Alternatywna historia - Rozdział 6 - kino
Kilka kolejnych dni było dla Lucii dziwnie trudnych. Najgorsze było to, że właściwie nic się nie wydarzyło.
Tavo zachowywał się dokładnie tak samo jak zawsze. Był uprzejmy, spokojny, uważny. Pytał, jak poszły zdjęcia, pamiętał o terminach, sprawdzał, czy wszystko jest przygotowane przed kolejnymi zleceniami. Jeśli ktoś patrzyłby na nich z boku, nie zauważyłby żadnej różnicy.
I właśnie to doprowadzało ją do szaleństwa.
Bo po tym wszystkim, co wydarzyło się w jego gabinecie, po tym, jak prawie pozwoliła sobie powiedzieć za dużo, po tym, jak przez chwilę miała wrażenie, że on naprawdę ją rozumie… spodziewała się czegoś.
Nie wiedziała czego. Może jednego pytania. Jednego spojrzenia, które trwałoby odrobinę dłużej. Jednego gestu, który powiedziałby jej, że tamta rozmowa miała dla niego takie samo znaczenie jak dla niej.
Przez kilka dni próbowała wmówić sobie, że właśnie tego chciała. Że przecież niczego między nimi nie ustalili. Że nie miała prawa oczekiwać od niego czegokolwiek. Że to, co ich łączyło, było tylko bliskością dwojga ludzi, którzy dobrze się rozumieli.
To ostatnie tłumaczenie zaczynało jednak brzmieć coraz bardziej jak coś, czym próbowała sama siebie przekonać.
Bo gdyby naprawdę chodziło tylko o zwykłą sympatię, nie czułaby tego nieprzyjemnego ukłucia, kiedy zobaczyła inną kobietę obok niego. Nie próbowałaby zatrzymać kluczy, żeby ktoś inny nie miał powodu zostać z nim sam na sam. Nie wracałaby myślami przez wiele tygodni do jednego pocałunku przy wodospadzie, który dla niej dawno przestał być tylko wspomnieniem.
Lucia była zmęczona tym, że po raz kolejny próbowała znaleźć znaczenie w każdym jego geście, choć żadna odpowiedź nie chciała się pojawić.
W południe, jeszcze przed zdjęciami, siedziała w sekretariacie i przeglądała wymagania do kolejnej sesji. Próbowała skupić się na pracy, ale od kilku minut patrzyła na tę samą kartkę, nie czytając ani jednego słowa.
— Cześć.
Podniosła wzrok. Mattias stał oparty o ścianę z tym swoim spokojnym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że przy nim wszystko wydawało się prostsze.
— Cześć.
— Masz chwilę?
Lucia spojrzała na folder przed sobą i odłożyła go na biurko.
— Chyba tak.
Mattias podszedł do niej i przez moment wyglądał, jakby zastanawiał się, od czego zacząć.
— Pamiętasz ten thriller, o którym ostatnio rozmawialiśmy?
Lucia uśmiechnęła się lekko.
— Ten, o którym mówiłeś, że ma być straszniejszy niż wszystkie poprzednie razem?
— Dokładnie ten. — Zaśmiał się. — Dzisiaj go grają w kinie. Pomyślałem, że może chciałabyś pójść.
Przez chwilę milczała, ale nie dlatego, że nie wiedziała, co odpowiedzieć. Po prostu sama myśl o wyjściu do kina wywołała na jej twarzy lekki uśmiech.
Tak dawno nie robiła czegoś zupełnie zwyczajnego. Wyjść wieczorem, obejrzeć film, śmiać się z kimś przez kilka godzin i na chwilę zapomnieć o wszystkim, co ostatnio działo się wokół niej.
Mattias był po prostu dobrym towarzystwem. Umiał ją rozśmieszyć, potrafił słuchać i nigdy nie sprawiał, że musiała zastanawiać się, co powiedzieć albo jak się zachować.
Uśmiechnęła się do niego.
— Wiesz co?
Mattias spojrzał na nią pytająco.
— Chętnie.
Na jego twarzy natychmiast pojawiło się szczere zaskoczenie, a chwilę później radość.
— Naprawdę?
Lucia zaśmiała się cicho.
— Naprawdę.
Dopiero wtedy, gdy zobaczyła jego reakcję, uświadomiła sobie, że chyba sama cieszy się z tej decyzji bardziej, niż się spodziewała.
W tej samej chwili usłyszała jednak kroki za plecami Mattiasa.
— To świetnie. Przyjadę po ciebie na motocyklu. Nie boisz się ich, prawda?
Lucia roześmiała się i pokręciła głową z rozbawieniem.
— Nie, motocykli? No co ty.
Nie zauważyła, że stojący kilka kroków dalej Tavo obserwował tę rozmowę w milczeniu. Widział jej uśmiech i właśnie to było dla niego najtrudniejsze. Nie dlatego, że Lucia próbowała coś udowodnić albo celowo wzbudzić w nim zazdrość — wręcz przeciwnie. Nie szukała jego spojrzenia, nie sprawdzała jego reakcji, nie robiła niczego, co mogłoby sugerować, że myśli o nim w tej chwili.
Po prostu cieszyła się z czegoś zwyczajnego.
I może właśnie dlatego ten widok tak bardzo go poruszył. Tavo znał jej poważną stronę — tę, która przychodziła do niego z problemami, która szukała u niego wsparcia i przy której widział wszystkie jej lęki. Wiedział, jak bardzo mu ufała.
Ale teraz zobaczył coś innego. Lekkość, z jaką potrafiła się uśmiechać, kiedy nie musiała niczego wyjaśniać, niczego ukrywać i z niczym walczyć.
A świadomość, że ktoś inny potrafił dać jej taką chwilę, zabolała go bardziej, niż chciał przyznać.
Mattias pochylił się i pocałował ją lekko w policzek.
— To do zobaczenia.
— Do zobaczenia.
Odwrócił się i wtedy zauważył Tavo stojącego kilka kroków dalej. Uśmiechnął się do niego i skinął głową na pożegnanie, a Tavo odpowiedział tym samym gestem, nie pozwalając, żeby cokolwiek zdradziło jego emocje.
Z zewnątrz wyglądało to zupełnie zwyczajnie, uprzejmie. Tylko Tavo wiedział, jak wiele wysiłku wymagało od niego zachowanie spokoju. Jak trudno było patrzeć na szczęście Lucii i udawać, że nie poczuł ukłucia, kiedy zobaczył, że ktoś inny potrafił wywołać ten uśmiech.
Kiedy Mattias wyszedł, Lucia jeszcze przez chwilę patrzyła w stronę drzwi.
— Super.
Tavo spojrzał na nią.
— Co?
Odwróciła się do niego z uśmiechem.
— Od wieków nie byłam w kinie.
Powiedziała to z uśmiechem, bo naprawdę się cieszyła. Dawno nie miała okazji zrobić czegoś tak zwyczajnego — wyjść wieczorem, obejrzeć film i przez kilka godzin nie myśleć o pracy ani o problemach, które ostatnio zdawały się pojawiać jeden po drugim.
