy tym. Lucia tylko skinęła głową, niemal odruchowo, i ruszyła za nim bez słowa. Poczuła ulgę, kiedy drzwi za nimi się zamknęły. I właśnie ta ulga zabolała ją najbardziej. Bo oznaczała, że przez cały ten czas nie próbowała nawet zostać. Już wcześniej przygotowała się do odejścia.

Cecylia już taka jest...

Wrócili do biura w ciszy, która nie była już tak lekka jak wcześniej. Przestrzeń wydawała się większa niż zwykle, pusta, wygaszona po godzinach pracy, z tym charakterystycznym chłodem, który zostaje w pomieszczeniach, gdy znikają z nich ludzie i ich głosy. Kanapa w biurze stała dokładnie tam, gdzie zawsze, jakby nic nie mogło zmienić jej położenia ani znaczenia.

Lucia, kiedy szła obok Tavo, miała wrażenie, że jej ciało jest trochę spóźnione względem rzeczywistości. Jeszcze w domu wszystko było gęste od bodźców, dotyku, słów, obecności, a tutaj została jej tylko cisza i coś, co nie do końca umiała nazwać, ale co uwierało ją pod żebrami od momentu wyjścia. Nie była pewna, czy powinna o tym mówić, czy raczej udawać, że to nic.

Usiedli naprzeciw siebie, bez pośpiechu, ale też bez tej naturalnej swobody, która towarzyszyła im jeszcze rano. Tavo oparł się łokciami o kolana, przez chwilę patrząc w podłogę, jakby układał w głowie sposób, w jaki powinien zacząć.

Dla niego ta chwila miała ciężar nie samego zdarzenia, ale tego, jak bardzo musiał teraz ważyć każde słowo. Cecylia zawsze była impulsem, nie problemem, częścią świata, który działał według innych zasad niż ten, który właśnie próbował zbudować wokół Lucii.

— Przepraszam za Cecylię — powiedział w końcu spokojnie. — Nie powinna była tak się zachowywać.

Lucia wzruszyła lekko ramionami, ale nie od razu odpowiedziała. W środku wciąż czuła echo tamtej przestrzeni, zbyt bliskich gestów, zbyt swobodnych słów. I choć próbowała to racjonalizować, coś w niej nie chciało się uspokoić. Nie było to jedno konkretne uczucie, raczej rozlane napięcie, które nie miało jeszcze nazwy.

— Jak remont się skończy… — zaczęła w końcu, bardziej ostrożnie niż zwykle. — to Cecylia nadal będzie mogła tak po prostu przychodzić do ciebie bez zapowiedzi?

Wypowiadając to, sama poczuła lekkie zaskoczenie, że to właśnie to pytanie przyszło jej do głowy jako pierwsze. Nie brzmiało jak oskarżenie, bardziej jak próba zrozumienia zasad świata, w którym się nagle znalazła, świata, w którym ktoś mógł wchodzić tak swobodnie i dotykać tak naturalnie.

Tavo uniósł wzrok, zaskoczony nie samym pytaniem, ale tonem, w którym było coś dziwnie lekkiego, a jednocześnie napiętego. Lucia przez sekundę zawahała się, a potem dodała, jakby mimochodem, choć w jej głosie pojawił się cień czegoś bardziej osobistego:

— A to... normalne w jej branży? — zapytała po chwili. — Że ktoś wchodzi do twojego domu i mówi do ciebie takie rzeczy?

Pytanie wyszło z niej szybciej, niż zdążyła zdecydować, czy rzeczywiście chce usłyszeć odpowiedź. Bardziej chciała sprawdzić, jak bardzo to, co widziała, jest „normalne”, a jak bardzo było czymś, co tylko ją uwiera. Przesunęła się minimalnie na kanapie, patrząc na niego uważnie, po czym, testując smak tego, co usłyszała wcześniej, powtórzyła półgłosem, z lekką, udawaną nonszalancją:

— „Tu bym jeszcze coś zmieniła, kochanie”.

Wypowiedzenie tego zdania sprawiło jej dziwne ukłucie w środku. Nie chodziło nawet o same słowa, tylko o to, jak łatwo wrócił obraz Cecylii stojącej zbyt blisko, mówiącej to bez cienia zawahania. I o to, jak bardzo Lucia nie wiedziała, gdzie w tym wszystkim jest jej miejsce.

Przez moment Tavo naprawdę to rozbawiło. Nie dlatego, że dziewczyna przesadzała, ale dlatego, że usłyszał coś, na co nigdy nie zwrócił uwagi. Dopiero teraz usłyszał, jak absurdalnie to brzmi wyrwane z kontekstu. Dla niego było to tak oczywiste, że przez chwilę nie widział, że dla Lucii wcale takie nie było.

— Nie zauważyłem tego — przyznał szczerze, wciąż z lekkim rozbawieniem. — Ona po prostu tak ma.

Lucia nie odpowiedziała od razu. Jej twarz pozostała spokojna, ale w środku poczuła coś w rodzaju lekkiego ukłucia, nie tyle odrzucenia, co braku miejsca, w którym jej reakcja mogłaby być ważna. Śmiech Tavo zabrzmiał naturalnie, ale dla niej był też sygnałem, że być może to, co ją poruszyło, nie ma większego znaczenia.

— Naprawdę, Lucia — dodał wciąż się śmiejąc. — Cecylia już taka jest. To nic nie znaczy.

— Jasne, ona już taka jest — powiedziała krótko i uśmiechnęła się szeroko, jak z dobrego żartu. Tyle tylko, że jej oczy pokazały mu jak bardzo ten uśmiech był sztuczny i wymuszony. Tavo od razu zrozumiał, że to nie jest tylko rozmowa o Cecylii. I że jej lekkość była bardziej wysiłkiem niż swobodą.


Lucia wstała nagle, jakby podjęła decyzję zanim zdążyła ją przemyśleć. W środku poczuła coś na kształt zmęczenia byciem „nadwrażliwą” na rzeczy, które dla innych były zwyczajne. I wyszła z biura szybciej, niż Tavo zdążył zareagować. Drzwi zamknęły się za nią z cichym kliknięciem.

Lucia, idąc korytarzem, miała wrażenie, że jej kroki są zbyt głośne w stosunku do tego, jak bardzo chciałaby zniknąć. Nie była pewna, czy jest bardziej zła, zawstydzona czy po prostu zmęczona tym, że wszystko wokół wydaje się mieć swoje reguły, których ona nie zna.

Tavo przez chwilę został jeszcze na kanapie, patrząc w miejsce, w którym przed sekundą siedziała. Śmiech, który jeszcze przed chwilą pojawił się bez wysiłku, zniknął całkowicie, a w jego miejsce przyszło coś bardziej uważnego, cięższego. Dopiero teraz zrozumiał, że przez cały czas próbował uspokoić jej lęk przed światem, a nie zauważył, że w tej chwili najbardziej bała się czegoś zupełnie innego, że nie ma prawa być dla niego kimś ważnym. Po kilku dłuższych sekundach uniósł się, chcąc ją dogonić, ale kiedy wyszedł na korytarz, nie było już nikogo.

Zatrzymał się. Chciał ją odwieźć. Porozmawiać. Zobaczyć, czy wszystko w porządku. Ale przestrzeń była pusta.

Wrócił więc powoli do środka, zamykając drzwi za sobą, i dopiero wtedy usiadł z powrotem. Przez moment patrzył w podłogę, jakby próbował wrócić do wcześniejszej rozmowy. I wtedy, w sposób zupełnie niechciany, pojawiła się myśl, której nie powinien był formułować tak jasno: „To nie była tylko zazdrość”.

Wiedział to od razu, choć nie chciał tego przyznać. Pod jej pytaniami, pod tym udawanym spokojem, nie kryła się tylko niepewność dotycząca Cecylii. Było tam coś znacznie bardziej kruchego — strach, że może nie mieć prawa oczekiwać od niego niczego więcej.

I właśnie ta myśl poruszyła go bardziej, niż powinna.

Zdjęcia z Iguazu

Przez kolejne dni między nimi nie wydarzyło się nic, co dałoby się nazwać zmianą, a jednak coś się przesunęło, cicho, prawie niezauważalnie, w sposobie, w jaki Tavo był obok.

Nie naciskał. Nie dopytywał o więcej, niż było konieczne. Czasem tylko zatrzymywał się przy niej na chwilę dłużej w biurze, pytając, czy wszystko w porządku, jakby to było pytanie równie naturalne jak każde inne. Lucia odpowiadała różnie. Czasem krótko, czasem z lekkim opóźnieniem, gdy musiała najpierw sprawdzić w sobie, czy może pozwolić sobie na „tak”. Bywało też, że jego gest, podanie kubka, otwarcie drzwi, zwykłe „chodź”, przyjmowała bez oporu; ciało zapamiętało już, że przy nim nie musi się spinać. Innym razem cofała się o pół kroku, wracała do swojej ostrożności, przypominała sobie, że bliskość wciąż wymaga od niej decyzji. Nie dlatego, że przestała mu ufać. Właśnie dlatego, że zaczynała ufać za bardzo. A po tym, co zobaczyła u niego w domu, nie była już pewna, czy wolno jej tak łatwo znaleźć tam swoje miejsce.

Tavo nie komentował tego. Tylko obserwował uważniej, niż wcześniej.

Pewnego dnia, w agencji, między jednym spotkaniem a drugim, zawołał Lucię do siebie i rozłożył na biurku odbitki zdjęć. Nie było w tym nic oficjalnego — raczej coś prostego, chciał wcisnąć w jej dzień mały fragment innego świata, tego sprzed napięcia i czujności, które od kilku dni trzymały się jej jak cień.

— Z wyjazdu nad Iguazú — powiedział spokojnie. — Możesz sobie wybrać które chcesz.

Lucia podeszła ostrożnie, nie była pewna, czy wolno jej wejść w tę przestrzeń wspomnień tak swobodnie. Zatrzymała się przy biurku i pochyliła nad zdjęciami, a Tavo stanął tuż obok, trochę z boku, obserwując ją uważnie, ale bez nacisku. Dla niego to był prosty gest, pokazanie czegoś, co istniało zanim wszystko stało się trudniejsze. Dla niej jednak ten moment miał w sobie coś bardziej kruchego; trzymała w dłoniach wspomnienie czasu, w którym pozwoliła sobie być przy nim swobodna, zanim przypomniała sobie, że jego świat nie kończy się na niej. Że są ludzie, którzy znają go od dawna i poruszają się w jego życiu z łatwością, której ona wciąż nie potrafiła osiągnąć.

Na zdjęciach wracał hałas wodospadu, ciężkie powietrze wilgoci, światło rozbite na drobne cząstki. I tamta wersja niej samej, lżejsza, mniej spięta, jeszcze nie tak ostro świadoma wszystkiego, co mogło się wydarzyć później. Przesuwała zdjęcia powoli, szukając czegoś, co da się rozpoznać bez wahania.

Zatrzymała się na jednym.




Byli w pontonie. Woda Iguazú rozlewała się wokół nich jak coś żywego, ogromnego, a mimo to w kadrze było zaskakująco dużo spokoju. Na ich twarzach nie było napięcia, które teraz znała aż za dobrze, tylko coś, co przypominało prostą obecność, bez konieczności obrony.

— To — powiedziała cicho, nie odrywając wzroku od zdjęcia.

Tavo spojrzał na odbitkę i kiwnął głową.

— Dobre.

Przez chwilę milczeli, a potem przesunął kilka kolejnych zdjęć bliżej niej, chciał sprawdzić, czy coś jeszcze przyciągnie jej uwagę.

— A te?

Lucia odwróciła głowę i dopiero wtedy uświadomiła sobie, jak blisko stoi. Zbyt blisko jak na zwykłą rozmowę o zdjęciach. Nie było w tym nic gwałtownego, nic jednoznacznego, a jednak coś w niej natychmiast się napięło. Nie ze strachu przed nim, ale z nagłej świadomości własnej bliskości. Nagle przypomniała sobie, że obecność drugiej osoby może być jednocześnie kojąca i dezorientująca.

Odsunęła się od biurka szybciej, niż planowała.

— Nie, to jedno wystarczy. Dziękuję.

Jej głos był spokojny, ale już bardziej zamknięty. Zebrała zdjęcie, które wybrała, i zanim emocje zdążyły się w niej uporządkować, wyszła z gabinetu.

Tavo został jeszcze chwilę przy biurku. Spojrzał na rozrzucone odbitki, a potem na puste miejsce, w którym przed momentem stała Lucia. Nic się nie zmieniło, nadal były to tylko zdjęcia, zwykłe wspomnienia z wyjazdu. Jednak po raz pierwszy nie pomyślał, że Lucia odsuwa się od niego. Zaczął rozumieć, że czasem odsuwa się właśnie wtedy, kiedy najbardziej chce zostać. I ta myśl zamiast przynieść mu ulgę, sprawiła, że poczuł jeszcze większą ostrożność. Bo nagle zrozumiał, że najtrudniejsze nie będzie przekonać ją, że może mu zaufać. Najtrudniejsze będzie sprawić, żeby uwierzyła, że ma prawo tego chcieć.

Wspomnienia z Iguazu i przemyślenia Luci

Popołudniem Lucia wróciła do swojego pokoju i oprawiła zdjęcie. Dopiero teraz pozwoliła sobie naprawdę zatrzymać się na tym obrazie. Usiadła na brzegu łóżka i przez chwilę po prostu patrzyła.

Uśmiech przyszedł sam, zanim zdążyła go skontrolować. Wspominała radość z obcowania z naturą, adrenalinę po szybkim płynięciu jeszcze chwilę wcześniej. Poczucie bezpieczeństwa i wygodę, którą odnalazła przy nim, jego ramię luźno trzymające ją w pasie. I wreszcie pocałunek, którego nie umiała wyrzucić z głowy ani udawać, że nic nie znaczył.

A to nieuchronnie prowadziło do przypomnienia sobie innych sytuacji - jego dłoń odnajdującą jej rękę, kiedy nawet nie prosiła o pomoc. Sposób, w jaki potrafił ją uspokoić samą obecnością, coś, co jeszcze niedawno wydawało jej się niemożliwe, a co powoli stało się częścią jej codzienności po powrocie. Ciepło jego ciała, kiedy zasypiała, przekonana przez krótką chwilę, że naprawdę może być komuś tak bliska.

Dopiero po chwili ta myśl zaczęła się zmieniać.

Najpierw bardzo subtelnie, potem wyraźniej, kiedy w jej głowie zaczęły pojawiać się kolejne obrazy, nie zawsze wygodne.

Tavo. Jego spokój, który nie pytał o nic więcej, niż było konieczne. Cecylia, która mówiła do niego „kochanie”, jakby to słowo należało do ich świata równie naturalnie jak powietrze w jego domu. Ona sama — tutaj, w tym pokoju, z ramką w ręku, jakby na chwilę została dopuszczona do czegoś, co nie było do końca jej, tylko czyjeś, istniejące obok jej życia, nie w nim.

Uśmiech zniknął powoli, a Lucia poczuła znajome napięcie — nie ostre, raczej cięższe, rozlewające się pod skórą. Nie umiała jeszcze nazwać, co dokładnie ją w tym wszystkim uwiera. Wiedziała tylko, że lekkość znad wodospadów zaczynała brzmieć inaczej, kiedy patrzyła na nią z dystansu, jak na coś, co mogło być prawdziwe tylko w określonych warunkach, które już nie istnieją.

Usiadła głębiej na łóżku, jakby próbowała zrobić sobie więcej miejsca we własnym myśleniu.

Przez chwilę trzymała wzrok na ramce. Jej palce przesunęły się po brzegu zdjęcia, zupełnie bezwiednie. Chciała zatrzymać nie sam obraz, ale to uczucie, które pojawiało się za każdym razem, kiedy na niego patrzyła.

To było najprostsze wspomnienie z całego wyjazdu. Jedno zdjęcie. Kilka sekund zatrzymanych na papierze. A jednak właśnie ono przypominało jej najbardziej, jak łatwo było jej wtedy zapomnieć o wszystkim, czego przez całe życie musiała pilnować.

O tym, że zawsze powinna być ostrożna. Że nie powinna przyzwyczajać się do czyjejś obecności. Że nie powinna pozwalać sobie wierzyć, że coś może być naprawdę jej.