Kino. Tylko tyle.
Z lekkim uśmiechem ruszyła w stronę garderoby i minęła Tavo.
Wtedy Tavo odezwał się spokojnym głosem:
— Tak, to dobrze. Życzę udanego wieczoru.
Lucia zatrzymała się na moment.
W pierwszej chwili uśmiech nie zniknął z jej twarzy.
— Dzięki.
Zrobiła jeszcze kilka kroków, nadal z lekkim uśmiechem myśląc o kinie i o tym, że dawno nie miała okazji spędzić wieczoru w tak zwyczajny sposób. Dopiero po chwili, zupełnie odruchowo, obejrzała się przez ramię.
Tavo nadal stał w tym samym miejscu. Spokojny, opanowany, jak zawsze trudny do odczytania. Na pierwszy rzut oka wyglądał tak, jakby ta rozmowa nie miała dla niego żadnego znaczenia. A jednak coś w jego spojrzeniu sprawiło, że jej uśmiech powoli zniknął.
Nagle zobaczyła tę scenę inaczej. Nie tak, jak wyglądała z jej strony — jako zwykłe zaproszenie na film i miły sposób na spędzenie wieczoru — ale tak, jak mogła wyglądać dla niego. Mattias, który pochylił się i pocałował ją w policzek. Ona, która odpowiedziała mu uśmiechem i bez wahania zgodziła się na wspólne wyjście. I Tavo stojący obok, próbujący zachować spokój, choć być może wcale nie było mu tak łatwo, jak chciał pokazać.
Ta myśl natychmiast przywołała wspomnienie Cecylii. Kilka dni wcześniej to ona stała po drugiej stronie podobnej sytuacji, patrząc na inną kobietę obok Tavo i próbując zrozumieć, dlaczego sam jej widok wywołuje w niej tyle emocji. Wtedy wydawało jej się, że problem tkwi tylko w Cecylii. Teraz po raz pierwszy pomyślała, że być może chodziło o coś znacznie bardziej skomplikowanego.
Nie zatrzymała się jednak. Odwróciła wzrok i ruszyła dalej, zanim zdążyła pozwolić sobie na myśl, że mogłaby wrócić i coś powiedzieć. Wiedziała, że taki krok oznaczałby konieczność zmierzenia się z pytaniami, od których uciekała od wielu tygodni. Z tym, dlaczego tak bardzo zależało jej na jego reakcji, dlaczego widok innej kobiety obok niego potrafił ją zranić i dlaczego zwykły wieczór w kinie nagle przestał wydawać się tak prosty, jak jeszcze kilka minut wcześniej.
Bo przecież właśnie tego chciała. Czegoś zwyczajnego. Filmu, rozmowy, kilku godzin spędzonych z kimś, przy kim nie musiała analizować każdego słowa i każdego spojrzenia.
A jednak, kiedy zobaczyła Tavo stojącego obok, ta prostota gdzieś zniknęła.
Herrera jeszcze przez chwilę patrzył za nią, choć doskonale wiedział, że nie powinien. Lucia zniknęła już za drzwiami prowadzącymi do garderoby, a mimo to jego wzrok nadal zatrzymał się w miejscu, gdzie przed chwilą stała.
Nie powinien reagować w ten sposób.
Powtarzał to sobie od kilku dni, odkąd po raz pierwszy zobaczył w jej oczach coś, czego wcześniej nie potrafił być pewien. Tę krótką chwilę, kiedy przestała się bronić i pozwoliła, żeby emocje powiedziały za nią więcej niż słowa.
Dostał odpowiedź, której tak długo szukał, a mimo to zamiast ulgi poczuł jeszcze większą ostrożność. Wiedział, że Lucia mu ufa. Wiedział, że jest dla niej kimś ważnym. Widział to w sposobie, w jaki szukała jego obecności, w rozmowach, które przeciągały się długo po godzinach pracy, w tym, jak łatwo przy nim zdejmowała wszystkie maski.
Ale nigdy nie mieli tego jednego prostego momentu, który wszystko by zmienił. Nie było zaproszenia tylko we dwoje, wieczoru, który z zewnątrz mógłby wyglądać jak randka, gestu, który pozwoliłby im przestać udawać, że między nimi chodzi tylko o przyjaźń.
A teraz patrzył, jak Lucia zgadza się wyjść z innym mężczyzną. Nie dlatego, żeby coś mu udowodnić. Nie po to, żeby wzbudzić w nim zazdrość. Po prostu dlatego, że miała ochotę pójść do kina.
I może właśnie to było najtrudniejsze.
Mattias nie zrobił nic złego. Był spokojny, sympatyczny i patrzył na Lucię z zainteresowaniem, na które zasługiwała. Tavo nie miał żadnego powodu, żeby go nie lubić.
A jednak widok jej szczerego uśmiechu wywołał w nim uczucie, którego nie chciał przed sobą przyznać.
Zazdrość.
Przez całe życie nie musiał zastanawiać się, czy ktoś go wybierze. Wiedział, kim jest i jaką ma wartość. Przy Lucii wszystkie te pewności przestawały mieć znaczenie. Nie próbowała go zdobyć, nie zabiegała o jego uwagę, czasami wręcz przeciwnie — uciekała, zanim zdążył się do niej zbliżyć.
A mimo to wystarczył jeden jej uśmiech, żeby całkowicie stracił spokój.
Powinien cieszyć się, że Lucia zaczynała żyć własnym życiem. Nigdy nie dał jej obietnicy. Nigdy nie miał prawa oczekiwać, że będzie czekała.
Tylko dlaczego tak trudno było mu patrzeć, jak ten uśmiech należy do kogoś innego?
---------------------
Mattias czekał w salonie, opierając się wygodnie o oparcie fotela. Na stoliku przed nim leżały dwa kaski motocyklowe. Jeden biały, drugi czerwony, wyraźnie przygotowany specjalnie dla niej.
Kiedy usłyszał kroki, odwrócił głowę.
Lucia weszła do salonu z lekkim uśmiechem, ale już po kilku sekundach zauważył, że coś jest nie tak. Nie wyglądała już tak, jak kilka godzin wcześniej, kiedy z entuzjazmem zgodziła się na kino. Teraz było w niej coś niepewnego, jakby sama nie wiedziała, czy powinna tu być.
— Przepraszam, że kazałam ci czekać — powiedziała, podchodząc bliżej. Jej wzrok zatrzymał się na kaskach leżących na stoliku. — Widzę, że jednak przyjechałeś motocyklem.
Mattias uśmiechnął się lekko.
— Tak. Ale nie boisz się?
Lucia uniosła brwi, udając pewność siebie.
— Jasne, że nie. Niczego się nie boję.
Przez chwilę jeszcze się uśmiechała, ale zaraz potem spuściła wzrok. Wiedziała, że nie może dłużej udawać.
— Wiesz, Mattias… może przełożymy to na inny dzień? — powiedziała ostrożnie. — Całe popołudnie bolała mnie głowa.
Chłopak zamilkł na moment. Jego twarz zmieniła się niemal niezauważalnie. Nie był zły, raczej zawiedziony.
— Naprawdę boli cię głowa? — zapytał z lekką ironią.
Lucia spojrzała na niego zaskoczona.
— Tak. Dlaczego pytasz?
Mattias westchnął cicho i sięgnął po kask.
— Bo to chyba najczęstsza wymówka, kiedy ktoś nie chce z kimś wyjść.
Te słowa sprawiły, że Lucia poczuła ukłucie winy.
— Mattias…
— Po prostu powiedz mi, jeśli nie chcesz iść — dodał spokojniej. — Wolę to usłyszeć niż zastanawiać się, czy naprawdę źle się czujesz.
Lucia nie odpowiedziała od razu. Tego chciała uniknąć. Nie chciała go zranić. Mattias niczego jej nie zrobił. Był miły, cierpliwy, zawsze sprawiał, że czuła się dobrze w jego obecności. Nie chodziło o niego.
Coś, co dla niej miało być zwykłym wyjściem do kina, w jednej chwili zaczęło wyglądać zupełnie inaczej. Jeszcze kilka godzin wcześniej cieszyła się na myśl o filmie, rozmowie i kilku godzinach spędzonych poza domem. Teraz, słysząc jego rozczarowanie, zrozumiała, że Mattias odebrał tę sytuację inaczej niż ona. Dla niego to nie był tylko wieczór w kinie. To był krok w stronę czegoś więcej.
— No cóż… dobrze — powiedziała cicho, nie znajdując lepszego wyjaśnienia.
Mattias przyglądał jej się w milczeniu.
— Wiesz, nadal nie potrafię się na ciebie gniewać. Po prostu się tego nie spodziewałem.
Odłożył kask na stolik.
— Odwołałem wszystkie dzisiejsze treningi. Nawet wziąłem dla ciebie zapasowy kask.
Podniósł czerwony kask i podał jej go z lekkim uśmiechem.
— Spójrz. Podoba ci się?
Lucia nie mogła powstrzymać uśmiechu.
— Tak. Lubię czerwony kolor.
Spojrzała na niego, a potem na kask.
— To dla mnie?
— Tak. — Mattias wzruszył ramionami. — Pomyślałem, że może poczujesz się pewniej.
Patrzył na nią z wyraźną nadzieją.
— Może jednak zmienisz zdanie?
Lucia wpatrywała się w czerwony kask w jego dłoniach i poczuła, że coraz trudniej jest jej odmówić. Zrozumiała, że to nie była kwestia samego wieczoru. Chciała obejrzeć film, chciała się śmiać, chciała choć na trochę przestać myśleć o wszystkim, co ją ostatnio przytłaczało.
Teraz widziała, ile wysiłku włożył w to Mattias. Odwołał swoje plany, znalazł dla niej czas, pomyślał o kasku, żeby czuła się bezpieczniej. Nie traktował tego jak przypadkowego spotkania. Naprawdę cieszył się na ten wieczór i właśnie dlatego nie chciała go zranić. Bała się tylko, że dla Mattiasa ten wieczór będzie początkiem czegoś, czego ona nie potrafi mu obiecać.
W jego spojrzeniu pojawiło się odrobinę więcej ciepła.
— Wiesz… dla mnie to wszystko jest trochę nowe.
Lucia spojrzała na niego pytająco.
— Na przykład rozmawiałem dziś z mechanikiem i powiedziałem mu, że idę na randkę, więc nie mogę zostać w warsztacie.
Zatrzymała się na jednym słowie. Randka.
Spojrzała na niego z lekkim zakłopotaniem, bo nagle zrozumiała, że chyba od początku inaczej rozumieli tę sytuację. Dla niej to był film i wspólnie spędzony czas. Dla niego najwyraźniej coś, co miało nazwę.
— Tak, ale my wcale nie idziemy na randkę.
Mattias uniósł brwi.
— A jak to się nazywa?
Lucia otworzyła usta, ale nie potrafiła od razu odpowiedzieć.
Nie chodziło nawet o to, że nie mogła pójść do kina z innym mężczyzną. Przecież od Federico minęło wystarczająco dużo czasu, a ona miała prawo zacząć żyć dalej. Problem był zupełnie inny. Po raz pierwszy od tamtej historii ktoś próbował zbliżyć się do niej w prosty, zwyczajny sposób, a ona zrozumiała, że od dawna nie zostawiła w swoim życiu miejsca dla nikogo poza Tavo.
Gorączkowo szukała wyjaśnienia, które nie zraniłoby go bardziej, niż było to konieczne. Mogła powiedzieć, że źle się czuje. Mogła dalej udawać, że to tylko kwestia nastroju albo zmęczenia. Ale wtedy pozwoliłaby mu uwierzyć w coś, czego sama nie była pewna, czy kiedykolwiek będzie mogła mu dać.
A chłopak zasługiwał na szczerość.
— Wiesz, Mattias… przepraszam, ale ja kocham kogoś innego.
Po tych słowach zapadła cisza, która trwała zaledwie kilka sekund, ale dla Lucii wydawała się znacznie dłuższa.
Sama nie spodziewała się, że właśnie tych słów użyje. Że wypowie je tak po prostu, bez zastanowienia. Przez ostatnie tygodnie próbowała wszystko inaczej nazwać — przywiązaniem, wdzięcznością, bliskością, zaufaniem. Czymkolwiek, byle nie tym jednym słowem, które zmieniało znaczenie wszystkiego.
Kochała kogoś.
Do tej pory wystarczało jej, że sama przed sobą tego nie wypowiadała. Teraz nie mogła już udawać, że to tylko kolejne przypuszczenie albo chwilowe zauroczenie. Usłyszała własne słowa i nagle zabrzmiały prawdziwiej niż wszystko, co próbowała sobie wmówić przez ostatnie tygodnie.
Mattias przez chwilę wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko wypuścił powietrze i uśmiechnął się lekko. To nie była odpowiedź, na którą liczył. Nie mógł jednak mieć do niej pretensji. Lucia właśnie zrobiła coś trudnego — powiedziała mu prawdę.
Wciąż chciał spędzić z nią ten wieczór. Nie dlatego, że liczył, iż zmieni jej zdanie, ale dlatego, że zwyczajnie lubił jej towarzystwo. Dlatego, zamiast ciągnąć ten trudny temat, postanowił rozładować napięcie żartem.
— To niczego nie zmienia — powiedział spokojnie. — Proponuję ci tylko pójście do kina. Nie proszę, żebyś wyszła za mnie za mąż.
Lucia spojrzała na niego i po raz pierwszy od wejścia naprawdę się rozluźniła. Parsknęła śmiechem.
— Tak.
Mattias uśmiechnął się, widząc jej reakcję.
— Widzisz? To nie takie trudne. Po prostu pójdziemy obejrzeć film.
Tym razem Lucia uśmiechnęła się już naprawdę. Sięgnęła po czerwony kask i obróciła go w dłoniach, próbując zrozumieć, jak właściwie powinna go założyć.
— Jak to działa?
Mattias zaśmiał się cicho i podszedł do niej.