Otworzyła szufladę.

Zatrzymała się jeszcze na moment, zanim włożyła do środka zdjęcie — zbyt długo, żeby udawać, że to tylko zwykłe porządkowanie. Przez krótką chwilę miała ochotę zostawić je na widoku. Pozwolić sobie patrzeć na nie każdego dnia.

Ale właśnie tego przestraszyła się najbardziej.

Nie tego, że zdjęcie przypominało jej o Tavo. Tylko tego, że zaczynało przypominać jej o niej samej — tej wersji Lucii, która przy nim nie musiała być silna, ostrożna ani gotowa do ucieczki.

Powoli schowała fotografię do szuflady i zamknęła ją cicho.

Tym prostym ruchem próbowała przekonać samą siebie, że potrafi odsunąć coś, czego jeszcze chwilę wcześniej nie chciała wypuścić z rąk. Nie wiedziała tylko, czy bardziej chowała zdjęcie, czy własne pragnienie, żeby ono tam zostało.

Tavo przekazuje Kuce wyniki badań Danieli

Tavo długo nie potrafił znaleźć odpowiedniego momentu.

Od chwili, kiedy Gabriel przekazał mu wyniki badań, nosił je przy sobie, choć kilka razy miał ochotę schować je gdzieś głęboko i udawać, że nigdy ich nie zobaczył. Nie dlatego, że miał wątpliwości co do tego, co było napisane na kartce. Wiedział, co ta wiadomość oznacza dla Kuki.

Kiedy weszła do jego domu, przez chwilę rozmawiali jeszcze o rzeczach zupełnie nieistotnych. O pracy. O tym, jak dawno nie mieli czasu spokojnie porozmawiać. O wszystkim, co można było powiedzieć, kiedy człowiek jeszcze nie był gotowy wypowiedzieć tego jednego zdania.

W końcu usiedli na kanapie naprzeciwko siebie.

Kuka patrzyła na niego uważnie. Znała go zbyt długo, żeby nie zauważyć, że coś jest nie tak.

— Co się stało, Tavo?

Nie odpowiedział od razu. Oparł łokcie na kolanach i przez chwilę patrzył w podłogę. Potem przesunął dłonią po twarzy i zaczął masować skronie.

— Muszę powiedzieć ci o czymś ważnym.

Przez chwilę patrzyła na niego tak, jak patrzyła wiele lat wcześniej, kiedy próbowała odczytać z jego twarzy coś, czego jeszcze nie odważył się powiedzieć. Usłyszała w jego głosie to, co chciała. Niepewność i powagę, które zobaczyła na jego twarzy, odczytała inaczej niż było jego intencją.

Uśmiechnęła się lekko.

— Pamiętasz naszą pierwszą randkę? — zapytała ciszej.

Tavo przymknął oczy.

— Kuka...




— Wtedy wszystko wydawało się prostsze. Myślałam, że już nic nas nie rozdzieli. Że jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha...

— Przestań.

Nie powiedział tego ostro. Jednak chciał zatrzymać rozmowę, zanim pójdzie w stronę, której nie chciał już otwierać.

Kuka spojrzała na niego zaskoczona.

— Wiele bym oddał, żeby nie przekazywać ci takich nieprzyjemnych wieści.

Uśmiech zniknął z jej twarzy.

— Nieprzyjemnych?

Tavo przez chwilę szukał właściwych słów. Nie chodziło tylko o wyniki badań. Gdyby problem kończył się na jednej kartce papieru, byłoby łatwiej. I właśnie dlatego tak długo zwlekał. Wiedział, że nie zabiera jej tylko złudzenia. Zabiera jej coś, co dla niej stało się prawdziwe.

— O Danieli.

Kuka patrzyła na niego nieruchomo. A potem powoli wstała.

— Przepraszam, nie rozumiem. Zaprosiłeś mnie do siebie, żeby porozmawiać o mojej córce?

Tavo również się podniósł.

— Tak, właśnie o tym mówimy.

Zrobił krok w jej stronę, ale kiedy uniósł rękę, Kuka odsunęła się. Przez sekundę wyglądał, jakby zapomniał, że powinien zrobić krok dalej. Potem opuścił rękę.

— Poczekaj, bo nie rozumiem.

Jej głos stał się ostrzejszy.

— Znów będziesz mówił o niej jakieś oszczerstwa!

— Kuka...

— Nie! Nie chcę znowu tego słuchać!

Tavo wszedł w jej protesty bez owijania w bawełnę.

— Ona nie jest twoją córką.

Przez kilka sekund nic się nie wydarzyło. Jakby nawet dźwięk tego zdania potrzebował czasu, żeby do niej dotrzeć. Kuka patrzyła na niego, nie mrugając.

— Jesteś w stanie coś takiego wymyślić?! Po co?!

— Posłuchaj mnie. Widziałem wyniki badań genetycznych.

Odwróciła się.

— Nie.

Ruszyła w stronę drzwi.

— Kuka, proszę.

— Nie będę tego słuchać.

Tavo sięgnął po dokumenty leżące na stoliku.

— Zatrzymaj się i spójrz.

Nie chciała. Przez chwilę stała do niego tyłem.

— Ty naprawdę myślisz, że uwierzę w kolejną rzecz przeciwko niej?

— Nie proszę cię, żebyś uwierzyła mnie.

Podał jej kartki.

— Proszę tylko, żebyś przeczytała.

Wzięła je niechętnie. Pierwsze sekundy niczego nie zmieniły. Potem jej wzrok zatrzymał się na jednym miejscu. Jeszcze raz przeczytała ten sam fragment. I jeszcze raz. Tym razem wolniej.

Usiadła na kanapie. Dokumenty opadły jej na kolana.

— Nie...

To było bardziej westchnienie niż słowo.

— Nie...

Tavo stał naprzeciwko niej, ale nie podszedł.

— Moja dziewczynka...

Kuka patrzyła przed siebie.

— Co ja jej powiem?

Ścisnęła kartki w dłoni.

— Że nie jestem jej mamą?

Głos zaczął jej drżeć.

— Ona tyle przeszła. Tak bardzo mnie potrzebowała. Myślałam, że wreszcie znalazła swoje miejsce. Że ja jestem tym miejscem.

Tavo słuchał jej i właśnie wtedy zrozumiał, że nie walczyli już o tę samą Danielę. Kuka widziała dziewczynę, którą pokochała i którą chciała ochronić przed kolejnym cierpieniem. On widział kogoś, kto od początku wiedział, jak tę miłość wykorzystać.

Spojrzała na niego.

— My miałyśmy plany.

Przez chwilę milczała.

— Ona mnie kocha.

Tavo spuścił wzrok.

— Zrobiłbym wszystko, żeby to nie była prawda.

Kuka zamknęła oczy.

— Jak ja jej to powiem? Biedactwo...

Tavo spojrzał na nią zaskoczony.

— Biedactwo?

Nie odpowiedziała. Tavo milczał chwilę. Wiedział, że za chwilę odbierze jej ostatnią rzecz, której jeszcze próbowała się trzymać.

— Czy naprawdę myślisz, że ona uważa się za twoją córkę?

Kuka otworzyła oczy.

— Co masz na myśli?

Tavo zawahał się. Wiedział, że właśnie tego Kuka nie będzie w stanie przyjąć. Że wyniki badań mogą ją zranić, ale to zdanie może ją całkowicie złamać.

— Ta dziewczyna udaje, gra, oszukuje cię. Jestem tego absolutnie pewien.

Kuka wstała gwałtownie.

— Nie.

— Kuka...

— Nie mów tak o niej. Nie po tym wszystkim, przez co przeszła.

— Wiem, co widziałem.

— A ja wiem, co czułam!

Jej głos odbił się od ścian mieszkania. Przez chwilę patrzyli na siebie.

Potem Kuka odwróciła się i wyszła.
Tavo przez sekundę został nieruchomo. Wiedział, że powinien pozwolić jej odejść, dać jej czas. Ale nie potrafił patrzeć, jak wychodzi z domu z przekonaniem, że właśnie odebrano jej córkę i że zrobił to ktoś, komu kiedyś ufała.

— Kuka!

Tavo pociesza Kukę i nieporozumienie z Lucią

Pojechali razem do domu. Przez całą drogę prawie się nie odzywali. Tavo prowadził, skupiony na drodze, ale myślami cały czas wracał do tego, co wydarzyło się wcześniej. Do chwili, kiedy zobaczył wyniki badań. Do twarzy Kuki, kiedy zrozumiała, że wszystko, w co wierzyła, może być tylko złudzeniem.

Wiedział jednak, że dla niej to nie kończyło się na kartce papieru. Dla niej Daniela nadal była dziewczyną, którą pokochała.

Kiedy weszli do domu, Kuka od razu poszła na górę. Tavo został w salonie, siedząc samotnie na kanapie i patrząc przed siebie. Słyszał przytłumione głosy dobiegające z piętra, ale nie próbował podsłuchiwać. Wiedział, że ta rozmowa musiała wydarzyć się między nimi.

Nie trwała długo, ale wystarczyła.

Kuka zeszła na dół, Tavo od razu zobaczył, że coś się zmieniło. Nie musiała nic mówić. Wystarczyło jedno spojrzenie. Jeszcze godzinę wcześniej siedziała naprzeciwko niego z kartką w dłoni, jakby ktoś wyrwał jej fragment życia, który uważała za pewny. Teraz w jej oczach nadal było cierpienie, ale obok niego pojawiło się coś jeszcze, determinacja, żeby nie pozwolić odejść komuś, kogo już zdążyła pokochać.

Usiadła obok niego ciężko. Przez chwilę milczeli. Tavo wiedział, że powinien zapytać. Wiedział, że powinien przygotować się na odpowiedź. Ale część niego już ją znała.

— Ona cierpi — powiedziała w końcu cicho.

Tavo spojrzał na nią. Nie musiał pytać, o kim mówi.

— Kuka...

— Ona naprawdę cierpi. Wiem to. Widziałam to w jej oczach.

Tavo zamknął na moment powieki. Naprawdę rozumiał, ale właśnie dlatego było mu jeszcze trudniej.

Bo on też pamiętał oczy Danieli. Pamiętał moment, kiedy została przyłapana na kradzieży. Pamiętał, jak później próbowała wrobić Lucię w kolejną sprawę z zegarkiem innej modelki. Pamiętał wszystkie sytuacje, w których ktoś musiał ponosić konsekwencje jej działań, a Daniela zawsze znajdowała sposób, żeby ktoś inny poczuł się winny.

I przede wszystkim pamiętał dzień, kiedy stracił Kukę. Pamiętał jej spojrzenie, kiedy uwierzyła kłamstwu dziewczyny oskarżającej go o próbę uwiedzenia. Pamiętał, jak Daniela stworzyła sytuację, z której nie było dobrego wyjścia. Jak jedno oszczerstwo wystarczyło, żeby zniszczyć coś, co budowali przez lata.

Dla Kuki Daniela była teraz dzieckiem, które bało się stracić matkę. Dla Tavo była osobą, która już raz odebrała im wszystko.

— Kuka... — powiedział spokojnie. — To jest trudne. Wiem.

Spojrzała na niego.

— Ona właśnie się dowiedziała, że nie jestem jej matką — powiedziała Kuka, jakby odpowiadała na jego milczenie. — Jak mam teraz po prostu kazać jej odejść?

Tavo westchnął cicho. Nie miał na to dobrej odpowiedzi, bo wiedział, że żadne logiczne argumenty nie przebiją tego, co czuła.

— Nie mogę tak po prostu odwrócić się od niej po tym wszystkim.

Tavo patrzył na nią przez chwilę.

— Ona nie jest już twoją córką, Kuka.

Te słowa zabrzmiały ostro, chociaż nie chciał, żeby takie były.

Kuka odwróciła wzrok.

— Ale była.

I właśnie to jedno słowo wystarczyło. Bo Tavo wiedział, że w tym momencie nie walczył już z Danielą. Walczył ze wspomnieniem.

— Możesz mnie znienawidzić — powiedział cicho. — Ale mówię ci: musisz się jej pozbyć tak szybko jak to możliwe.

Kuka spojrzała na niego z bólem.

— Ale nie mogę po prostu wyrzucić kogoś na ulicę.

I wtedy zobaczył, że nie rozmawia już z kobietą, która podejmuje decyzję. Rozmawiał z kimś, komu właśnie odebrano możliwość bycia matką.

Przetarł dłonią twarz. Cała złość, którą nosił wobec Danieli, nagle wydała mu się nie na miejscu.

— Przepraszam.

Westchnął.

— Zawsze łatwiej udzielać rad, ale musisz podjąć decyzję.

Kuka spuściła wzrok. Przez chwilę siedziała nieruchomo. Potem powoli wstała.

— Nie mogę.

To nie było wyzwanie, nie była to też odmowa. Bardziej przyznanie się do własnej bezsilności.

Tavo również się podniósł. Przez chwilę tylko na nią patrzył. Widział kobietę, z którą kiedyś chciał spędzić całe życie. Tę samą, która odsunęła się od niego, bo uwierzyła w kłamstwo. Tę samą, która teraz znowu próbowała ratować kogoś kosztem własnego spokoju.

Tym razem jednak nie czuł złości. Tylko zmęczenie i żal.

Zrobił krok w jej stronę i objął ją. Nie było w tym nic z dawnej bliskości między nimi. Żadnego powrotu do tego, co było kiedyś, żadnego niewypowiedzianego pragnienia. To był gest człowieka, który widzi, że druga osoba właśnie się rozpada i nie potrafi przejść obok tego obojętnie.

Jedną ręką objął ją w pasie, drugą położył na jej karku i plecach, powoli głaszcząc uspokajająco.

Kuka przez chwilę stała nieruchomo, a potem poddała się temu gestowi. Wtuliła się w niego mocniej, chowając twarz przy jego ramieniu. Nie szukała w nim miłości. Szukała oparcia, czegoś stałego w świecie, który nagle przestał być taki, jak myślała.

Tavo patrzył ponad jej ramieniem przed siebie.

I wtedy drzwi wejściowe otworzyły się. Nie usłyszeli ich od razu.

Lucia zatrzymała się w progu. Przez pierwszą chwilę nawet nie próbowała zrozumieć tego, co widzi. Dopiero po chwili przyszły myśli. Zbyt szybko, zbyt boleśnie. Może to było oczywiste. Może od początku powinna była to wiedzieć. Może tylko ona uwierzyła, że tym razem coś jest inne.

Zobaczyła Tavo i Kukę w jego ramionach. Wszystko inne przestało mieć znaczenie.

Nie słyszała ich rozmowy. Nie wiedziała, że przed chwilą Kuka dowiedziała się, że straciła córkę. Widziała tylko obraz. A obraz był prostszy niż prawda.

Jej pierwszym odruchem było odwrócić się i wyjść, zanim ktokolwiek ją zauważy. Zanim zobaczy coś więcej. Zanim usłyszy słowa, które mogłyby sprawić, że będzie musiała przyznać sama przed sobą, jak bardzo ją to boli.

Ale Tavo już ją zobaczył. Stał przodem do drzwi, więc jego wzrok od razu zatrzymał się na jej sylwetce.

W jej twarzy zobaczył wszystko, zanim zdążyła ukryć emocje. Najpierw zdziwienie, potem pytanie. A potem coś, co sprawiło, że poczuł nagły ciężar w klatce piersiowej. Ból, cichy, niewypowiedziany. Taki, który pojawia się nie wtedy, kiedy ktoś krzyczy, ale kiedy ktoś przestaje walczyć.

Nawet nie zdążył nic powiedzieć.




Lucia już patrzyła na niego tak, jakby właśnie odpowiedział na pytanie, którego nigdy nie zadała. Jej ramiona lekko opadły. Ten drobny ruch powiedział mu więcej niż jakiekolwiek oskarżenie.

Nie była zła, to byłoby łatwiejsze. Była nagle bardzo zmęczona i rozczarowana. Przez ostatnie dni po raz pierwszy od dawna pozwoliła sobie nieśmiało uwierzyć, że może nie musi być ostrożna. Że może nie jest tylko kimś, kto pojawił się na chwilę w czyimś życiu. Że jego gesty, jego troska, jego obecność nie są czymś, co dostała przez przypadek i co w każdej chwili może zostać jej odebrane.