— Poczekaj, pomogę ci.
Poprawiał pasek pod jej brodą, tłumacząc, jak zapiąć kask. Lucia słuchała go z uśmiechem, wdzięczna, że nie zadawał już więcej pytań i pozwolił tej rozmowie wrócić do zwyczajności.
A jednak gdzieś głęboko w środku wciąż brzmiały słowa, które wypowiedziała zaledwie przed chwilą.
Po raz pierwszy nie próbowała już znaleźć dla nich innego znaczenia ani zastąpić ich bezpieczniejszym wyjaśnieniem. Wiedziała, do kogo należały.
Do Tavo.
-------------------------
Światło z ekranu było jedynym źródłem, które rozjaśniało ciemność sali kinowej. Przez pierwsze kilka minut Lucia naprawdę próbowała skupić się na filmie. Chciała po prostu pozwolić sobie na ten wieczór. Kilka zwyczajnych godzin, podczas których nie musiałaby analizować każdego spojrzenia Tavo, każdego słowa ani każdego uczucia, którego nadal nie potrafiła do końca zrozumieć.
Przez chwilę nawet jej się to udawało. Do momentu, kiedy film przestał być tylko filmem.
Brutalne sceny pojawiały się nagle, bez ostrzeżenia. Krzyki, przemoc, strach na twarzach bohaterów — wszystko docierało do niej z siłą, której się nie spodziewała. Z każdą kolejną minutą coraz trudniej było jej pamiętać, że siedzi w ciemnej sali kinowej, a to, co widzi, jest jedynie historią stworzoną na potrzeby ekranu.
Jej ciało zareagowało szybciej niż myśli. Oddech stał się płytszy, palce zacisnęły się na podłokietniku fotela, a serce zaczęło bić szybciej, choć przecież nic jej nie groziło.
Próbowała skupić się na tym, co było wokół niej. Na dźwiękach dochodzących z głośników. Na chłodzie klimatyzowanej sali. Na świadomości, że siedzi tutaj, teraz, a tamto wydarzyło się wiele lat temu.
Ale niektóre wspomnienia nie znikały tylko dlatego, że człowiek nauczył się z nimi żyć.
Na krótką chwilę przed oczami pojawił się obraz, którego przez tyle lat starała się nie przywoływać. Ulica. Krzyk ludzi. Twarz ojca, której jako dziecko nie potrafiła jeszcze zrozumieć, ale którą zapamiętała na zawsze.
Zamknęła oczy, próbując odsunąć od siebie tamto wspomnienie. Nie chciała wracać do dnia, który zabrał jej poczucie bezpieczeństwa, zanim jeszcze zdążyła zrozumieć, czym właściwie było.
Mattias zauważył zmianę niemal od razu. Przez chwilę tylko na nią patrzył, jakby zastanawiał się, czy powinien zareagować. Nie chciał jej zawstydzić ani sprawić, żeby poczuła się jeszcze bardziej nieswojo.
W końcu ostrożnie położył swoją dłoń na jej dłoni.
Ten gest był prosty i spokojny. Nie było w nim próby wykorzystania chwili bliskości ani oczekiwania, że Lucia odpowie czymś więcej. Był tylko cichym przypomnieniem, że obok niej siedzi ktoś, kto zauważył jej strach.
Spojrzała na ich dłonie i przez moment pozwoliła sobie przestać walczyć. Nie musiała udawać, że nic się nie stało. Nie musiała natychmiast wracać do swojej zwyczajnej ostrożności.
Przez kilka sekund nie była sama ze wspomnieniem.
Kiedy film się skończył, wyszli z kina w milczeniu. Chłodne powietrze uderzyło ich w twarze, a zwyczajny ruch ulicy wydawał się niemal nierealny po dwóch godzinach spędzonych w ciemnej sali.
Mattias zaproponował kawę w małej kawiarni niedaleko kina. Lucia zgodziła się, bo nie chciała jeszcze wracać do domu.
Usiedli przy stoliku pod oknem. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Mattias mieszał kawę, choć cukier dawno się już rozpuścił. W końcu spojrzał na nią uważnie.
— Już ci lepiej?
Lucia uniosła wzrok.
— Tak. Przepraszam. Jestem po prostu głupia. Paskudny film.
Mattias pokręcił głową.
— Nie jesteś głupia. Po prostu... chyba za bardzo to przeżyłaś.
Uśmiechnęła się lekko.
— To tylko film.
— Wiem. Ale widziałem twoją reakcję.
Lucia spuściła wzrok na filiżankę.
— Nie lubię przemocy. Nie podobało mi się, że tak krzyczeli... — powiedziała cicho. — Nie wiem, co mi się stało.
Mattias przez chwilę milczał.
— Lucia...
W jego głosie było coś ostrożnego. Nie naciskał, ale chciał zrozumieć.
Ona jednak sama wiedziała, że jeśli teraz zacznie udawać, że nic się nie wydarzyło, to będzie tylko kolejną rzeczą, którą schowa głęboko w sobie.
— Kiedy byłam mała... widziałam śmierć mojego ojca.
Mattias zamarł. Nie spodziewał się tego.
— Lucia...
— To było dawno temu — dodała szybko, jakby chciała od razu zmniejszyć znaczenie tych słów. — Ale czasami pewne rzeczy wracają.
Przez chwilę patrzył na nią z wyraźnym żalem.
— Gdybym wiedział...
— Nie wiedziałeś — przerwała mu spokojnie. — Nie mogłeś wiedzieć.
I właśnie to było w nim inne.
Mattias nie próbował znaleźć idealnych słów ani udawać, że rozumie wszystko, przez co przeszła. Nie składał obietnic, których nie mógł spełnić. Po prostu był obok i pozwalał jej być sobą.
Może właśnie dlatego tak dobrze czuła się w jego obecności. Przy nim niczego nie musiała analizować. Nie zastanawiała się, co naprawdę miał na myśli, kiedy coś mówił. Nie próbowała odczytywać spojrzeń ani szukać ukrytych znaczeń między jednym zdaniem a drugim.
Przy Mattiasie wszystko wydawało się prostsze. Może właśnie dlatego tak trudno było jej pogodzić się z tym, że prostota nie zawsze oznaczała miłość. Doceniała jego dobroć i była wdzięczna za to, że potrafił po prostu być obok, kiedy tego potrzebowała. Tyle że jej serce już dawno wybrało kogoś innego.
Chłopak odchylił się na krześle.
— Wiesz... myślę, że jesteś inna niż większość osób, które znam.
Lucia uśmiechnęła się blado.
— Tak mi już kiedyś mówiono.
— I?
Spojrzała przez okno.
— I nie zawsze dobrze się to kończyło. Przestałam wierzyć w bajki.
Te słowa zostały z nią na dłużej, niż się spodziewała. Nie dlatego, że były całkowicie prawdziwe. Lucia wiedziała, że nie straciła zdolności do ufania ludziom.
Były osoby, którym wierzyła. Jedna szczególnie.
Myśl o Tavo pojawiła się natychmiast, zanim zdążyła ją zatrzymać. To właśnie było w tym wszystkim najbardziej skomplikowane, bo ufać mu potrafiła. Najtrudniejsze było nie to, czy może mu wierzyć, ale co zrobić z uczuciem, którego nie potrafiła już dłużej ignorować.
— Niektórym ludziom wierzę — powiedziała cicho.
Mattias spojrzał na nią uważnie, ale nie zapytał komu. Może domyślał się, że za tymi słowami kryje się coś więcej. A może po prostu wiedział, że nie każdą odpowiedź trzeba wymuszać.
Po chwili odłożył filiżankę.
— Lucia... chciałbym ci coś powiedzieć.
Przygotowała się na kolejne wyznanie, ale jego słowa były inne, niż się spodziewała.
— Chcę być twoim przyjacielem.
Spojrzała na niego zaskoczona.
— Chcę, żebyś mi ufała. Nie jestem taki jak reszta — mówił dalej Mattias. — Jestem inny. Jeśli nie chcesz, nie będziemy już chodzić do kina ani jeździć motocyklem. Możemy czasem po prostu pójść na spacer. Porozmawiać. Naprawdę bym tego chciał.
Lucia przez chwilę milczała, patrząc na niego.
Właśnie to sprawiało, że tak trudno było jej odpowiedzieć. Mattias nie robił niczego, przed czym musiałaby się bronić. Nie próbował jej do niczego zmusić, nie oczekiwał od niej deklaracji ani obietnic. Po prostu chciał być blisko niej i właśnie dlatego zasługiwał na prawdę.
Po tym, co wydarzyło się z Federico, nauczyła się ostrożniej mówić o sobie. Nie dlatego, że przestała wierzyć ludziom, ale dlatego, że wiedziała już, jak wiele może kosztować oddanie komuś tej części siebie, której nie pokazuje się wszystkim.
Ale tym razem problem nie polegał tylko na tym. Mattias mógł być najcierpliwszym i najbardziej dobrym człowiekiem na świecie, a ona i tak nie mogła dać mu tego, czego być może oczekiwał. Bo jej serce już wcześniej znalazło swoje miejsce.
A Mattias właśnie na to zasługiwał — na szczerość. Nie na wymówki. Nie na nadzieję, której nie mogła mu dać.
— Mattias… — odezwała się w końcu cicho. — Kilka miesięcy temu rozstałam się z kimś.
— Ale to przecież nie ja! – powiedział chłopak nerwowo, ale szybko przeprosił.
Nie chciała wchodzić w szczegóły. Nie chciała opowiadać mu o wszystkim, co wydarzyło się między nią a Federico, ani wracać do historii, która nadal miała w sobie zbyt wiele emocji.
— I chyba dlatego ostrożniej dopuszczam ludzi do siebie.
Zawahała się, bo to było prawdą, ale nie całą. Najważniejsze było coś innego.
— Ale nie tylko o to chodzi.
Mattias spojrzał na nią uważnie.
Lucia poczuła, że po raz kolejny stoi przed tym samym wyborem — mogła powiedzieć mniej i pozwolić mu wierzyć, że wystarczy cierpliwość, że kiedyś wszystko się zmieni. Ale nie chciała tego robić, nie jemu.
— Ja naprawdę kocham kogoś innego, Mattias.
Słowa zabrzmiały spokojnie, choć w środku wciąż czuła ich ciężar. Tym razem nie mówiła już tylko o tym, że ktoś jej się podoba, o fascynacji ani przywiązaniu. Mówiła o uczuciu, które istniało niezależnie od tego, czy chciała je przyjąć, czy się go bała.
Mattias przez chwilę milczał. Na jego twarzy pojawiło się lekkie rozczarowanie, którego nie zdążył ukryć, ale szybko zastąpił je spokojnym uśmiechem.
— Ten ktoś ma szczęście.
Lucia uśmiechnęła się blado.
Nie wiedziała, co przyniesie przyszłość ani czy kiedykolwiek odważy się powiedzieć Tavo to, co dziś powiedziała Mattiasowi. Jednego była jednak pewna.
Skoro jej serce należało do niego, nie miała prawa pozwolić, by ktoś inny czekał na uczucie, którego nigdy nie będzie mogła odwzajemnić.
-----------------
Wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej.
Kiedy kilka godzin wcześniej Lucia i Mattias pojechali do kina, Tavo planował jeszcze przejrzeć dokumenty dotyczące kolejnej kampanii i wrócić do domu znacznie wcześniej. Plany pokrzyżował jednak telefon z komisariatu.
Marie Azul, najmłodsza modelka agencji, postanowiła udowodnić koleżankom, że jest już dorosła. Wymknęła się z domu na dyskotekę przeznaczoną wyłącznie dla pełnoletnich, a kontrola policyjna bardzo szybko ujawniła, że nie skończyła nawet szesnastu lat. Ponieważ formalną opiekę nad dziewczyną sprawowała agencja, zarówno Tavo, jak i Kuka musieli natychmiast stawić się na komisariacie.
Powrót przebiegł w napiętej atmosferze. Kuka przez większą część drogi nie kryła złości, a kiedy tylko znaleźli się w domu, dała jej upust. Tavo pozwolił jej powiedzieć wszystko, co uważała za konieczne, ale widząc, że Marie jest już bliska łez, delikatnie przerwał tę burzę.
Później usiadł z dziewczyną w salonie i spokojnie porozmawiał. Opowiedział jej o własnych nastoletnich głupotach, o papierosach podkradanych ojcu i o śmiesznych próbach obniżania głosu podczas rozmów telefonicznych tylko po to, żeby brzmieć doroślej. Dopiero kiedy emocje trochę opadły, uświadomił jej, że dzisiejszy wybryk mógł mieć konsekwencje znacznie poważniejsze niż kilka godzin strachu na komisariacie. W świecie mody reputację budowało się długo, a stracić ją można było jednym nieprzemyślanym krokiem.
Marie przeprosiła szczerze. Nie próbowała się tłumaczyć ani zrzucać winy na koleżanki. Była wystraszona i zawstydzona, a Tavo uznał, że noc spędzona na komisariacie była dla niej wystarczającą lekcją.
Kiedy dziewczyna poszła do swojego pokoju, Kuka wróciła z kuchni i spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— I to wszystko? Myślałam, że krzyki będzie słychać w całym domu.
Tavo uśmiechnął się lekko.
— Myślę, że wystarczająco się dziś bała i wyciągnęła z tego wnioski.
Kuka westchnęła i pokręciła głową.
— Zrobiłam kawę, chcesz?
— Już późno, lepiej już pójdę. Widzę, że ty też jesteś zmęczona.
Kuka westchnęła zrezygnowana.
— Jak chcesz...
Tavo przez chwilę naprawdę zamierzał odmówić. Było późno, czuł zmęczenie po całym dniu, a wieczór okazał się znacznie dłuższy, niż planował. Po chwili jednak uśmiechnął się pod nosem. Kuka i tak nie pozwoliłaby mu wyjść bez kubka gorącej kawy. Było coś kojącego w tej zwyczajności. W tym, że przy niej nie musiał zastanawiać się, co powiedzieć i jak się zachować. Po wszystkich skomplikowanych rozmowach ostatnich tygodni ta prostota była niemal ulgą.