A teraz wystarczył jeden obraz, kilka sekund ciszy i zobaczyła coś, czego przez cały czas próbowała nie widzieć: Tavo miał swoją przeszłość, więzi, ludzi. A ona nadal była tą dziewczyną, która przyszła do jego świata z zewnątrz.

Jej wzrok zatrzymał się jeszcze na jego twarzy. Przez krótką chwilę miała nadzieję, że zobaczy tam coś, co zaprzeczy temu, co widziała. Że zobaczy zaskoczenie, że usłyszy jej imię, że zrobi krok w jej stronę.

Ale Tavo tylko patrzył i to wystarczyło.

Lucia nie wiedziała, że w tej chwili on sam był sparaliżowany, chociaż chciał do niej podejść, że próbował znaleźć słowa, których nie dało się wypowiedzieć w jednej sekundzie. Zrozumiał jednak, że każdy ruch — odsunięcie Kuki, gwałtowne tłumaczenie, próba zatrzymania Lucii — może sprawić, że ta scena będzie wyglądała jeszcze gorzej.

Zaś ona widziała tylko to, co zawsze widziała wtedy, kiedy bała się najbardziej. Że komuś innemu łatwiej jest znaleźć miejsce obok niego niż jej.

Odwróciła wzrok. Nie chciała pytać czy słuchać wyjaśnień. Nie chciała zostać w miejscu, w którym poczuła się jak intruz. Ruszyła szybkim krokiem w stronę swojego pokoju i minęła ich bez słowa.

Właśnie to go dobiło, bo Tavo zobaczył w jej oczach coś, czego nigdy wcześniej tam nie było. Nie zazdrość, nie złość. Rezygnację.

Drzwi zamknęły się za nią cicho zanim zdążył ją zatrzymać. A on jeszcze przez chwilę stał nieruchomo, nadal trzymając Kukę, ale już zupełnie nieobecny.

Zrozumiał, że Lucia nie uciekła dlatego, że mu nie ufa. Uciekła dlatego, że uwierzyła, że nie ma prawa zostać. I to bolało najbardziej. Tym razem nie stracił jej przez kłamstwo kogoś innego. Stracił jedynie tę jedną chwilę, w której mógł sprawić, że zobaczyłaby prawdę.

Wyjaśnienie nieporozumienia i powrót do pracy

Nazajutrz rano biuro dopiero budziło się do życia. Z korytarza dobiegały pojedyncze głosy modelek i stukot obcasów, ktoś śmiał się przy sekretariacie, ktoś inny przeglądał zdjęcia z ostatniej sesji. W gabinecie Tavo panowała jednak cisza.

Lucia siedziała na kanapie, skulona bardziej niż zwykle. Ramiona miała lekko uniesione, jakby próbowała ochronić się przed czymś niewidzialnym. Obejmowała się dłońmi, patrząc gdzieś w podłogę.

Tavo od kilku chwil obserwował ją ukradkiem zza biurka. Wiedział, że jeśli będzie zwlekał, rozmowa stanie się jeszcze trudniejsza.

Podszedł i usiadł obok niej, zostawiając między nimi niewielką przestrzeń. Przez chwilę nic nie mówił. Wiedział, że jeśli odezwie się zbyt szybko, zabrzmi to jak obowiązek. A nie chciał być dziś jej szefem. Chciał być człowiekiem, przy którym nie będzie musiała niczego udawać.

— Pomyślałem, żeby z tobą porozmawiać wczoraj wieczorem. Odniosłem wrażenie, że nie czujesz się najlepiej.

Lucia spuściła wzrok jeszcze niżej.

— Nie mogę być całkowicie w porządku.

Spróbowała się uśmiechnąć, ale uśmiech nie dotarł nawet do oczu. Powiedziała to cicho. Nie skłamała. Po prostu pozwoliła, żeby zrozumiał to inaczej. Łatwiej było schować się za bólem po Federicu niż przyznać, że od poprzedniego wieczoru najbardziej kłuło ją coś zupełnie innego. Tamtego tematu nie umiałaby jeszcze dotknąć nawet we własnych myślach.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu.

— No ale wyszłaś tak szybko... a potem...

Lucia uniosła głowę. Jej spojrzenie było spokojne, niemal pozbawione emocji.

— Nie chciałam wam przeszkadzać.

Te słowa zabolały go bardziej, niż się spodziewał. Zrozumiał, co zobaczyła poprzedniego wieczoru. Nie scenę, nie prawdę, tylko własne miejsce w niej. Pomyślała, że przyszła w nieodpowiednim momencie, że była kimś z zewnątrz. Sam do tego dopuścił.

— Ale nie przeszkadzałaś.

Lucia nie odpowiedziała, bo mu nie uwierzyła. I Tavo to widział.

Patrzył na nią jeszcze chwilę, jakby ważył w myślach decyzję. To nie była jego tajemnica. Nie miał prawa opowiadać o cudzym dramacie. Ale jeszcze mniej chciał pozwolić, żeby Lucia żyła z przekonaniem, że zobaczyła prawdę.

Westchnął cicho.

— Dla Kuki nastał teraz ciężki czas. Wiem, że mogę ci ufać, więc ci powiem. Daniela nie jest córką Kuki.

Lucia znieruchomiała.

— Serio?

Lucia zmarszczyła brwi, jakby próbowała dopasować tę wiadomość do obrazu, który od wieczora nosiła w głowie.

Po raz pierwszy od wejścia do gabinetu na jej twarzy pojawiła się prawdziwa emocja. Zaskoczenie było tak szczere, że Tavo poczuł niemal fizyczną ulgę. Skinął głową.

— Tak.

Przez chwilę Lucia nie potrafiła nic powiedzieć.

W myślach wróciła do poprzedniego wieczoru. Do Kuki wtulonej w jego ramiona. Do własnego pośpiesznego osądu. Poczuła, jak policzki oblewa jej ciepło.

— To jest straszne.

— Tak, jest to nieprzyjemne. Do tego zamieszany jest spadek i oszustwo.

Lucia powoli pokręciła głową. Nie potrafiła nawet wyobrazić sobie takiego bólu. Przez całe życie bała się, że ktoś, kogo kocha, odejdzie nagle, tak jak jej tata. Nigdy jednak nie przyszło jej do głowy, że można dowiedzieć się, iż człowiek, którego uważało się za własne dziecko, nigdy nim nie był. To musiało rozrywać serce.

— Biedna Kuka. To chyba straszne kochać kogoś i nagle odkryć, że jest kimś obcym. Ja bym tego nie przeżyła.

Na moment umilkła.

— Ale kim jest jej prawdziwa córka?

— Nie wiem.

Między nimi znów zapadła cisza. Tavo przyglądał się jej uważnie. Nie chciał, żeby zrozumiała tylko historię Kuki. Chciał, żeby zrozumiała także jego.

— Dlatego z nią byłem. Próbowałem ją pocieszyć, pomóc jej, potowarzyszyć.

Lucia spojrzała na niego długo.

Wystarczyło jedno zdanie. Obraz, który od wieczora wracał do niej raz za razem, zaczął się rozpadać. Ramiona obejmujące Kukę przestały być gestem mężczyzny wracającego do dawnej miłości. Stały się ramionami przyjaciela, który próbował utrzymać kogoś, komu właśnie zawalił się świat.

Poczuła nagłą ulgę. Przez całą noc oddychała zbyt płytko i dopiero teraz mogła zaczerpnąć powietrza. Zaraz potem przyszło zawstydzenie. Nie dlatego, że źle odczytała sytuację. Dlatego, że choć przez kilka godzin naprawdę uwierzyła, iż Tavo mógłby ją tak łatwo odsunąć od siebie. A przecież to właśnie jemu ufała najbardziej.

Uśmiechnęła się delikatnie, a w jej oczach pojawiła się ciepła czułość, której od wczoraj tak bardzo mu brakowało.

— Zawsze jesteś gotowy pocieszyć każdego.

Patrzył na nią uważnie i po raz pierwszy odważył się pomyśleć, że może poprzedniego wieczoru zabolało ją nie tylko to, co zobaczyła. Może chodziło o to, że w jego ramionach była właśnie Kuka.

Ta myśl była równie piękna, co niebezpieczna. Nie chciał robić sobie złudzeń. A jednak od wczoraj nie potrafił znaleźć innego wyjaśnienia dla emocji, które zobaczył w jej oczach.

Uśmiechnął się szeroko, ale nie dlatego, że usłyszał komplement. Od wczoraj bał się, że coś między nimi pękło. Teraz miał wrażenie, że ta szczelina zaczyna się zamykać. Lucia znowu patrzyła na niego tak samo jak przedtem.

Dziewczyna nagle odchrząknęła i poderwała się z kanapy. Przestraszyła się tego, jak bardzo jej ulżyło. Jeszcze chwilę temu była przekonana, że powinna zacząć się od niego oddalać. To, że wystarczyło kilka jego słów, żeby świat znowu wydał się odrobinę bezpieczniejszy, było równie piękne, co przerażające.

— Wybacz, ale już pójdę.

Tavo również wstał.

— A gdzie chcesz iść? Musisz trochę popracować. Casting zaraz się zacznie.

Nie próbował jej odciągnąć od smutku na siłę. Wiedział tylko, że bezczynność pozwala złym myślom rosnąć szybciej niż cokolwiek innego. Praca zawsze była dla niej miejscem, w którym choć na chwilę odzyskiwała równowagę.

Spojrzała na niego z lekkim zakłopotaniem.

— Jeszcze nie mogę pracować. Przyszłam tylko, żeby się zameldować, ale nie każ mi robić makijażu.

— A jeśli cię bardzo poproszę?

W jego głosie pojawiła się odrobina dawnego rozbawienia. Wiedział, że nie powinien naciskać. Ale zobaczył pierwszy prawdziwy błysk życia w jej oczach od wielu dni. Chciał zobaczyć go jeszcze raz.

Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.

— Nie, nie proś mnie bardzo.

— Dlaczego?

Spojrzała mu prosto w oczy.

— Bo wtedy się zgodzę.

Sama zdziwiła się własną odpowiedzią. Jeszcze chwilę wcześniej wydawało jej się, że nie ma w sobie siły nawet na rozmowę. A teraz łapała się na tym, że odpowiada mu niemal tak jak dawniej.

Uśmiechnął się szerzej, niż zamierzał. W tym jednym zdaniu usłyszał znacznie więcej niż zgodę na makijaż. Usłyszał, że między nimi wciąż istnieje ten sam lekki rytm rozmowy, którego utraty tak bardzo bał się poprzedniego wieczoru. Przez chwilę miał ochotę zatrzymać tę rozmowę właśnie tutaj, zanim życie znowu zdąży między nich wejść. Takiej odpowiedzi właśnie mu brakowało.

Przez moment tylko się w nią wpatrywał. Potem rozłożył ręce w geście udawanej bezradności.

— Dobrze, nie będę cię prosił.

Zrobił krótką pauzę.

— Przyjdziesz?

Lucia pokręciła głową z rezygnacją. Wiedziała, że przegrywa tę drobną słowną potyczkę. I, ku własnemu zaskoczeniu, wcale jej to nie przeszkadzało.

— Wiesz, co ci odpowiem.

Tym razem uśmiechnęła się naprawdę.

Śmiech przyszedł do nich obojga niemal jednocześnie. Był cichy, jeszcze ostrożny, ale wystarczył, żeby napięcie ostatnich godzin zaczęło ustępować.

Lucia, trochę zawstydzona tym, że tak łatwo dała się rozbroić, uderzyła go lekko pięścią w klatkę piersiową.

— To nie fair.

— Wiem.

Tavo zrobił pół kroku bliżej. Powoli położył dłonie na jej ramionach i delikatnie je potarł z odruchu.

Nie cofnęła się. Przez moment nie wiedziała, co zrobić z własnymi rękami. W końcu, niemal nieświadomie, położyła obie dłonie na jego piersi.

Ich spojrzenia spotkały się na dłużej.




Lucia dopiero po chwili uświadomiła sobie, gdzie nadal trzyma ręce. Powinna je zabrać. Cofnąć się o krok. Powiedzieć cokolwiek. Nie zrobiła jednak żadnej z tych rzeczy.

Tavo również się nie poruszył. Czuł ciepło jej dłoni przez materiał koszuli i bał się, że jeśli wykona choćby najmniejszy ruch, ta krucha chwila natychmiast się skończy.

Nie było potrzeby niczego nazywać. Po raz pierwszy od wielu dni między nimi nie było nieporozumień ani lęku. Była tylko cisza, w której oboje przypomnieli sobie, jak naturalna potrafi być bliskość.

Żal i przeprosiny Kuki

Późnym popołudniem biuro powoli pustoszało. Większość dziewczyn już wyszła, telefony dzwoniły rzadziej, a zza drzwi gabinetu Tavo dobiegały tylko przytłumione odgłosy rozmów z korytarza.

Siedział przy biurku, przeglądając dokumenty, kiedy nagle drzwi się otworzyły. Podniósł wzrok i przez chwilę nie zareagował.

Kuka stała w progu. Nie wyglądała jak dawniej. Nie było w niej tej pewności siebie, z którą potrafiła wejść do każdego pomieszczenia i natychmiast przejąć kontrolę nad sytuacją. Teraz trzymała się trochę inaczej — ciszej, ostrożniej, jakby bała się, że jeden niepotrzebny ruch może sprawić, że wszystko znów się rozpadnie.

— Co tu robisz? — zapytał zaskoczony.

Uśmiechnęła się lekko, ale w jej oczach było coś, czego nie potrafiła ukryć.

— Przyszłam ci coś powiedzieć.

Tavo odłożył papiery i przyjrzał jej się uważnie.

— Czujesz się lepiej?

Pytanie było proste, ale Kuka poczuła, że właśnie tego od niego potrzebowała. Nie pytał z ciekawości czy z obowiązku. Nadal się o nią martwił.

Pokręciła głową.

— Czuję się bardzo zraniona i zawstydzona.

Tavo od razu zmarszczył brwi.

— Kuka… ale dlaczego zawstydzona?

Przez chwilę milczała. Trudno było jej wypowiedzieć na głos coś, co od kilku dni paliło ją od środka.

— Bo w ciebie zwątpiłam.

Tavo odwrócił wzrok. To jedno zdanie wystarczyło, żeby wróciły wszystkie tamte chwile. Nie bolały dłużej, ale pamiętał, jak bardzo wtedy oboje byli zagubieni.

— Proszę, wybacz mi — powiedziała cicho. — Zawsze byłeś dla mnie taki dobry. Zawsze się mną opiekowałeś.

Głos zaczął jej drżeć.

— Mogliśmy być tak szczęśliwi razem, Tavo…

Te słowa zawisły między nimi. Spojrzał na nią, ale nic nie powiedział. Nie dlatego, że nie rozumiał. Właśnie dlatego, że rozumiał aż za dobrze.

Wiedział, że Kuka mówi o czymś, co dla niej wciąż jest żywe. O przyszłości, którą kiedyś razem sobie wyobrażali. O życiu, które mogło wyglądać inaczej.

Ale dla niego ten czas już minął. Nie oznaczało to jednak, że przestał pamiętać. Były chwile, kiedy zastanawiał się, jak wyglądałoby ich życie, gdyby pewne rzeczy potoczyły się inaczej. Tyle że wspomnienie wspólnej przyszłości nie było już pragnieniem. Było tylko cichym żalem za czymś, co kiedyś mogło istnieć.

— A ja uwierzyłam… — głos jej się załamał — uwierzyłam w jej kłamstwo. Wtedy, w twoim domu. Uwierzyłam Danieli.

Przez moment w gabinecie było zupełnie cicho.

Tavo poczuł ukłucie smutku. Nie z powodu tego, że ją stracił. Ten rozdział dawno już przestał być raną. Bolało go raczej to, że ktoś, kogo kiedyś tak bardzo kochał, teraz stał przed nim z takim poczuciem winy.

Podszedł bliżej.

— Kuka… wszystko w porządku. Naprawdę. To już jest przeszłość.