— Dwie łyżeczki cukru, poproszę.
— Co z ciebie za człowiek...
Zaśmiała się również i odruchowo klepnęła go dłonią w pierś. Ten gest był tak naturalny, że nawet go nie zauważyli. Kiedy po chwili położyła drugą dłoń na jego karku, Tavo instynktownie objął ją lekko za ramię.
Właśnie wtedy otworzyły się drzwi wejściowe.
Tavo odruchowo odsunął się od Kuki i odwrócił w stronę głosów. Ona jednak jeszcze przez chwilę nie zabrała ręki z jego piersi, jakby dopiero po sekundzie zorientowała się, że ktoś ich zobaczył.
Lucia pojawiła się pierwsza w progu. Uśmiechała się jeszcze, najwyraźniej z Mattiasem rozmawiali o czymś zabawnym, bo chłopak stojący obok niej również wyglądał na rozluźnionego. Ten obraz trwał jednak tylko chwilę. Gdy jej wzrok przesunął się w głąb pomieszczenia i zatrzymał na Tavo oraz Kuce, uśmiech powoli zniknął z jej twarzy.
Nie było w tym gwałtownej reakcji ani sceny, którą ktokolwiek mógłby zauważyć. To była tylko drobna zmiana — cień, który przemknął przez jej spojrzenie, zanim zdążyła go ukryć.
Dla Tavo ta sytuacja była zupełnie zwyczajna. Kuka od lat była jedną z niewielu osób, przy których nie musiał pilnować każdego słowa ani zastanawiać się nad każdym gestem. Łączyły ich lata pracy, kłótni, żartów i wspólnie pokonanych problemów.
Nie przyszło mu nawet do głowy, że ktoś mógłby zobaczyć w tym coś więcej.
Kuka zorientowała się pierwsza. Dopiero teraz zauważyła, że jej dłoń wciąż spoczywała na jego piersi. Cofnęła ją natychmiast i zrobiła krok w tył, trochę zawstydzona własną nieuwagą.
Lucia natychmiast poczuła, że jej reakcja była zbyt wyraźna. Że przez ułamek sekundy pozwoliła, żeby coś pojawiło się na jej twarzy, zanim zdążyła to ukryć.
Wiedziała, że nie miała prawa tak reagować. Tavo i Kuka znali się od lat. Byli wspólnikami, przyjaciółmi, ludźmi, którzy przeszli razem przez więcej, niż większość osób mogłaby sobie wyobrazić.
Rozumiała to wszystko. A jednak widok ich bliskości uderzył ją mocniej, niż się spodziewała. Może dlatego, że jeszcze kilka godzin wcześniej po raz pierwszy pozwoliła sobie nazwać to, czego tak długo unikała. Skoro już wiedziała, co czuje, nie potrafiła udawać, że nic jej nie obchodzi.
Lucia szybko opanowała wyraz twarzy. Nie chciała, żeby ktokolwiek zauważył tę krótką chwilę słabości, w szczególności Tavo.
— Dobry wieczór — powiedziała w końcu z lekkim uśmiechem , odzyskując kontrolę nad głosem.
Tavo spojrzał na nią uważnie.
Znał ją coraz lepiej. Wiedział już, że Lucia potrafiła ukrywać emocje, ale nigdy nie robiła tego perfekcyjnie. Zawsze pozostawał jakiś drobny szczegół — zbyt szybkie odwrócenie wzroku, krótsza odpowiedź, uśmiech, który pojawiał się bardziej z obowiązku niż z radości.
Tym razem również coś zauważył. Nie wiedział tylko, czy była to reakcja na niego, na widok Kuki, czy może zwykłe zmęczenie po całym wieczorze.
Przez chwilę miał ochotę podejść bliżej i zapytać, czy wszystko jest w porządku, ale zatrzymał się. Nie chciał stawiać jej w sytuacji, w której musiałaby tłumaczyć swoje emocje przy innych. Lucia sama zdecyduje, kiedy będzie chciała mu coś powiedzieć.
— Dobry wieczór — odpowiedział.
Jego wzrok przesunął się na Mattiasa i dopiero wtedy uświadomił sobie, że Lucia nie wróciła sama. Przez moment poczuł coś trudnego do nazwania. Nie była to złość ani zazdrość. Raczej dziwne ukłucie, którego nie chciał analizować.
Lucia miała prawo spotykać się z kim chciała. Sam przecież powiedział jej kiedyś, że najważniejsze jest to, żeby była szczęśliwa.
Dlaczego więc widok jej stojącej obok innego mężczyzny sprawił, że poczuł pustkę, której zupełnie się nie spodziewał?
Szybko odsunął tę myśl. Nie miał prawa, nie po tym, jak sam tak długo udawał, że między nimi nic się nie zmieniło.
— Cześć, miło was widzieć.
Mattias uśmiechnął się i kiwnął głową w stronę Kuki i Tavo. Po tym cmoknął Lucię w policzek i odebrał od niej kask.
— Będę się już zbierał. Dzięki za wieczór. Do zobaczenia.
Mattias pożegnał się ze wszystkimi i po chwili drzwi wejściowe zamknęły się za nim.
Lucia została jeszcze przez moment w salonie, świadoma obecności Tavo, ale nie potrafiąc znaleźć żadnych słów, które nie zdradziłyby zbyt wiele.
— Dobranoc — powiedziała cicho, zanim cisza między nimi stała się zbyt wymowna.
I zanim zdążył odpowiedzieć, odwróciła się i poszła do swojego pokoju.
-------------
Lucia położyła się na łóżku w ubraniu, wpatrując się przez chwilę w sufit. Ciało miało w sobie zmęczenie, ale sen nie przychodził od razu. Nie brakowało jej rozmowy, filmu ani nawet tego spokojnego wieczoru z kimś, przy kim przez kilka godzin mogła poczuć zwyczajność, za którą tak bardzo tęskniła. Mattias był dobrym człowiekiem. Potrafił sprawić, że czuła się bezpiecznie. Ale to nie jego obecności szukała teraz, kiedy leżała sama w ciemnym pokoju.
W końcu podniosła się i otworzyła szufladę nocnej szafki. Leżało tam ich zdjęcie. Przytulonych, szczęśliwych, razem. A jednak trzymała je tutaj jak ukryty skarb. Wyjęła je powoli, jakby bała się, że sam dotyk może coś zmienić.
Przez chwilę tylko patrzyła. Na jego twarz, którą znała tak dobrze, a jednak wciąż potrafiła odkrywać na nowo. Na spojrzenie, w którym czasami widziała więcej, niż on sam był gotów powiedzieć. Na siebie obok niego, trochę zbyt blisko, jakby świat na moment pozwolił im być w tym samym miejscu bez komplikacji.
Przesunęła palcami po krawędzi zdjęcia, delikatnie, niemal odruchowo, jakby chciała zapamiętać ten fragment rzeczywistości. A potem, równie ostrożnie, przyłożyła je do ust. To nie był gest dramatyczny ani przemyślany. Raczej cichy, prywatny, jak coś, czego nie trzeba nikomu tłumaczyć.