Dla niego były to słowa pocieszenia. Dla niej zabrzmiały jednak inaczej. Jak potwierdzenie, że coś się skończyło. Patrzyła na niego przez chwilę, próbując znaleźć w jego twarzy choć cień tego uczucia, które pamiętała.

— Gdybym tylko mogła cofnąć czas…

Podniosła dłoń i delikatnie położyła palce na jego ustach.

— Nie żałowałabym niczego.

Tavo zamilkł. Patrzył na nią z czułością, ale była to inna czułość niż ta, której szukała. Ciepło człowieka, który znał jej serce, który pamiętał wspólne lata i nadal chciał dla niej dobrze. Ale to nie była już miłość.

Kuka patrzyła na niego tak, jakby próbowała zatrzymać ostatnią chwilę, w której jeszcze mogła wierzyć, że wszystko da się naprawić.

— Uwierz mi… zrobiłabym dla ciebie wszystko.

Jej palce przesunęły się z jego ust na policzek. Delikatnie pogładziła go kciukiem znajomym gestem. I wtedy emocje wygrały. Nie pomyślała o konsekwencjach. Nie zastanowiła się, czy powinna.

Po prostu pochyliła się i go pocałowała. Przez pierwszą sekundę Tavo odpowiedział odruchowo. Zaskoczenie sprawiło, że nie zdążył się wycofać. Pamięć ciała czasem była szybsza niż rozsądek — znał ten pocałunek, znał bliskość Kuki, znał kobietę, którą kiedyś kochał.

Ale po chwili poczuł różnicę. Kiedyś ten gest budził w nim pragnienie, tęsknotę, potrzebę zatrzymania jej przy sobie. Teraz czuł tylko ciepło i znajomość dawnej bliskości. Jak dotyk wspomnienia, nie czegoś, co wciąż trwało. Dlatego delikatnie odsunął się od niej.

— Kuka…

Jedno słowo wystarczyło. Nie musiał niczego tłumaczyć. Zobaczyła, że jego oczy nadal były dobre, nadal pełne troski, ale nie było w nich tego, czego szukała.

Cofnęła się o krok.

— Wybacz mi.

— Nie. Wszystko jest w porządku. Nie denerwuj się.

Tavo powiedział to szybko, bo ostatnią rzeczą, której chciał, było skrzywdzenie jej bardziej. Ale właśnie to ją zabolało: to, że był dla niej dobry i nie potrafił jej odrzucić ze złością. Bo wtedy łatwiej byłoby uwierzyć, że jeszcze coś między nimi zostało.

— Pozwoliłam oszukać samą siebie — wyszeptała. — Przepraszam.

Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.

Tavo natychmiast poszedł za nią.

— Kuka…

— Nie, nic nie mów. Nie trzeba.

Zatrzymała się przy drzwiach, ale nie odwróciła się od razu.

— Byłam takim tchórzem.

Tavo patrzył na nią z rosnącym niepokojem.

Coś w jej głosie sprawiło, że przestał widzieć tylko kobietę, która przyszła przeprosić. Zobaczył kogoś, kto właśnie rozpadał się pod ciężarem własnych wyrzutów sumienia.

— Wszystko przez moją córkę… — mówiła dalej. — Ty i Gabriel mnie ostrzegaliście. Mówiliście mi prawdę, ale ja nie chciałam słuchać.

Odwróciła się w jego stronę.

— Myślę, że teraz umrę.

Tavo zamarł. Rozmowa miała wyglądać zupełnie inaczej. Chciał, żeby Kuka przestała się obwiniać, uspokoić ją. Ale nagle poczuł, że jej ból jest większy, niż przypuszczał.

— Kuka…

Nie wiedział jeszcze, co powiedzieć, bo pierwszy raz od dawna nie chodziło już o ich przeszłość. Chodziło o to, żeby nie pozwolić jej zostać samej z tym cierpieniem.

Kuka wyszła zanim ją zatrzymał. Drzwi zamknęły się cicho.

Tavo jeszcze przez chwilę stał w miejscu, patrząc na nie, jakby spodziewał się, że za moment znowu się otworzą i Kuka wróci, że powie coś jeszcze, że da mu szansę naprawić sytuację.

Ale nie wróciła.

Westchnął i oparł dłonie o biurko.

Nie bolało go to tak, jak kiedyś. Nie było tego rozpaczliwego poczucia straty, które znał z przeszłości. Było tylko smutne przekonanie, że czasami można kogoś bardzo kochać jako człowieka i jednocześnie nie móc już kochać go tak, jak ta osoba tego potrzebuje.

Pisanie listo do Tavo

Wieczór przyszedł do pokoju Luci bez pośpiechu, jakby nie chciał niczego zakłócać, a jednocześnie zostawiał po sobie coraz gęstszą ciszę. Dziewczyna długo leżała w łóżku, próbując znaleźć wygodną pozycję, ale sen nie nadchodził. Ciało było zmęczone, a jednak umysł nie chciał się wyłączyć — krążył po tych samych miejscach, wracał do obrazów, których nie umiała już odsunąć.

W końcu usiadła. Kołdra zsunęła się z jej ramion, a chłód pokoju dotknął skóry, jak przypomnienie, że jest tu sama. Przez chwilę siedziała nieruchomo, wpatrzona w swoje dłonie. Dopiero wtedy, niemal odruchowo, uniosła prawą rękę i dotknęła nadgarstka — tego samego miejsca, które pamiętało tamtą noc, choć nie w sposób, który dało się łatwo nazwać. Palce zatrzymały się tam na dłużej, jakby chciała sprawdzić, czy wspomnienie nadal jest w niej obecne, czy tylko wraca w myślach i koszmarach.

Federico.

Jego obraz był wystarczający, żeby ciało lekko się napięło. Lucia zamknęła oczy, jakby mogła w ten sposób odsunąć od siebie ciężar tamtego wieczoru, ale zamiast tego pojawiło się coś innego.

Głos Tavo.

Spokojny, niski, kiedy mówił do niej przez chaos tamtej nocy. Jego obecność, która nie wchodziła w nią siłą, tylko zatrzymywała się na granicy. Pamiętała, jak pytał. Nie raz, nie mimochodem — tylko wyraźnie, czekając. Czy może ją podnieść, czy może podejść bliżej, czy wszystko jest w porządku. I to, że za każdym razem dawał jej przestrzeń, jej reakcja była ważniejsza niż jego własna decyzja.

Ramiona, w których wtedy znalazła bezpieczeństwo, choć jeszcze nie umiała tego nazwać. Kilka dni później wystarczyło, że położył dłonie na jej ramionach, a ten sam spokój wrócił, ciało pamiętało go szybciej niż myśli. Ciepło, które nie było nachalne, tylko stabilne. I coś jeszcze — trudniejsze do uchwycenia, ale teraz wyraźniejsze niż wcześniej: świadomość, że w tamtej chwili nic nie było jej narzucone.

Lucia otworzyła oczy, chcąc odsunąć od siebie to wspomnienie. Powiedzieć sobie, że to tylko wdzięczność. Że po wszystkim, co przeszła, każdy dobry gest urósłby do czegoś większego. Ale im bardziej próbowała to sobie wytłumaczyć, tym wyraźniej czuła, że oszukuje samą siebie.

Przez kilka minut siedziała bez ruchu, a potem zapaliła lampkę, sięgnęła po kartkę i długopis. Nie zastanawiała się długo nad pierwszym zdaniem — raczej pozwoliła, żeby słowa same zaczęły się układać, jakby czekały już od dawna, tylko nie miały jeszcze miejsca, żeby wybrzmieć.

Pisanie było powolne. Czasem zatrzymywała się w połowie zdania, wracała, poprawiała, ale nie dlatego, że nie wiedziała, co chce powiedzieć, raczej dlatego, że każda myśl niosła ze sobą coś więcej, niż mogła zmieścić w prostych słowach. Uśmiechała się i czuła wewnętrzne ciepło, gdy na kartce pojawiały się kolejne litery.

Zaczynała od podziękowań. Tak przynajmniej sobie tłumaczyła. Chciała tylko powiedzieć "dziękuję". Dopiero po kilku akapitach zauważyła, że ani razu nie wspomniała o tym, za co właściwie dziękuje. Pisała tylko o nim. Jakby od początku nie próbowała podziękować mu za to, co zrobił. Jakby przez cały czas próbowała podziękować za to, że po prostu jest.

“Drogi Tavo, piszę ten list z podziękowaniami za wszystko, co dla mnie zrobiłeś i robisz. Dziękuję Bogu, że Cię spotkałam, że jesteśmy teraz tak blisko, że lubisz mnie chociaż trochę i opiekujesz się mną.

Poza tym, nie odważyłabym się powiedzieć Ci wszystkiego, co czuję. Miałam tak ciężki czas kiedy straciłam ojca, straciłam Federica. Nie chcę stracić ciebie.”

Zaskoczona spojrzała jeszcze raz na ostatnie zdanie. Słowa, które wybierała, były proste, ale ważyły więcej, niż się spodziewała.

„Jesteś…”

Przez chwilę nie potrafiła nazwać tego, co czuła.

„Jesteś dla mnie…”, długopis zawisł nad kartką. Przez chwilę walczyła sama ze sobą. Miała wybrać coś bezpieczniejszego. "Bardzo ważny". "Bliski". "Wyjątkowy". Żadne z tych słów nie wydawało się jednak prawdziwe. A potem napisała coś, co sprawiło, że na chwilę przestała oddychać normalnie.

“Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.”

Odłożyła długopis. Dopiero teraz dotarło do niej, co to właściwie znaczy. Nie poprawiła tego zdania. Nie wykreśliła go też od razu. Po prostu patrzyła na nie dłużej niż na pozostałe.

“To, co wydarzyło się nad wodospadami, wciąż noszę w sercu. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek o tym wiedział. Chciałabym, żeby zostało tylko między nami. ”

Kiedy skończyła, odłożyła długopis. Przez chwilę trzymała kartkę w dłoniach. Potem złożyła ją ostrożnie i położyła na biurku, obok lampki, jak coś, co jeszcze nie ma swojego miejsca w świecie.

Nie miała odwagi mu go wręczyć. Nie wiedziała nawet, czy kiedykolwiek ją znajdzie. Ani czy w ogóle ma do tego prawo. Ale już nie potrafiła udawać przed samą sobą, że był to tylko list z podziękowaniem.

Kuka wypytuje Tavo, który uświadamia sobie swoje uczucia

Następnego ranka w gabinecie Tavo panowała cisza, która nie była już tą samą ciszą co dzień wcześniej. Nie było w niej napięcia ani niedopowiedzeń, raczej ostrożność dwojga ludzi, którzy próbowali wrócić do zwyczajności, choć oboje wiedzieli, że coś między nimi zostało nieodwracalnie zmienione.

Kuka siedziała przy biurku, przeglądając dokumenty. Robiła to z pozornym skupieniem, ale Tavo od czasu do czasu zerkał na nią znad papierów. Widział, jak bardzo starała się zachowywać normalnie. Jak prostowała plecy, jak zmuszała się do spokojnego tonu, jak próbowała udowodnić jemu i samej sobie, że wszystko jest już pod kontrolą.

Nie wierzył w to. Widział, ile wysiłku kosztuje ją udawanie, że wszystko jest już dobrze.

— Lepiej się już czujesz? — zapytał w końcu cicho.

Kuka nawet nie podniosła od razu wzroku.

— Życie toczy się dalej — odpowiedziała z lekkim uśmiechem, który jednak nie dotarł do oczu. — Jeśli będę narzekać cały dzień, wkrótce stanę się irytująca dla wszystkich wokół.

Tavo odłożył dokument.

— Kuka… wiesz, że tak się nie stanie.

Przez chwilę patrzył na nią uważnie.

— Powiedz mi, w czym mogę ci pomóc.

Te słowa były tak bardzo w jego stylu, że przez moment poczuła znajome ciepło. Właśnie to przez lata było jednym z powodów, dla których go kochała. Tavo zawsze był człowiekiem, który zostawał. Który pomagał, nawet kiedy sam miał swoje problemy.

Pokręciła lekko głową.

— Wiem, że mogę na ciebie liczyć.

Zawahała się.

— A dokładniej… w niektórych sprawach mogę na tobie polegać.

Nie zabrzmiało to jak zarzut. Bardziej jak cicha próba zaakceptowania rzeczywistości, której jeszcze nie była gotowa przyjąć.

Podała mu folder z dokumentami. Kiedy ich dłonie spotkały się na chwilę, Tavo zauważył coś, czego wcześniej nie chciał dostrzec.

Jej ręka drgała. Delikatnie zatrzymał jej dłoń.

— Cała drżysz.

Kuka natychmiast cofnęła rękę, jakby ten prosty gest odsłonił więcej, niż chciała pokazać.

— Litujesz się nade mną?

Tavo spojrzał na nią zaskoczony.

— Nie.

Powiedział to spokojnie, ale stanowczo.

— Nie lituję się nad tobą, Kuka.

Odwróciła wzrok.

— Wiesz… nie było mi łatwo tu przyjechać.

Przez chwilę milczała, zbierając myśli.

— Zapomnijmy o tym, co wydarzyło się wczoraj. Wszystko jest w porządku.

Tavo patrzył na nią długo. Wiedział, że to nieprawda. Wiedział też, że ona sama jeszcze próbuje w to uwierzyć.

Kuka zobaczyła jego spojrzenie i poczuła ukłucie bólu. Nie dlatego, że był chłodny. Właśnie przeciwnie. Był nadal dobry, cierpliwy, troszczył się o nią. Ale brakowało czegoś, czego najbardziej pragnęła zobaczyć.

Dawniej w jego oczach szukałaby miłości. Teraz szukała choćby cienia żalu. Nie znalazła go.

— Więc jest inna kobieta — powiedziała cicho.

Tavo od razu pomyślał o pewnej dziewczynie, która zajmowała ostatnio większość jego uwagi. O tym, jak szukał jej wzrokiem, kiedy przechodził przez agencję. Jak dzień wydawał się lepszy, kiedy się uśmiechała. Młoda kobieta, o którą dbał, którą lubił bardziej niż powinien, którą… Zatrzymał się, bo dokończenie tego zdania brzmiało niebezpiecznie nawet przed samym sobą.

Nie odpowiedział Kuce. Nie dlatego, że chciał coś ukryć. Po prostu nie potrafił dołożyć jej kolejnego bólu. Ale jego milczenie wystarczyło. Kuka znała go zbyt dobrze. Umiała odczytać każdą zmianę w jego twarzy. Wiedziała, kiedy unikał odpowiedzi, kiedy coś przeżywał, kiedy próbował ochronić kogoś przed prawdą.

— Jesteś w niej zakochany, prawda?

Tavo przez chwilę nie poruszył się. Ktoś wypowiedział na głos słowo, przed którym już dłużej się wzbraniał. Zabrzmiało w jego głowie z siłą, której się nie spodziewał. Kobieta, którą… kochał.

Powoli, prawie niezauważalnie, skinął głową. Nie było w tym geście triumfu ani ulgi. Było coś znacznie bardziej osobistego. Przyznanie się Kuce było jednocześnie przyznaniem się samemu sobie.

Kuka patrzyła na niego w milczeniu. W jednej chwili zrozumiała wszystko. To, dlaczego poprzedniego dnia pocałunek nie znalazł w nim odpowiedzi. Dlaczego jego ramiona były ciepłe, ale nie tęskne. Dlaczego patrzył na nią z czułością, a jednak nie próbował jej zatrzymać. Chciała poczuć ulgę, bo wreszcie znała prawdę. Zamiast tego poczuła coś znacznie trudniejszego — świadomość, że prawda nie zostawiła jej już niczego, czego mogłaby się trzymać.

Zastanawiała się, kim ona mogła być. I wtedy przypomniała sobie jak miesiąc wcześniej przyszła do nowego domu Tavo z dokumentami i zastała go w sytuacji prowadzącej do jedynego słusznego wniosku.

— Więc kochasz Cecylię — powiedziała w końcu, bardziej stwierdzając niż pytając. — Panią architekt, tak?

Tavo nie odpowiedział, bo przed oczami nie pojawiła mu się Cecylia.




Zobaczył Lucię. Jej spojrzenie znad wodospadów, tuż po pocałunku. Ten moment, w którym przez kilka sekund cały świat wydawał się prostszy, a on przestał myśleć o tym, co wypada, czego nie powinien i dokąd to wszystko prowadzi. Jej uśmiech, kiedy próbowała ukryć wzruszenie. Jej dłonie na jego piersi tamtego ranka w gabinecie i to, jak bardzo nie chciał, żeby je zabrała. Ten moment, kiedy po raz pierwszy od dawna poczuł, że nie musi niczego udowadniać ani tłumaczyć.

I właśnie wtedy zrozumiał, że Kuka miała rację. Była inna kobieta. Nie był jednak gotowy wypowiedzieć jej imienia na głos.

Wahanie Luci

Przed wejściem do agencji Lucia zatrzymała się na chwilę.

Drzwi były zaledwie kilka kroków przed nią, a jednak tego dnia wydawały się trudniejsze do przekroczenia niż kiedykolwiek wcześniej. Stała nieruchomo, trzymając dłoń na pasku torebki, jakby ten prosty gest mógł powstrzymać ją przed zrobieniem czegoś, czego jednocześnie tak bardzo chciała i tak bardzo się bała.

W środku znajdowała się kartka, która jeszcze poprzedniej nocy wydawała jej się jedynym sposobem, żeby powiedzieć Tavo wszystko, czego nie potrafiła wypowiedzieć na głos.

Teraz, przy świetle dnia, nagle słowa wydały jej się zbyt odważne. Zbyt szczere. Przez kilka godzin nocy pozwoliła sobie napisać coś, czego rano nie miała już odwagi nawet nazwać. Jeszcze kilka miesięcy temu nie pozwoliłaby sobie nawet tak pomyśleć. Teraz najbardziej przerażało ją nie to, że je napisała, ale że były prawdziwe.

Lucia weszła już prawie do budynku, kiedy znów zatrzymała się i wyjęła list z torebki. Rozłożyła kartkę ostrożnie i przeczytała kilka zdań. Jej wzrok zatrzymał się na jednym z nich.

„Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.”

Przez kilka sekund patrzyła na nie bez ruchu. Potem natychmiast złożyła kartkę.

— Jaki wstyd… — szepnęła sama do siebie. Dlatego, że to była prawda.

Schowała list do torebki, ale po chwili znów go wyjęła. Jeszcze tylko raz chciała sprawdzić, czy naprawdę napisała coś takiego. Czy naprawdę pozwoliła sobie przyznać przed samą sobą, jak bardzo Tavo stał się dla niej ważny.

Za każdym razem kończyło się tak samo. Kartka wracała do torebki, a ona próbowała przekonać samą siebie, że może lepiej będzie zostawić wszystko tak, jak jest.

Może wystarczy mu podziękować, nie musi wiedzieć. Ale gdzieś głęboko czuła już, że ten list nigdy nie był tylko podziękowaniem.

Nieudana próba wręczenia listu


Później tego samego dnia gabinet Tavo był spokojniejszy niż zwykle. Przez uchylone drzwi dochodziły przytłumione głosy dziewczyn pracujących w agencji, dźwięk telefonu i kroki przechodzących osób. Zwyczajny rytm dnia, który dla większości ludzi nic nie znaczył. Dla Lucii wszystko tego dnia wydawało się jednak trochę inne.

Kilka godzin później zapukała cicho do gabinetu Tavo.

— Mogę?

Podniósł głowę znad dokumentów i uśmiechnął się odruchowo.

— Dla ciebie zawsze.

Lucia odwzajemniła uśmiech, ale wyglądała inaczej niż zwykle. Było w niej coś dziwnie lekkiego i jednocześnie niepewnego. Kilka razy otwierała usta, jakby chciała coś powiedzieć, po czym rezygnowała.

Tavo odłożył długopis. Przyglądał się jej z rosnącą ciekawością. Poprawiała nerwowo włosy. Dotykała paska torebki. Brała głęboki oddech. Jeszcze nigdy nie widział jej takiej.

Nie potrafił powiedzieć, co się zmieniło. Nie wyglądała na smutniejszą ani weselszą. Była jednocześnie szczęśliwa i niepewna, a w jej uśmiechu pojawiło się coś nieśmiałego, czego wcześniej nie znał. Miał wrażenie, że wydarzyło się w niej coś ważnego. Znał Lucię jako dziewczynę pełną energii, czasem impulsywną, czasem zagubioną, ale zawsze otwartą. Tym razem było inaczej. Jakby nosiła w sobie coś, czego jeszcze nikomu nie powiedziała i czego sama dopiero próbowała się nie bać.

Lucia stanęła przy oknie, odwrócona do Tavo plecami. Łatwiej było jej zebrać myśli, kiedy nie patrzyła mu w oczy. Od kilku minut próbowała zdobyć się na odwagę. W środku niej trwała walka między pragnieniem, żeby coś powiedzieć, a lękiem przed tym, co stanie się potem. Jednak za każdym razem, kiedy próbowała zacząć, słowa zatrzymywały się gdzieś w połowie drogi.




— Lucia? — odezwał się cicho.

Odwróciła się. Przez chwilę patrzyła na niego, jakby właśnie ten moment był trudniejszy niż wszystkie poprzednie.

— Ciągle myślę o tym, co stało się z Federico — powiedziała w końcu.

Jej głos był spokojny, ale Tavo usłyszał w nim zmęczenie.

— Wczoraj nie mogłam zasnąć.

Od razu odłożył dokumenty.

— Dlaczego?

Podszedł bliżej, tak jak zawsze przy niej, powoli, dając jej przestrzeń.

Lucia spuściła wzrok. Przez chwilę miała ochotę powiedzieć mu prawdę. Nie o Federico, nie o koszmarach, ale o tym, dlaczego naprawdę chciała dziś z nim porozmawiać. O kartce ukrytej w torebce. O słowach, które napisała w nocy, kiedy nie potrafiła już udawać przed samą sobą, że Tavo jest dla niej tylko kimś, kto jej pomaga. Jednak strach był silniejszy. Łatwiej było mówić o przeszłości niż o uczuciu, które dopiero zaczynało się w niej rodzić.

— Bo znów śniłby mi się koszmar.

Przełknęła ślinę.

— Mam wrażenie, że on jest gdzieś blisko. Że go widzę. Że ciągle wraca.

Na chwilę zamilkła.

— I wcale mi to nie poprawia samopoczucia.

Tavo patrzył na nią z troską. Wiedział, ile kosztowało ją samo wypowiedzenie tych słów. Lucia nie należała do osób, które łatwo pokazywały słabość. Zwykle próbowała radzić sobie sama, nawet wtedy, kiedy było jej trudno.

— Jedyne, co ułatwia mi życie… — powiedziała ciszej — to, że mogę z tobą porozmawiać.

Uśmiechnął się do niej ciepło. Było coś wyjątkowego w tym, że właśnie jemu pozwalała zobaczyć tę stronę siebie. Nie tę silną, zawsze gotową walczyć, ale tę, która czasem potrzebowała po prostu, żeby ktoś był obok. Jej zaufanie było czymś, czego nie chciał nigdy zawieść.

Przywykł do tego, że ludzie oczekiwali od niego pomocy, decyzji, rozwiązania problemów. Lucia dawała mu coś zupełnie innego — pozwalała mu być osobą, przy której nie musiała udawać, że wszystko jest dobrze.

— Wiesz, że możesz prosić mnie o cokolwiek chcesz.

Lucia również się uśmiechnęła, tym razem inaczej, nieśmiało. Jak ktoś, kto właśnie usłyszał coś, na co czekał. Tym razem nie odwróciła wzroku od razu. Patrzyła na niego przez chwilę tak, jakby próbowała zapamiętać każdy szczegół jego twarzy.

— Tak, wiem.

Przez moment bawiła się palcami. Sama nie wiedziała, czego bardziej się boi: tego, że Tavo nie zrozumie jej słów, czy tego, że zrozumie je aż za dobrze. Jeszcze wczoraj wieczorem wydawało jej się, że napisanie tego listu jest najtrudniejszą rzeczą, jaką może zrobić. Teraz wiedziała, że prawdziwa odwaga zaczyna się dopiero wtedy, kiedy trzeba go komuś wręczyć.

— Ale chciałabym ci coś dać, a nie tylko prosić.

Tavo spojrzał na nią z zaciekawieniem. Nie chodziło nawet o to, co chciała mu dać. Bardziej zaskakiwało go to, jak bardzo Lucia musiała się przełamywać, żeby o tym powiedzieć. Zwykle działała spontanicznie, bez zastanowienia. Tym razem każdy jej gest był ostrożny, jakby trzymała w dłoniach coś bardzo delikatnego.

— Dla mnie?

Uśmiechnął się szerzej.

— Co to może być?

Lucia poczuła, że serce zaczyna bić szybciej, a znajome ciepło rozeszło się po jej ciele, jak za każdym razem, gdy tak na nią patrzył. To było dziwne, przecież to tylko kartka, kilka słów. A jednak miała wrażenie, jakby za chwilę miała powiedzieć mu coś znacznie większego.

— Sama nie wiem, czy powinnam…

Na jej twarzy pojawił się ten sam uśmiech, który zauważył wcześniej, szczęśliwy i trochę przestraszony.

Tavo patrzył na nią uważnie. Znał każdy jej uśmiech, każdy gest, ale ten był inny. Była w nim radość i lęk jednocześnie. Lucia zawsze była szczera, czasem aż za bardzo, ale teraz po raz pierwszy wyglądała, jakby walczyła sama ze sobą. Chciała mu powiedzieć coś ważnego i jednocześnie bała się, że po tych słowach nic już nie będzie takie samo.

— No powiedz — zachęcił łagodnie. — Co to jest, Lucia.

Przez chwilę jeszcze milczała. Potem nabrała powietrza.

— Wczoraj wieczorem długo nie mogłam zasnąć.

Jej dłoń powoli przesunęła się w stronę torebki.

— Kiedy człowiek nosi coś w sobie zbyt długo… — powiedziała cicho — zaczyna mu brakować powietrza.

Palce zatrzymały się na jej brzegu. Czuła pod nimi złożoną kartkę. Wystarczył jeden ruch. Jeszcze tylko wyjąć kartkę i podać ją Tavo. I wtedy nie będzie już mogła się wycofać.

— Powiem ci — szepnęła.

Przez chwilę patrzył na jej dłoń zatrzymaną przy torebce. Nie wiedział dlaczego, ale nagle poczuł, że to, co miała mu powiedzieć, może zmienić coś między nimi. Lucia była tak skupiona na jednym geście, jak nigdy dotąd.

Jej palce zaczęły wyciągać list. W tym samym momencie drzwi gabinetu otworzyły się.

— Przepraszam…

Oboje odwrócili się. W progu stała Kuka.

Lucia natychmiast cofnęła rękę. Jej twarz zmieniła się w jednej chwili. Jeszcze sekundę wcześniej była bliska zrobienia czegoś, na co czekała całą noc. Teraz okazja przepadła.

Tavo zauważył to od razu i poczuł rozczarowanie. Nie dlatego, że Kuka weszła. Tylko dlatego, że po raz pierwszy zobaczył Lucię gotową odsłonić przed nim coś tak bardzo osobistego.

— Nie przeszkadzam? — zapytała Kuka, patrząc na nich uważnie. — Co się stało? Widzę, że wam przeszkodziłam.

— Nie — odpowiedziała szybko Lucia. Poczuła nagle, że musi uciec, zanim Kuka zdąży zauważyć jej drżące dłonie albo spojrzeć na torebkę, w której wciąż znajdował się list. Nie chciała, żeby ktokolwiek zobaczył te słowa. Jeszcze nie. One należały tylko do niej i Tavo. A może przede wszystkim do niej samej — do tej części jej serca, którą dopiero odważyła się odkryć.

— Już wychodziłam. Mam coś do zrobienia.

Nie spojrzała nawet na Tavo. Ruszyła w stronę drzwi. Tavo przez chwilę patrzył za nią zaskoczony. Chciał ją zatrzymać nie dlatego, że potrzebował odpowiedzi. Nie chodziło już tylko o słowa, które miała wypowiedzieć, tylko o ten moment, w którym po raz pierwszy zobaczył ją taką — otwartą, niepewną, gotową mu coś ofiarować.

— Lucia, poczekaj.

Jego głos zatrzymał ją tylko na sekundę.

— Później porozmawiamy — powiedziała cicho i wyszła.

Tavo natychmiast ruszył za nią.

— Nie ma potrzeby tak uciekać…

Ale było już za późno. Zobaczył tylko jej plecy na końcu korytarza. Stał jeszcze chwilę w drzwiach, czując dziwną mieszaninę frustracji i troski. Miał wrażenie, że coś bardzo kruchego właśnie wymknęło mu się z rąk.

— Tavo!

Odwrócił się. Kuka patrzyła na niego poważnie.

— Zanim zajmiesz się sprawami osobistymi, musimy zająć się jedną rzeczą.

W jego głosie natychmiast pojawiło się napięcie. Nie było to zwykłe zniecierpliwienie. Kuka znała Tavo zbyt długo, żeby tego nie zauważyć. Jeszcze kilka minut wcześniej był spokojny, skupiony tylko na Lucii. Teraz jego twarz znów stała się zamknięta, ale irytacja zdradzała, że tamta rozmowa nadal w nim trwała.

— Jaką?

Kuka zawahała się. Przyglądała mu się przez chwilę uważniej. Tavo zawsze był człowiekiem opanowanym, nawet kiedy sytuacja była trudna. Tym razem zareagował zbyt szybko, zbyt emocjonalnie. I chociaż nie wiedziała jeszcze dlaczego, po raz pierwszy poczuła, że między nim a Lucią dzieje się coś, czego nie potrafi już zignorować.

— Karen płacze w garderobie. Wpakowała się w jakieś kłopoty.

Tavo od razu się uspokoił i westchnął cicho.

— Dobrze. Idziemy.

I wyszedł za Kuką, ale myślami wciąż był przy dziewczynie, która kilka minut wcześniej miała zamiar powiedzieć mu coś, czego on sam nagle bardzo chciał usłyszeć.

Kuka czyta list


Lucia przyszła do domu szybciej, niż planowała. Nie chciała jeszcze wracać. Nie do pustych pokoi, do ciszy, która pozwalała myślom wracać ze zdwojoną siłą. Ale po wyjściu z agencji nie miała już dokąd pójść. Nie była gotowa spotkać się z nikim, nie chciała odpowiadać na żadne pytania.

Najbardziej bolało ją to, że była tak blisko. Jeszcze kilka godzin wcześniej trzymała list w dłoni. Miała nadzieję, że odważy się zrobić ten jeden krok. Powiedzieć Tavo coś, czego sama przed sobą bała się przyznać.

A potem wszystko zniknęło. Kuka weszła w najgorszym możliwym momencie.

W salonie rzuciła torebkę na kanapę. Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc na nią, jakby nie była pewna, co właściwie powinna zrobić. Potem wyjęła list. Kartka była lekko zagięta od ciągłego składania i rozkładania. Lucia przesunęła po niej palcami. Gdyby tylko dotyk papieru mógł przywrócić jej odwagę, której zabrakło.

Przez chwilę chciała go podrzeć. Nie zrobiła tego. Zamiast tego położyła go na torebce i wyszła do swojego pokoju, żeby przebrać się i choć na moment przestać myśleć.

Nie zauważyła, że kilka minut później drzwi wejściowe znów się otworzyły.

Kuka weszła do salonu zamyślona. W głowie wciąż miała obraz Danieli. Jej słowa i wszystkie kłamstwa, których nie zauważyła.

Dopiero po chwili zobaczyła torebkę Lucii i kartkę leżącą na niej. Nie powinna jej brać, wiedziała o tym. Ale coś w niej kazało jej sprawdzić. Może ciekawość albo strach. Może przeczucie, którego nie chciała mieć.

Rozłożyła list. Pierwsze zdania przeczytała spokojnie. Potem wolniej, aż dotarła do połowy.

„Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.”

Przez chwilę nie mogła oderwać wzroku od tych słów. Rozumiała je aż za dobrze. Nie dlatego, że były jednoznaczne, ale dlatego, że sama wiedziała, jak brzmią słowa wypowiedziane do osoby, która stała się dla kogoś czymś więcej niż tylko obecnością w codziennym życiu. To nie było zwykłe podziękowanie. Tak nie pisało się do kogoś, kto był tylko szefem, przyjacielem albo kimś, kto wyciągnął pomocną dłoń.