Schowała zdjęcie z powrotem do szuflady, zamykając ją powoli, zbyt powoli, jakby chciała odwlec moment powrotu do rzeczywistości. Położyła się z powrotem i odruchowo jej palce odnalazły wisiorek. Metal był chłodny, ale ten gest przyniósł jej dziwny spokój. Jakby przez tę małą rzecz mogła na chwilę zatrzymać coś, czego nie potrafiła zatrzymać naprawdę.
Może dla Tavo to wszystko nadal było czymś innym. Może to, co dla niej stało się uczuciem, którego nie potrafiła już dłużej ukrywać, dla niego wciąż było tylko bliskością, troską i więzią, którą budowali przez ostatnie miesiące. A może bał się tego samego, czego bała się ona — że wypowiedzenie tego na głos zmieni wszystko. Tyle że ona nie potrafiła już dłużej uciekać przed tym, co czuła.
Nie wiedziała, dokąd ich to zaprowadzi ani czy Tavo kiedykolwiek będzie gotowy powiedzieć jej to samo. Czy pozwoli sobie przyznać, że między nimi od dawna było coś więcej niż tylko przyjaźń, troska i przywiązanie.
Ale pierwszy raz od dawna nie próbowała uciekać przed własnym sercem. Kochała go. Nie miała jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie wiedziała, co wydarzy się jutro ani czy kiedykolwiek odważą się przekroczyć granicę, która od dawna istniała między nimi. Tym razem jednak nie czuła już potrzeby, żeby przed tym uciekać.
---------------
Poranek w biurze Tavo był spokojniejszy niż zwykle. Przez otwarte okno wpadało ciepłe światło, a z ulicy dochodził przytłumiony szum miasta, który mieszał się z odgłosem przewracanych kartek i stukiem długopisu przesuwanego po papierze.
Tavo siedział za biurkiem pochylony nad dokumentami. Od kilku minut próbował skupić się na liczbach i podpisach, ale jego myśli co jakiś czas wracały do poprzedniego wieczoru.
Do momentu, kiedy zobaczył ją w drzwiach.
Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego widok Lucii stojącej obok Mattiasa zostawił w nim ten dziwny niepokój. Przecież wszystko było dokładnie tak, jak powinno być. Lucia była szczęśliwa. Miała prawo spotkać kogoś, przy kim będzie mogła zapomnieć o wszystkich problemach. A jednak jakaś część niego buntowała się przeciwko temu spokojnemu obrazowi.
Nie chciał tego analizować. Zwłaszcza że ona również wyglądała inaczej. Jakby coś się w niej zmieniło, choć nie potrafił powiedzieć co.
Lucia siedziała poważna naprzeciwko niego przy biurku, obracając w dłoniach swoje okulary przeciwsłoneczne. Zazwyczaj nie potrafiła długo pozostawać bez ruchu, kiedy coś ją martwiło albo kiedy zbyt wiele myśli krążyło jej po głowie. Tavo znał już ten gest.
Wiedział, że okulary nie miały nic wspólnego ze słońcem, były tylko sposobem, żeby czymś zająć ręce.

— No i jak podobał ci się wczorajszy film? — zapytał w końcu, odkładając długopis.
Lucia spojrzała na niego i skrzywiła się. Przez moment wystarczyło jedno wspomnienie poprzedniego wieczoru, żeby wróciło do niej tamto nieprzyjemne uczucie. Nie sam film był najgorszy, ale to, że na kilka chwil znowu poczuła się tak, jak wtedy, gdy była dzieckiem i nie rozumiała jeszcze, dlaczego świat nagle przestał być bezpieczny.
— Nawet mi nie wspominaj.
Tavo zauważył zmianę na jej twarzy, choć nie wiedział, co dokładnie ją wywołało. Nie chciał pytać. Wiedział już, że Lucia nie lubi, kiedy ktoś próbuje otworzyć drzwi, których sama jeszcze nie jest gotowa uchylić.
— Przepraszam — powiedział od razu.
Nie chciał naciskać. Nie dlatego, że nie był ciekawy, co kryło się za jej milczeniem. Wręcz przeciwnie — coraz częściej miał wrażenie, że między nimi istnieją całe rozmowy, których nigdy nie wypowiedzieli na głos. Ale wiedział też, że Lucia potrzebowała czasu. Że zaufanie, które zaczęła mu dawać, było czymś zbyt cennym, żeby próbować je przyspieszyć.
Zamiast tego wrócił do dokumentów, jakby zmiana tematu była czymś zupełnie naturalnym.
— Poprosiłem cię, żebyś przyszła, bo niedługo pojawi się reklama kawy. Musimy zrobić kilka próbnych zdjęć. Nie wiem jeszcze, czy ubrania są już gotowe, ale będzie to w klimacie tropikalnym.
Lucia skinęła głową, choć przez chwilę nadal patrzyła na niego zamyślona. Potem przestała obracać okulary w dłoniach.
Przez moment zastanawiała się, czy naprawdę chce usłyszeć odpowiedź. Czy pytanie o Kukę wynikało tylko z ciekawości, czy może z tej części niej, która wciąż szukała potwierdzenia, że wczorajszy obraz nie znaczył tego, czego przez chwilę się przestraszyła. Wiedziała, że powinna zaufać Tavo. Wiedziała też, że właśnie tego najbardziej się bała — jak wiele zaczęło dla niej znaczyć to, co robił i mówił.
— A ty jak? — zapytała.
Tavo podniósł wzrok.
— Ja?
— Dobrze się wczoraj bawiliście z Kuką?
Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, a potem na jego ustach pojawił się ciepły, trochę rozbawiony uśmiech.
Lucia znała go i widziała już wiele razy. Wiedziała, kiedy był zwykłą reakcją na coś zabawnego, a kiedy pojawiał się tylko wtedy, że patrzył na nią. I choć próbowała tego nie zauważać, coraz trudniej było jej udawać, że nie ma to dla niej znaczenia. Wiedziała, że ten uśmiech nie był wspomnieniem wczorajszego wieczoru. Był reakcją na nią.
— Co?
— Nic.
— Tavo...
Uśmiechnął się szerzej. Nie potrafił powstrzymać tego odruchu. Było coś niezwykłego w tym, jak Lucia próbowała ukrywać emocje, choć jej spojrzenie zdradzało znacznie więcej niż słowa. Jeszcze niedawno myślał o niej przede wszystkim jak o dziewczynie, którą powinien chronić. Teraz coraz częściej łapał się na tym, że nie chodziło już tylko o troskę. Chciał znać jej myśli, widzieć jej uśmiech, być pierwszą osobą, do której zwracała się wtedy, gdy coś było dla niej ważne.
— Nie wiesz, co się stało z Marie Azul, prawda?
Lucia zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
— Nie.
Tavo odłożył dokumenty i oparł się wygodniej na krześle.