I właśnie to zabolało ją najbardziej. Bo przez ostatnie dni sama próbowała trzymać się myśli, że Tavo nadal jest tym samym człowiekiem, którego znała od lat. Kimś, kto zawsze był obok, kto należał do jej świata. A teraz pierwszy raz poczuła, że może ten świat nie jest już taki sam.

Zanim zaczęła czytać dalej, Lucia wróciła do salonu. Zatrzymała się natychmiast i poczuła, jak całe ciało napina się ze strachu. Kuka przeczytała jej słowa i zobaczyła to, co ona sama próbowała ukryć.

Kuka z pretensją w głosie podniosła kartkę.

— O co w tym wszystkim chodzi, Lucia?

Lucia zerkała to na kartkę, to na Kukę, nie wiedząc, jak zareagować.

— Oddaj mi to.

Podeszła szybko i wyrwała list z jej ręki.

— To jest moje.

Kuka patrzyła na nią długo.

— Tak. Wiem.

W jej głosie nie było triumfu. Nie było też gniewu, który Lucia spodziewała się usłyszeć. Było coś znacznie trudniejszego do zniesienia, rozczarowanie.

Kuka naprawdę jej ufała. Widziała w niej kogoś więcej niż tylko młodą dziewczynę pracującą w agencji. Kogoś, komu można pomóc, kogo można chronić. Dlatego teraz tak bardzo bolało ją poczucie, że być może nie dostrzegła czegoś, co było przed nią cały czas.

— I właśnie dlatego pytam, Lucia... co ma znaczyć to wyznanie miłości Tavo?

Lucia otworzyła usta, ale nic nie chciało przejść przez gardło. „Miłość”. To słowo zabrzmiało w jej głowie zbyt głośno. Było zbyt poważne, ostateczne. Nie dlatego, że było całkowicie obce. Właśnie dlatego przerażało ją jeszcze bardziej. Nie była gotowa, żeby ktoś inny nazwał coś, czego ona sama dopiero próbowała dotknąć.

— To nie jest żadne wyznanie miłości.

Kuka zaśmiała się krótko, ale w tym dźwięku nie było ani odrobiny rozbawienia. Było w nim zmęczenie i niedowierzanie kogoś, kto słyszy odpowiedź, której nie potrafi przyjąć.

— Nie?

Jej głos zabrzmiał ostrzej, niż zamierzała. Sama usłyszała w nim złość, ale pod spodem kryło się coś znacznie bardziej bolesnego — lęk, że kolejna rzecz, której ufała, właśnie wymyka się jej z rąk. Wskazała na kartkę.

— „Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu”. Jak ty to rozumiesz?

Lucia poczuła ukłucie, ale nie dlatego, że Kuka ją zaatakowała. Bardziej dlatego, że jej słowa trafiły dokładnie tam, gdzie sama bała się spojrzeć.

Nie mogła powiedzieć, że Kuka się myli. Nie wtedy, kiedy sama jeszcze kilka godzin wcześniej patrzyła na własne słowa napisane na kartce i zastanawiała się, czy ma prawo je wypowiadać. Ale nie mogła też przyznać jej racji i pozwolić, żeby coś tak delikatnego i osobistego zostało sprowadzone do prostego oskarżenia.

Dlatego wybrała jedyną rzecz, której była pewna.

— List leżał na mojej torebce. Nie miałaś prawa go brać.

Kuka spuściła wzrok. Przez sekundę wyglądała, jakby sama wiedziała, że przekroczyła granicę. Ale zaraz potem wróciła obrona.

— Nie wiem, czy miałam prawo, czy nie. Ale już go przeczytałam.

Zrobiła krok bliżej.

W głowie Kuki zaczęły układać się wszystkie obrazy, których wcześniej nie chciała łączyć. Tavo, który tak stanowczo stanął po stronie Lucii podczas wyboru dziewczyny do reklamy wodospadów. Pamiętała, jak sama miała obiekcje, a on nawet przez chwilę nie zwątpił. Jak mówił o niej z takim przekonaniem, jakby już wtedy wiedział coś, czego reszta jeszcze nie widziała.

Wtedy uznała, że po prostu dostrzegał jej talent. Że dawał szansę komuś młodemu, kto naprawdę na nią zasługiwał. Ale teraz, po tym liście, zaczęła zastanawiać się, czy widziała tylko to, co chciała zobaczyć.

Przypomniała sobie jego spojrzenia. Sposób, w jaki przy Lucii zmieniał ton głosu. Jak szybko reagował, kiedy coś jej groziło. Jak naturalnie pozwalał jej być blisko.

Kuka znała ten świat. Widziała dziewczyny, które wierzyły, że uroda i odpowiednia osoba u boku mogą otworzyć każde drzwi. Widziała też mężczyzn, którzy mylili zachwyt z uczuciem. Nie chciała wierzyć, że Tavo jest jednym z nich. Nie chciała też wierzyć, że Lucia jest jedną z tych dziewczyn.

Ale po tym wszystkim, co wydarzyło się z Danielą, po kolejnej stracie, której nie potrafiła jeszcze przeżyć, łatwiej było uwierzyć w najprostsze wyjaśnienie.

— Chcesz polecieć wysoko, prawda? Nieważne, jakim sposobem.

Lucia spojrzała na nią z niedowierzaniem. Oskarżenie było absurdalnie dalekie od prawdy, ale wiedziała, że z boku mogło to tak wyglądać. Skutecznie zatrzymało jej własne zdenerwowanie.

Wiedziała, że Kuka była zraniona i rozbita, było to widoczne na pierwszy rzut oka. W normalnych okolicznościach najpierw poprosiłaby o wyjaśnienie, a nie dochodziłaby do pochopnych wniosków. Dlatego Lucia odetchnęła i spokojnie próbowała przerwać emocjonalną spiralę.

— Kuka, ten list jest zupełnie o czymś innym niż myślisz. Ale widzę, że nie ma sensu ci teraz tego tłumaczyć. Może porozmawiamy później?

Ale jej próba nie powiodła się. Głos Kuki zaczął drżeć.

Bo nagle przestała widzieć tylko ten list. Zaczęła widzieć wszystko, co przez ostatni czas próbowała ignorować.

Lucia rano w gabinecie, zmieszana, zaskoczona jej wejściem, jakby Kuka przerwała coś, czego nie powinna zobaczyć. Tavo, który przez chwilę wyglądał na naprawdę zirytowanego tym, że ktoś im przeszkodził.

Przypomniała sobie też rozmowę o Figueresie. To, jak blisko siebie stali. Jak Tavo natychmiast stanął w obronie Lucii, jakby jej problem był jego własnym problemem.

A potem ta scena na kanapie. Lucia z głową opartą na jego piersi, Tavo obejmujący ją z taką naturalnością, jakby to miejsce od dawna do niej należało. I ich wymówka o napadzie.

Wtedy znalazła dla tego tysiąc innych wyjaśnień. Mówiła sobie, że Lucia potrzebuje wsparcia. Że Tavo po prostu jest dobry. Że po wszystkim, co przeszła, młoda dziewczyna szukała kogoś, komu może zaufać. Ale teraz, patrząc na list, zaczęła dopowiadać sobie rzeczy, których wcześniej nie chciała widzieć. A najgorsze było to, że część niej bała się, że może ma rację.

— Nie. Doprowadzasz mnie do szału. Mieszkasz w moim domu, pracujesz ze mną. Słuchaj, przechodzę teraz przez trudny okres, a ty uwodzisz Tavo na moich oczach.

Lucia chciała odpowiedzieć. Chciała powiedzieć jej, że się myli. Że to nie wygląda tak, jak myśli. Ale widziała jej twarz, wykrzywioną bólem i wiedziała, że żadne logiczne argumenty teraz nie pomogą. Mogła jedynie prostować niesłuszne oskarżenia.

— Nie, to nie tak!

Kuka nie usłyszała tego.

— Wierzyłam ci, Lucia. Ale teraz zaczynam wątpić w twoją szczerość.

Te słowa zabolały bardziej niż samo oskarżenie, bo była dla dziewczyny wzorem modelki i człowieka. Lucia naprawdę ją lubiła, pomimo początkowej niechęci z jej strony.

— Daniela miała rację co do ciebie.

Kuka odwróciła wzrok. Przez chwilę sama nie wiedziała, dlaczego wypowiedziała właśnie te słowa. Może dlatego, że bardzo chciała, żeby inne rzeczy były prawdziwe, skoro kłamstwem było to, że jest jej córką.

Zapomniała na moment, że to właśnie Lucia była jedyną z osób, które nigdy nie próbowały przysporzyć jej bólu. Nie przyznała się do kradzieży, której nie popełniła, ale też nikogo nie oskarżyła. Milczała, gdy inni wprost wskazali na Danielę. Nawet wtedy, gdy prawda mogła wszystko zmienić.

Lucia poczuła, jak coś w niej pęka.

— Oczywiście, że nie.

Jej głos stał się ostrzejszy. Zabolało ją to, że Daniela nadal miała w jej sercu tyle miejsca, że nawet po wszystkim Kuka była gotowa użyć jej słów przeciwko komuś, kto naprawdę próbował ją chronić. Lucia przez cały czas milczała o Danieli. Nie chciała odbierać Kuce resztek tego, co uważała za rodzinę. Ale teraz poczuła, że nie może już dalej chronić kogoś kosztem samej siebie.

— Daniela cię nie kochała. Ona cię oszukiwała, prawda? Nigdy jej o nic nie oskarżyłam. Ale teraz wiem, że nie jest twoją córką, więc mogę to zrobić.

Kuka natychmiast uniosła głowę. Na moment całkowicie zapomniała o liście. Nie sama odpowiedź Lucii uderzyła ją najmocniej, lecz jedno zdanie. O tym wiedziały tylko trzy osoby: ona, Gabriel i Tavo. Nikt więcej.

— Skąd wiesz?

Zapadła cisza. Lucia zrozumiała za późno, że się wygadała przypadkiem.

— Tavo ci powiedział?

Odwróciła wzrok. Nie lubiła kłamać. Ale wtedy między Kuką i Tavo pojawiłaby się kolejna rysa, której nie chciała być przyczyną. Cokolwiek działo się między nią a Tavo, nie miała prawa naruszać zaufania, którym obdarzyła go Kuka.

— Nie, nie on.

Między nimi zapadła krótka cisza. Lucia miała ochotę powiedzieć wszystko. Wyjaśnić, że Kuka źle odczytała list, że nie próbuje nikogo skrzywdzić, że sama nie rozumie jeszcze własnych uczuć. Wystarczyło jednak spojrzeć na twarz Kuki, żeby wiedzieć, że żadne wyjaśnienia nie dotrą do niej w tej chwili.

— Ale nie ma sensu ci teraz niczego tłumaczyć. Nie słuchasz.

Kuka patrzyła na nią długo. W jej oczach wciąż była złość, ale pod nią kryło się coś innego, strach. Po raz pierwszy od początku tej rozmowy naprawdę usłyszała, co Lucia próbowała powiedzieć już od kilku minut. Nie broniła się jak ktoś przyłapany na kłamstwie. Próbowała zatrzymać rozmowę, która z każdą chwilą wymykała się spod kontroli.

Do Kuki dotarło również coś jeszcze. Jeśli Lucia rzeczywiście chciałaby ją oszukać, najłatwiej byłoby wykorzystać tę wiedzę przeciwko niej albo zrzucić wszystko na Tavo. Tymczasem robiła dokładnie odwrotnie. Chroniła ich oboje, nawet wtedy, gdy sama była oskarżana.

Przez krótką chwilę Kuka poczuła ukłucie niepewności. A jeśli to ona popełniła błąd? Jeśli pozwoliła, żeby świeży ból po Danieli przesłonił jej to, jaka Lucia naprawdę jest?

Ta myśl pojawiła się tylko na moment. Wystarczyła jednak, by złość ustąpiła miejsca prośbie.

— Chcę, żebyś mi wszystko wyjaśniła. Nie każ mi myśleć o tobie źle.

Lucia ścisnęła list w dłoni. Przez chwilę chciała odpowiedzieć spokojnie. Chciała jeszcze raz wytłumaczyć, że nie jest taka, za jaką uważa ją Kuka. Że nie przyszła do tego domu po niczyje miejsce. Że Tavo nie był dla niej drogą do kariery ani sposobem na łatwiejsze życie.

Ale nagle poczuła ogromne zmęczenie. Od dawna wszyscy próbowali mówić jej, kim jest. Federico, który nie widział jej naprawdę. Daniela, która próbowała ją zniszczyć. Teraz Kuka, osoba, której najbardziej nie chciała zawieść. I pierwszy raz zabrakło jej siły, żeby się tłumaczyć.

— Nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz.

Kuka drgnęła.

— To mój problem.

Lucia schowała pogniecioną kartkę do torebki.

— Nie masz prawa mnie osądzać.

Przez chwilę żadna z nich się nie odezwała.

Potem Kuka powiedziała cicho:

— A ty nie masz prawa mieszać się do mojego życia.

Jej głos znów stał się twardszy.

— Ostrzegam cię, Lucia. Trzymaj się z daleka od Tavo.

Lucia spojrzała na nią jeszcze przez moment. Chciała powiedzieć, że nigdy nie chciała jej niczego zabrać, że Tavo był dla niej kimś ważnym nie dlatego, że należał do niej.

Ale nie powiedziała nic.

Odwróciła się i wróciła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi. Dopiero wtedy pozwoliła sobie usiąść na łóżku i spojrzeć na zgniecioną kartkę.

List teraz wydawał się jeszcze bardziej niebezpieczny niż wcześniej, bo już nie był tylko jej sekretem. Ktoś jeszcze wiedział.

Ostrzeżenie przed Augusto Ocampo


Poranne zebrania w agencji nie zdarzały się często i trwały krótko. Tavo nie lubił takich rozmów. Wolał rozwiązywać problemy za kulisami, zanim ktokolwiek zdążył je zauważyć. Wiedział jednak, że tym razem milczenie byłoby gorsze niż sama wiadomość. Dziewczyny musiały wiedzieć, z kim mają do czynienia, zanim ktoś spróbuje przekonać je obietnicami, których być może nigdy nie zamierza spełnić.

W gabinecie zebrały się wszystkie modelki. Rozmowy ucichły dopiero wtedy, gdy Tavo odłożył teczkę na stół i spojrzał na zebranych.

Przez chwilę milczał. Nie chciał nikogo straszyć.

— Muszę was uprzedzić o czymś ważnym.

Kilka dziewczyn wymieniło spojrzenia.

— Augusto Ocampo otworzył własną agencję.

Po sali przebiegł cichy szmer.

Sam fakt nie był jeszcze najgorszy. Konkurencja była częścią tego świata. Najbardziej irytowało go to, że Ocampo nigdy nie walczył uczciwie. Nie chodziło mu o stworzenie czegoś lepszego. Chodziło mu o odebranie komuś tego, co już miał.

— Już próbował rozmawiać z niektórymi z was.

Nie wskazał nikogo. Nie zamierzał stawiać Karen w niezręcznej sytuacji.

— I pewnie na tym nie poprzestanie.

Oparł dłonie o blat.

— Chcę, żebyście wiedziały jedno. Nie będę nikogo zatrzymywał. Jeśli któraś z was uzna, że tamta agencja daje jej większe możliwości, ma pełne prawo odejść.

W pomieszczeniu zrobiło się jeszcze ciszej.

— Ale moim obowiązkiem jest was ostrzec.

Na moment zawiesił głos.

— Augusto Ocampo od lat nie cieszy się dobrą opinią. Wiele osób z branży nie chce z nim współpracować. Ma opinię człowieka, który nie szanuje swoich pracowników, a kiedy przestają być mu potrzebni, po prostu się ich pozbywa.

Spojrzał kolejno na twarze dziewczyn.

— Jest jeszcze coś.

Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien to powiedzieć. Postanowił, że tak.

— Nie mam wątpliwości, że otwarcie tej agencji ma również drugi cel.

Westchnął.

— Ocampo chce uderzyć we mnie. To nie jest wyłącznie konkurencja. To sprawa osobista. Jeśli uda mu się osłabić naszą agencję, uzna to za własne zwycięstwo.

W tej chwili drzwi otworzyły się cicho. Do sali weszła Kuka. Przeprosiła skinieniem głowy za spóźnienie i usiadła z boku, nie przerywając Tavo. Spojrzał na nią tylko przez sekundę.

Coś było nie tak, była blada, zmęczona i dziwnie zamknięta. Zapamiętał to, ale nie skomentował.

— To wszystko — zakończył spokojnie. — Chciałem tylko, żebyście znały całą sytuację.

Przez chwilę nikt się nie odezwał. W końcu siedząca najbliżej Emanuel wzruszyła ramionami.

— Szczerze mówiąc, wątpię, żeby Augusto w ogóle chciał mnie zaprosić.

Kilka dziewczyn uśmiechnęło się pod nosem, bo wiedziały, że jest jej byłym mężem. Emanuel odwzajemniła uśmiech.

— A nawet gdyby zaprosił... nie przeszłabym do niego, choćbym była ostatnią modelką na świecie.

To rozluźniło atmosferę.

Obok niej stała Lucia i odezwała się jako kolejna.

— Mnie też nigdy nie przyszłoby do głowy zrezygnować z pracy tutaj.

Tavo spojrzał na nią odruchowo. Ich spojrzenia spotkały się tylko na sekundę. Po wczorajszej rozmowie w gabinecie wciąż miał wrażenie, że między nimi zostało niedokończone zdanie. Nie zdążyła mu powiedzieć tego, z czym przyszła i od tamtej chwili nie przestawał się zastanawiać, co chciała wyjąć z torebki.

Nagle odezwała się Kuka.

— Lucia...

Jej głos zabrzmiał spokojnie, a jednak coś w nim sprawiło, że Tavo od razu odwrócił głowę.

— Tavo martwi się nie tylko o ciebie.

Krótka pauza.

— Martwi się o wszystkie dziewczyny. Zwłaszcza o te, które odnoszą sukcesy.

Lucia poczuła, że przez chwilę nie może swobodnie oddychać. Wyraźna ironia nie zrobiła na niej wrażenia, bo podobne uwagi słyszała od Kuki od początku pracy w agencji. 

Przez sekundę bała się, że Kuka nie skończy na tym zdaniu, że powie wszystkim o czymś, co miało pozostać tylko między nią a Tavo. Uczucie stanie się nagle czymś publicznym, rozmową, w której ona nie będzie już miała żadnego wyboru.

Spojrzała kątem oka na Tavo, ale natychmiast odwróciła wzrok. Nie chciała, żeby zobaczył jej strach. Nie chciała, żeby dowiedział się o wszystkim w taki sposób. Miała nadzieję, że jeśli kiedykolwiek przeczyta ten list, stanie się to wtedy, kiedy ona sama będzie gotowa mu go dać.

Lucia lekko skinęła głową i nie odpowiedziała. Cisza, która zapadła po tych słowach, była cięższa niż wszystkie wcześniejsze. Tavo wyczuł napięcie natychmiast, chociaż nie rozumiał jeszcze jego źródła.

— Cóż... — odezwał się. — To wszystko, o czym chciałem z wami porozmawiać. Decyzja należy do was.

Uśmiechnął się lekko.

— Ostrzegam tylko jeszcze raz. Augusto Ocampo nigdy nie cieszył się zaufaniem w kręgach biznesowych. Możecie wrócić do swoich zajęć.

Dziewczyny zaczęły wychodzić. Lucia wyszła jako jedna z pierwszych. Przez krótką chwilę miała wrażenie, że Kuka patrzy za nią, ale nie odwróciła się.

Kuka ostrzega Tavo

Gabinet opustoszał. Kuka usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać dokumenty. Robiła to zbyt dokładnie. Tavo obserwował ją przez chwilę w milczeniu. Im dłużej patrzył, tym bardziej był pewien, że coś się wydarzyło.

— Kuka...

Podniosła wzrok.

— Czy coś się stało? Źle się czujesz?

— Nie.

Odpowiedziała niemal natychmiast.

— A dlaczego pytasz?

Tavo czuł, że jej wcześniejszy komentarz do Luci nie był przypadkowy. Ale nie chciał od tego zaczynać rozmowy, wybrał więc bezpieczniejszy argument.

— Zdziwiło mnie, że spóźniłaś się do pracy.

Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Nie było w nim jednak ciepła.

— Zauważyłeś to?

Spojrzała mu prosto w oczy.

— I co teraz?

Zmarszczył brwi. To nie była zwykła odpowiedź.

— Co się dzieje?

Odłożyła dokumenty.

Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. Jakby zastanawiała się, czy jeszcze może się wycofać. Nie mogła.

— Co się dzieje?

Powtórzyła cicho i mocno ironicznie.

— Sama chciałabym o to zapytać. Albo dowiedz się od Lucii.

Tavo znieruchomiał i otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Lucii? Nie miał pojęcia, o czym mówi. Przez ułamek sekundy gorączkowo próbował sobie przypomnieć ich ostatnie rozmowy. Czy powiedział coś niewłaściwego? Czy nieświadomie przekroczył jakąś granicę? A może wydarzyło się coś, o czym jeszcze nie wiedział?

— Kuka...

— Lucia napisała ci list.

Przez moment patrzył na nią bez słowa. List? Serce zabiło mu mocniej.

— Lucia napisała mi list?

— Tak. Był w jej torebce.

Przez krótką chwilę próbował połączyć fakty: wczorajsza rozmowa, jej dłoń przy torebce, wejście Kuki i nagłe wyjście Lucii. Powoli wszystko zaczynało układać się w całość.

— Dobrze...

Odezwał się ostrożnie.

— Chociaż nie wiem, co było w tym liście.

Spojrzał na Kukę uważnie.

— Ale dlaczego uważasz, że to moja sprawa?

Kuka pokręciła głową. Nie mogła uwierzyć, że naprawdę tego nie widzi. Albo udaje.

— Naprawdę twierdzisz, że niczego nie zauważyłeś?

Milczał.

— Dziewczyna jest w tobie zakochana.

Zapadła cisza. Przez ułamek sekundy świat jakby się zatrzymał.

Przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć. Nie dlatego, że te słowa były dla niego całkowitym zaskoczeniem. Bardziej dlatego, że usłyszane na głos brzmiały zupełnie inaczej niż wszystkie niewypowiedziane przypuszczenia. Przypomniał sobie jej spojrzenia, uśmiechy, żarty, dotyk.

Przez chwilę szukał właściwej odpowiedzi i nie znalazł żadnej, która nie zabrzmiałaby fałszywie. Powoli skinął głową.

— Aha.

Kuka patrzyła na niego z niedowierzaniem. Spodziewała się śmiechu, oburzenia, stanowczego zaprzeczenia. Czegokolwiek, co pozwoliłoby jej uznać, że źle odczytała sytuację. Tymczasem Tavo przyjął tę wiadomość z dziwnym spokojem, jakby usłyszał coś, nad czym sam już wcześniej się zastanawiał.

— Wygląda na to, że uważasz to za pochlebne.

Odwrócił wzrok sekundę za późno. Wiedział, że Kuka mogła już zauważyć ten jeden moment zawahania. Prawda była znacznie bardziej skomplikowana. Nie czuł satysfakcji, tylko odpowiedzialność i lęk o Lucię. O to, że jeśli Kuka ma rację, dziewczyna może zostać skrzywdzona samymi plotkami, zanim jeszcze zdąży cokolwiek powiedzieć. A przede wszystkim nie miał prawa odpowiadać za uczucia, których Lucia nigdy mu nie wyznała.

Kuka odezwała się ponownie.

— Tavo...

Zawahała się. Sama nie wiedziała już, czego bardziej się boi. Tego, że za chwilę usłyszy "tak", czy tego, że znowu wszystko okaże się tylko wytworem jej zazdrości. Potrzebowała jednej, jednoznacznej odpowiedzi, która wreszcie oddzieli domysły od prawdy.

— Coś się między wami dzieje?

Pokręcił głową. Dopiero teraz spojrzał jej prosto w oczy.

— Kuka...

Westchnął.

— O czym ty mówisz?

Przez twarz Kuki przemknęła ledwie dostrzegalna ulga. Nie uwierzyła jeszcze, że wszystko jest w porządku, ale po raz pierwszy od wczoraj poczuła, że być może nie jest za późno. Jeśli Lucia naprawdę tylko się zakochała, a Tavo nie odwzajemniał tego uczucia, można ją jeszcze ochronić. Z czasem takie uczucia gasły. Najgorsze zaczynało się dopiero wtedy, gdy dorośli przestawali wyznaczać granice.

— O tym, co widzę.

Jej głos nie był już oskarżycielski, tylko zmęczony.

— Pisze do ciebie listy. Patrzy na ciebie w ten sposób. I przy pierwszym problemie biegnie do ciebie, jak do jedynego wybawcy.

Zrobiła krótką pauzę.

— I naprawdę chcesz mi powiedzieć, że niczego nie zauważyłeś?

Tavo zamknął na moment oczy. Oczywiście, że zauważył. I znacznie więcej, niż mogła przypuszczać Kuka. Ich długie rozmowy po pracy. Kawę, do której Lucia czasem przynosiła coś słodkiego, choć twierdziła, że robi to przypadkiem. Jej dłonie na jego skroniach, kiedy próbowała uśmierzyć jego ból głowy. Najtrudniejsze było to, że nie mógł już udawać przed samym sobą, że tamten pocałunek był tylko błędem. Gdyby tak było, zapomniałby o nim następnego dnia. Tymczasem pamiętał każdy szczegół, jej spojrzenie, zawahanie, ciszę po wszystkim. Wiedział o tym wszystkim. Właśnie dlatego nie mógł powiedzieć ani jednego słowa więcej. Każde przyznanie racji Kuce byłoby zdradą zaufania Lucii, a każde zaprzeczenie — kłamstwem.

Zebrał myśli.

— Załóżmy...

Odezwał się bardzo spokojnie.

— Załóżmy, że masz rację.

Spojrzał na nią.

— Ale czy przyszło ci do głowy, że ja mogę nie mieć z tym nic wspólnego?

Kuka milczała. Wiedziała, że mówi prawdę. Nigdy nie widziała, żeby Tavo wykorzystywał którąkolwiek z dziewczyn. Nigdy. To nie o niego najbardziej się bała.

Westchnęła ciężko.

— Właśnie dlatego z tobą rozmawiam.

Jej głos złagodniał.

— Jeśli naprawdę ci na niej zależy...

Urwała.

— ...jeśli tak bardzo ją chronisz...

Spojrzała mu prosto w oczy.

Nie było już w niej zazdrości. Przynajmniej nie tej, którą sama chciałaby przed sobą przyznać. Był tylko strach starszej kobiety, która widziała zbyt wiele podobnych historii.

Wiedziała jednak, że jej własne emocje cały czas gdzieś tam były. Że część niej wciąż pamiętała wszystkie chwile, kiedy Tavo patrzył na kogoś innego z czułością, której ona nigdy od niego nie dostała.

Właśnie dlatego tak bardzo chciała być teraz sprawiedliwa. Nie mogła pozwolić, żeby jej własne rozczarowanie zamieniło się w oskarżenie. Lucia nie była jej rywalką. Była młodą dziewczyną, która pokochała człowieka, przy którym sama nie wiedziała jeszcze, gdzie jest granica między wdzięcznością, fascynacją a prawdziwym uczuciem.

— To ty musisz ją powstrzymać. Nie pozwól jej stracić głowy. Nie zrób jej krzywdy. Bo wiem, jak takie historie się kończą. Zawsze źle.

Po raz pierwszy Tavo poczuł, że słowa Kuki trafiają dokładnie tam, gdzie od dawna nie chciał patrzeć.

Cały czas powtarzał sobie, że jego zadaniem jest chronić Lucię. Że jest młodsza, bardziej ufna, że świat, w którym pracują, potrafi być bezwzględny i że ktoś musi myśleć za nią, kiedy emocje przesłaniają rozsądek.

Ale może właśnie w tym tkwił jego błąd. Bo Lucia nie była już tylko dziewczyną, którą trzeba było prowadzić za rękę. Nie była dzieckiem, które należało uchronić przed każdym rozczarowaniem. Była kobietą, która miała prawo coś czuć. Nawet jeśli te uczucia komplikowały wszystko.

Najtrudniejsze nie było to, że Lucia mogła go kochać. Najtrudniejsze było to, że on sam nie był już pewien, czy jedynym powodem, dla którego tak bardzo chciał ją chronić, była odpowiedzialność.

Problem polegał na tym, że granica między chronieniem jej a ranieniem stawała się z każdym dniem coraz mniej wyraźna. Żadnej z tych myśli nie mógł jednak wypowiedzieć na głos.

Tavo konfrontuje Lucię w sprawie listu


Tavo wcześniej poprosił Sabrinę, żeby Lucia przyszła do niego po zdjęciach. Koło południa modelka uchyliła niepewnie drzwi do gabinetu, ale zauważyła, że Tavo rozmawia z klientem przez telefon.

Z pytaniem w oczach pokazała uniwersalny gest telefonu, ale machnął jej ręką, żeby weszła. Zamknęła za sobą drzwi i wolno weszła, zatrzymując się przed biurkiem. Z charakterystyczną dla siebie cierpliwością czekała aż skończy.

Mężczyzna uśmiechnął się do niej odruchowo. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że ten uśmiech pojawia się na jego twarzy zawsze, kiedy Lucia wchodzi do gabinetu.

Jednak pod pogodną miną dziewczyna ukrywała wątpliwości, które kłębiły się w niej od wczoraj.

„A jeśli Kuka ma rację? Jeśli wszyscy będą patrzeć na mnie jak na głupią dziewczynę, która zakochała się w swoim szefie? Jeśli jego też postawię w niezręcznej sytuacji? Jeśli zniszczę wszystko, co jest między nami?”

Dlatego postanowiła udawać, że nic się nie stało i trzymać bezpiecznego tematu, pracy. Gdy odłożył słuchawkę zapytała:

— Kolejne zlecenie?

Tavo wciąż jeszcze myślami był przy zakończonej rozmowie, ale też zagrożeniu ze strony Ocampo.

— Tak.

— Wygląda na to, że szczęście jest po naszej stronie.

Za każdym razem, kiedy mówiła coś z takim entuzjazmem, wnosiła ze sobą coś, czego jemu od dawna brakowało, przekonanie, że nawet po najgorszym dniu może wydarzyć się coś dobrego. Wstał i obszedł biurko, aby być bliżej.

— Tak, ale nie mogę się zrelaksować ani na chwilę, kiedy mój wróg chce mnie zniszczyć.

Lucia wzdrygnęła się.

— Nie mów tak, bo dostaję gęsiej skórki.

— A ja nie. Potrafię stanąć w swojej obronie i ochronić się przed takimi nieuczciwymi ludźmi.

Lucia spojrzała na niego z ostrożnym uśmiechem i podziwem. Zawsze wiedział, co robić i nie cofał się przed trudnościami.

Tavo przekrzywił głowę i przyglądał się jej uważnie. Nie o pracy chciał z nią porozmawiać, tylko o jej uczuciach. A raczej o tym, co zamierzała z nimi zrobić. Był gotów zaakceptować wszystko, ale musiał znać prawdę od niej.

Chwilę milczeli, zanim zapytał.

— Co się stało?

Lucia spłoszona pokręciła głową.

— Nic – odpowiedziała zdecydowanie zbyt szybko.

— Znaczy się nic?

— Nic.

Tavo wiedział, że to nie będzie łatwe, ale liczył nieco bardziej na ich dotychczasową szczerość i otwartość dziewczyny. Dlatego naciskał dalej.

— Więc nie pokłóciłaś się z Kuką?

Lucia gwałtownie odwróciła głowę, przestraszona. Nie wiedziała, ile Kuka powiedziała i jak ubrała to w słowa. Pewnie zbyt dużo i w złym świetle. Było jej wstyd, że Tavo mógł jej uwierzyć. Nie umiała spojrzeć mu w oczy.

— Ona już ci się poskarżyła.

Tavo zbliżył się do niej pół kroku, ale wciąż zostawiając jej przestrzeń.

— Powiedziała mi coś.

Lucia spojrzała na niego spode łba. „Coś” było bardzo pojemne. Nagle uderzyła ją inna myśl: Tavo i Kuka byli przyjaciółmi od lat, parą przez jakiś czas. Była wręcz pewna, że kobieta wyznała mu wszystko, a przecież ona w liście wspomniała wodospady. Co jeśli Kuka zapytała o ten szczegół? Musiała się upewnić.

— Ale nic jej nie mówiłeś o Iguazu?

Tavo odpowiedział od razu, zaskoczony zmianą tematu.

— Oczywiście, że nie.

Lucia wciąż patrząc w podłogę, minęła go. Żołądek miała zawiązany w supeł, ale mogła przestać martwić się o tą jedną rzecz.

— To dobrze, bo nie chcę, żeby ktoś jeszcze się dowiedział.

Czuła, że musi podkreślić, jakie to ma dla niej znaczenie. Wiedziała, że zrozumie, szczególnie przez pryzmat insynuacji Kuki. Odwróciła się do niego i spojrzała na niego ze smutkiem.

— To dla mnie bardzo ważne i nie chcę, żeby dla innych stało się tematem żartów.

Zabolało go, że choć ufała mu bardziej niż komukolwiek, musiała zadać takie pytanie. Dopiero po chwili zrozumiał, że nie chodziło o brak zaufania. To strach mówił za nią. Strach nie przed własnymi uczuciami, lecz przed tym, jak zostaną ocenione przez innych.

Podszedł do niej i zapewnił:

— To jest nasz sekret, po co miałbym go zdradzać? Uspokój się.

Podniósł rękę i położył jej na ramieniu, delikatnie gładził, wyczuwając napięcie w ciele. Lucia nadal była smutna i poważna, ale po chwili lekko się rozluźniła.

— Lepiej?

Dziewczyna uśmiechnęła się, bo jego dotyk zawsze działał kojąco. Miała też nadzieję, że skończyli trudny temat, który pójdzie w niepamięć.

— Tak, już dobrze.

Tavo cofnął dłoń i też się uśmiechnął. Patrzył na nią uważnie, rozważając, czy kontynuować rozmowę. Wiedział jednak, że sprawa magicznie nie rozwiąże się sama.

— No dalej, nie bawmy się w chowanego. Między nami wszystko w porządku?

Wczoraj przyszła tu zdecydowana. Dzisiaj wyglądała tak, jakby chciała uciec przy pierwszym trudniejszym pytaniu. To nie była ta sama Lucia. Coś musiało się wydarzyć między wczorajszym wieczorem a dzisiejszym rankiem. I coraz bardziej podejrzewał, że odpowiedź zna Kuka.

— Tak, a dlaczego pytasz?

Lucia wyraźnie udawała, że nie wie o co chodzi. Napięcie wróciło do niej, splotła ramiona przed sobą w obronnym geście.

Tavo spróbował z innej strony:

— Dlaczego? Myślałem, że masz coś dla mnie.

Lucia gorączkowo myślała, ale nie znalazła dobrej wymówki, ostatecznie sama mu powiedziała wczoraj, że chce mu coś dać. Bardziej właściwe pytanie brzmiało: ile Tavo wiedział?

— Kuka powiedziała ci o liście?

Tavo spojrzał na nią z taką czułością, że ugięły się jej kolana.

— Tak.

Miała wrażenie, że wiedział już wszystko. A jeśli nie wszystko, to wystarczająco dużo, by odebrać jej możliwość powiedzenia tego po swojemu. Jedyne, co mogła teraz zrobić to zaprzeczyć, unieważnić to, czego dowiedział się z drugiej ręki. Zdenerwowana machnęła dłonią.

— Nie przejmuj się tym, zapomnij o liście.

Tavo nie odpowiedział od razu. Jeszcze wczoraj była gotowa mu coś powiedzieć. Widział to. Dzisiaj patrzył, jak własnymi rękami próbuje zniszczyć odwagę, którą zbierała być może od kilku dni. Nie wiedział, co dokładnie wydarzyło się między nią a Kuką, ale widział skutki.

— A jeśli nie chcę o nim zapominać?

Dziewczyna zastygła zaskoczona.

— Lucia... wczoraj przyszłaś tutaj z jakiegoś powodu. Nie wierzę, że przez jedną noc wszystko przestało mieć znaczenie.

Spuściła wzrok, bo wiedziała, że miał rację.

— Nie każę ci nic mówić, ani niczego mi dawać. Chcę tylko wiedzieć, czy mówisz teraz to, co naprawdę czujesz... czy to, co wydaje ci się bezpieczniejsze.

Coraz łatwiej rozpoznawał chwilę, w której mówiła coś zupełnie innego, niż naprawdę czuła. Ale ona musiała myśleć o konsekwencjach. Dla siebie i dla niego. Takie historie były możliwe tylko w bajkach. Powoli zaczęła cofać się w stronę drzwi. Tavo odruchowo zrobił krok za nią, po czym zatrzymał się. Nie chciał jej zatrzymywać. Chciał tylko, żeby nie uciekała przed własnymi słowami.

— To, co się nam przydarzyło, to nie ma znaczenia. Nie chcę nikomu sprawiać bólu. Wszystko to było jak sen. Ale nie wszystko, o czym marzymy, powinno wydarzyć się naprawdę.

Przerwała i spojrzała mu w oczy z cichym błaganiem.

— Pozwól mi, żeby to pozostało marzeniem.




Lucia szybko odwróciła się i wyszła, zanim Tavo zdążył odpowiedzieć. Drzwi zamknęły się cicho.

Tavo nie ruszył się z miejsca. Jeszcze przed chwilą chciał usłyszeć odpowiedź. Teraz nie był już pewien, czy Lucia naprawdę mu jej nie udzieliła. Powiedziała przecież wszystko. Tylko ani razu nie użyła słów, których oboje najbardziej się bali. Uświadomił sobie, że być może największym wyznaniem nie są słowa „kocham cię”, lecz wszystkie zdania, które człowiek wypowiada tylko po to, by nigdy nie musieć ich powiedzieć.

Nie tylko Lucia oprawiła zdjęcie


Tavo wrócił do domu późno, kiedy miasto było już wyciszone w ten charakterystyczny sposób, w którym dźwięki nie znikają całkiem, tylko tracą ostrość i rozlewają się gdzieś w tle. Nie miał w sobie ani pośpiechu, ani ulgi — raczej coś pomiędzy zmęczeniem a uporczywą myślą, która nie chciała się od niego odczepić od momentu, kiedy wyszła z jego gabinetu.

Nie zapalił od razu światła w sypialni. Przez chwilę stał w półmroku, jakby potrzebował jeszcze kilku sekund, żeby wejść w tę część dnia, która nie była już pracą ani rozmową.

Dopiero wtedy podszedł do stolika nocnego.

Zdjęcie stało dokładnie tam, gdzie je zostawił kilka dni wcześniej — Lucia z tukanem, uchwycona w półuśmiechu, bardziej naturalna niż zwykle, jakby na moment zapomniała o wszystkim, co trzymało ją w napięciu. To on wybrał tę fotografię spośród innych. Nie zastanawiał się wtedy długo, po prostu zatrzymał się na niej dłużej niż na pozostałych, bez wyraźnego powodu, który byłby łatwy do wytłumaczenia.

Teraz jednak wziął ramkę do ręki.

Usiadł na brzegu łóżka i przez chwilę tylko patrzył, jakby dopiero w tej pozycji mógł pozwolić sobie na coś więcej niż szybkie, przelotne spojrzenie. Cisza w pokoju nie była pusta — była cięższa niż zwykle, bardziej skupiona.

Nie od razu dopuścił do siebie myśl, która zaczęła się w nim układać. Najpierw były tylko drobne fragmenty, które nagle przestały być neutralne.

Lucia wchodząca do biura z tym swoim ostrożnym krokiem, gdy zawsze sprawdzała, czy nie przeszkadza. Jej spojrzenie, które czasem zatrzymywało się na nim odrobinę za długo, a czasem uciekało zbyt szybko, jakby samo siebie przyłapywało na czymś nie do końca bezpiecznym. Ruchy rąk, kiedy podawała kawę — precyzyjne, ale delikatnie napięte. Wszystko w niej było trochę bardziej kontrolowane niż u innych ludzi.

I ten moment, kiedy się uśmiechała. Nie zawsze swobodnie, nie zawsze od razu, ale coraz częściej jego obecność coś w niej rozluźniała, nawet jeśli sama jeszcze tego nie rozumiała.

Wspomnienie po wspomnieniu układało się w coś, czego wcześniej nie nazywał, bo nie musiał.

Dopiero teraz, siedząc z ramką w dłoni, zaczął zauważać, jak często jego myśli wracały do niej bez wyraźnego powodu. Rano, zanim jeszcze wstał z łóżka. Wieczorem, kiedy dzień już się kończył, a on zostawał sam z ciszą, która zamiast odpoczynku przynosiła obraz jej twarzy. Nawet w ciągu dnia, w momentach, które nie miały z nią nic wspólnego, potrafił nagle złapać się na tym, że zastanawia się, co robi, czy jest spokojna, czy znów zamknęła się w sobie bardziej niż powinna.

To nie było coś, co pojawiło się nagle. Raczej coś, co było w nim od dawna, tylko nie dopuszczał tego do pełnej świadomości. Samo nazwanie mogło to uczynić bardziej realnym, a przez to trudniejszym do kontrolowania. I kiedy wreszcie pozwolił tej myśli wybrzmieć, przyszło razem z nią coś jeszcze — znacznie bardziej niewygodnego.

Lucia nie patrzyła na niego wyłącznie jak na przełożonego. Nie tylko jak na kogoś, kto pomógł jej stanąć na nogi. Było w niej coś, co wychodziło poza te role, coś, co czuł w drobnych gestach, ale czego wciąż nie chciał nazwać zbyt wprost.

Ta świadomość nie przyniosła ulgi ani porządku. Wręcz przeciwnie — rozluźniła granice, które do tej pory uważał za bezpieczne, i sprawiła, że zaczęły wydawać się znacznie mniej oczywiste, niż chciałby przyznać.




Oparł łokcie o kolana, nadal trzymając zdjęcie w dłoni. Jego ciężar miał go utrzymać w czymś, co jeszcze można było uznać za rozsądek. Bo jeśli to, co zaczynał rozumieć, było choć częściowo prawdą, oznaczało to, że relacja między nimi od dawna nie mieściła się już w prostych ramach, do których próbował ją wcześniej sprowadzać.

I że on sam przestał być wobec niej obojętny dużo wcześniej, niż był gotów to sobie przyznać — i właśnie to było w tym wszystkim najbardziej niebezpieczne.

Zerwanie z Cecylią

Tavo podjął decyzję jeszcze zanim zadzwonił. Nie była nagła ani emocjonalna. Dojrzewała w nim od kilku dni, od chwili, kiedy coraz trudniej było mu udawać, że wszystko jest tak samo jak wcześniej.

Nie chodziło o Lucię. Przynajmniej nie tylko o nią. Chodziło o niego, o świadomość, że nie chce już pozostawać w czymś, co przestało być uczciwe, nawet jeśli od początku miało być luźne i bez zobowiązań.

Zadzwonił do Cecylii i zaprosił ją na kawę w mieście. Czekał przy stoliku, patrząc w bok, nie skupiając się na ludziach przechodzących obok. Dopiero kiedy poczuł ruch za sobą, odwrócił lekko głowę.

Kobieta podeszła bez wahania, z tą samą swobodą, z którą zawsze pojawiała się w jego życiu. Zanim zdążył wstać, objęła go od tyłu i pocałowała, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.

Tavo nie odwzajemnił gestu. Nie odsunął się gwałtownie, ale w jego ciele pojawiło się subtelne napięcie — coś, co nie było niechęcią, raczej niekomfortową świadomością, że jest w miejscu, w którym nie do końca chce być.

Jeszcze kilka tygodni wcześniej ten pocałunek byłby czymś naturalnym. Nie zastanawiałby się nad nim. Przyjąłby go tak samo, jak przyjmował wiele innych rzeczy w swoim życiu — bez pytania, czy naprawdę tego chce. Teraz po raz pierwszy zauważył, że istnieje różnica między tym, co jest przyjemne, a tym, co jest prawdziwe.

— Chciałeś się spotkać — powiedziała Cecylia, siadając naprzeciwko niego z lekkim uśmiechem, który jak zwykle przychodził jej bez wysiłku.

— Tak — odpowiedział spokojnie. Przez chwilę rozmawiali o rzeczach prostych, jakby oboje wyczuwali, że coś w powietrzu jest inne, ale jeszcze nie nazwane. W końcu Tavo odłożył filiżankę i spojrzał na nią wprost.

— Nasz układ… — zaczął, dobierając słowa ostrożnie. — To było coś luźnego. Bez zobowiązań. I dokładnie tak to miało działać.

Cecylia uniosła brwi, nie do końca rozumiała, dokąd zmierza.

— Działa.

— Działało — przyznał. — Ale już nie.

Zapadła krótka cisza.

— Co to znaczy? — zapytała spokojnie, ale w jej głosie pojawiło się napięcie, którego wcześniej tam nie było. Tavo westchnął cicho.

— Że chcę to zakończyć.

Przez sekundę na jej twarzy pojawiło się coś, co mogło być zaskoczeniem, ale szybko zastąpiła to kontrola. Duma, wycofanie, coś w rodzaju emocjonalnego zamknięcia.

— Bo tak po prostu? — zapytała chłodniej. — Bez powodu?

W jej głosie nie było jeszcze złości. Bardziej niedowierzanie. Przez cały czas wierzyła, że oboje dokładnie wiedzą, czym jest ten układ i czego mogą od siebie oczekiwać. Nigdy nie prosiła go o więcej. Nigdy nie wymagała deklaracji. Dlatego tym trudniej było jej zrozumieć, dlaczego nagle to właśnie on postawił granicę.

— Nie dlatego, że coś się „stało” — odpowiedział. — Tylko dlatego, że to nie jest coś, w czym chcę dalej być. Nawet jeśli miało być proste.

Cecylia odchyliła się na krześle, patrząc na niego uważnie, jakby próbowała znaleźć w nim inną wersję tej decyzji.

— A ja miałam być tylko… etapem? Między jedną a drugą?

Przez chwilę wyglądała tak, jakby sama nie była pewna, czy bardziej boli ją odpowiedź, czy fakt, że w ogóle musiała o to zapytać.

— Nie — odpowiedział od razu, bez wahania. — Nigdy tak o tym nie myślałem.

To nie była wymówka ani usprawiedliwienie. Raczej próba utrzymania tej rozmowy w miejscu, gdzie nadal można mówić uczciwie. Cecylia przez chwilę milczała.

— W porządku — powiedziała w końcu, ale słowo „w porządku” nie brzmiało jak zgoda. Bardziej jak kontrola nad tym, co jeszcze nie zdążyło się rozpaść.

Nie próbowała go zatrzymać. Nie robiła sceny. Ale w sposobie, w jaki spojrzała na niego na końcu, było coś wyraźnie innego — nie obraza, nie gniew, tylko świadomość, że została odsunięta z czegoś, co uważała za nadal dostępne.

Tavo poczuł lekkie ukłucie dyskomfortu, którego nie umiał od razu nazwać. Nie dlatego, że zrobił coś złego wobec niej. Tylko dlatego, że po raz pierwszy od dawna miał pewność, że nie zostaje w czymś tylko dlatego, że tak jest łatwiej. A kiedy człowiek przestaje wybierać to, co łatwe, zostaje sam z pytaniem, przed którym wcześniej uciekał: czego naprawdę chce.


Wesprzyj autorkę: Chcesz zobaczyć kolejny rozdział szybciej? Postaw mi kawę na BuyCoffe – to czysta inspiracja w płynie! Dziękuję za niesamowite wsparcie! ☕
Postaw kawę dla fanfictions na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Alternative History - Chapter 4 - Group Therapy

Alternative History - Chapter 3 - Jealousy and a Letter

Alternatywna historia - Rozdział 1 - wodospady Iguaçu