— Zadzwoniła policja. Okazało się, że Marie wymknęła się z domu i poszła na dyskotekę. Ponieważ formalnie za nią odpowiadamy, musieliśmy z Kuką pojechać na komisariat.
Lucia od razu spoważniała i poczuła lekkie ukłucie wstydu. Przez chwilę pozwoliła, żeby wyobraźnia podsunęła jej coś, co nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Kuka była dla Tavo kimś ważnym, ale nie w taki sposób, jak próbowało jej wmówić własne serce.
— Ojej...
— Na szczęście nic się nie stało. Była bardziej przestraszona niż skruszona na początku, ale później porozmawialiśmy. Mam nadzieję, że zrozumiała, że niektóre rzeczy mogą mieć poważniejsze konsekwencje, niż się jej wydaje.
Pokręcił głową z lekkim rozbawieniem.
— Chociaż muszę przyznać, że Kuka miała zdecydowanie więcej energii… decybeli... do tłumaczenia jej tego niż ja.
Lucia słuchała go uważnie. Wiedziała, że Tavo potrafił być surowy, kiedy wymagała tego sytuacja, ale jeszcze częściej wybierał rozmowę zamiast gniewu. Może właśnie dlatego dziewczyny tak bardzo mu ufały. Nie dlatego, że nigdy się nie złościł, ale dlatego, że nawet wtedy potrafił zobaczyć człowieka stojącego przed nim, a nie tylko jego błąd.
Przez chwilę milczała, bawiąc się okularami. Jeszcze niedawno byłaby zła na siebie, że w ogóle zapytała o Kukę. Że pozwoliła, by przez chwilę odezwała się zazdrość, której nie chciała przed sobą przyznać. Teraz jednak, patrząc na niego, coraz wyraźniej widziała, że ten uśmiech nie miał nic wspólnego z wczorajszym wieczorem. Był skierowany do niej.
Tavo zauważył jej minę. Tę samą, którą widywał już wiele razy — kiedy próbowała ukryć emocje, zanim zdążyły pojawić się na jej twarzy. I właśnie to zawsze go w niej rozbrajało. Lucia potrafiła być silna, niezależna i uparta, ale czasami wystarczył jeden moment, jedno spojrzenie, żeby zobaczyć tę drugą stronę — tę, której nie pokazywała prawie nikomu.
— W każdym razie... — powiedział po chwili, patrząc na nią z czułością — jesteś naprawdę piękna, kiedy stajesz się taka...
Lucia od razu zesztywniała.
Nie dlatego, że jego słowa ją zraniły. Wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego były dla niej niebezpieczne. Tavo miał ten niezwykły dar zauważania rzeczy, które sama przed sobą próbowała ukryć. A ona nie była jeszcze gotowa, żeby ktoś tak łatwo odczytywał to, co działo się w jej sercu.
— Jaka taka? — przerwała mu.
Pokręciła lekko głową, jakby chciała zatrzymać nie tylko jego słowa, ale też własne myśli.
— Nie mów mi tego, bo nie chcę tego słyszeć. Nie chcę w ogóle nic słyszeć.
Tavo uniósł brwi.
Przez moment poczuł ukłucie rozczarowania. Nie dlatego, że odrzuciła jego komplement. Bardziej dlatego, że znowu zobaczył, jak szybko Lucia buduje wokół siebie mur, kiedy coś staje się zbyt bliskie. Jeszcze chwilę wcześniej pozwoliła sobie być po prostu sobą, a teraz natychmiast próbowała uciec od tego, co mogło zostać zauważone.
Spoważniał.
— Dlaczego?
Lucia odwróciła wzrok.
Przez moment wyglądała tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale sama walczyła ze sobą, czy powinna. Nie chciała przyznać, że jego słowa trafiły dokładnie tam, gdzie najbardziej bolało. Że przy nim coraz trudniej było udawać, że wszystko jest w porządku. Łatwiej było mówić o problemach innych ludzi niż pozwolić komuś zobaczyć własne.
— Z moją mamą dzieje się coś dziwnego — powiedziała w końcu ciszej. — Bardzo się zmieniła. Zachowuje się tak, jakby chciała mi coś powiedzieć, ale nie miała odwagi. Dzwoniłam do niej, ale nie odbiera.
Tavo natychmiast przestał się uśmiechać. Wiedział, ile dla Luci znaczyła jej matka, nawet jeśli nie zawsze zgadzały się ze sobą. Znał już to spojrzenie. Pojawiało się za każdym razem, kiedy Lucia próbowała przekonać wszystkich wokół, że poradzi sobie sama. I coraz częściej miał wrażenie, że pod tą pewnością siebie kryje się ktoś, kto czasem po prostu chciałby, żeby ktoś został obok.
— Może trochę przesuniemy zdjęcia — zaproponował spokojnie.
Lucia pokręciła głową i wstała. Przez chwilę sama zastanawiała się, czy nie przesadza. Może rzeczywiście szukała problemu tam, gdzie go nie było. Może matka miała po prostu gorszy czas i za bardzo się martwiła. Ale intuicja podpowiadała jej coś innego. A przede wszystkim nie chciała znowu wycofać się tylko dlatego, że coś było trudne.
— Nie. Nadal je zrobię.
Tavo również się podniósł. Nie chciał jej zatrzymywać czy decydować za nią. Ale nie chciał też, żeby musiała radzić sobie sama.
— W takim razie później cię tam zawiozę. Zobaczymy, czy uda nam się razem wyciągnąć z niej prawdę. Co ty na to?
Przez chwilę patrzyła na niego zaskoczona. Nie samą propozycją. Bardziej tym jednym słowem, które zabrzmiało tak naturalnie, jakby od dawna było czymś oczywistym.
Razem.
Tak prosto, a jednak przez ostatnie miesiące tak wiele razy bała się nawet pomyśleć, że mogłoby istnieć.
A potem pierwszy raz od kilku minut lekko się uśmiechnęła.
— Może.
Znów wzięła okulary do ręki, ale tym razem jej ruch był spokojniejszy. Po chwili spojrzała na niego spod rzęs. Widziała tę samą ostrożność, którą znała u siebie — to udawanie, że wszystko jest w porządku, kiedy wcale takie nie było. Coś w spojrzeniu Tavo poprzedniego wieczoru powiedziało jej, że nie tylko ona poczuła ukłucie, widząc kogoś obok drugiej osoby.
— Wiesz... wcale się dobrze nie bawiłam wczoraj wieczorem.
Tavo poczuł ulgę szybciej, niż chciałby przyznać. Napięcie, którego nawet nie zauważał, że nosił w sobie od poprzedniego wieczoru, nagle trochę puściło. Jego twarz zdradziła to szybciej niż słowa — ramiona lekko się rozluźniły, a uśmiech, którego nie próbował już ukrywać, pojawił się sam. Dopiero po chwili zorientował się, jak bardzo potrzebował usłyszeć, że ten wieczór nie był dla niej niczym wyjątkowym.
— Nie?
— Prawie uciekłam z kina.
Próbował zachować poważną minę, ale Lucia zauważyła zmianę w jego oczach. To było tylko krótkie rozluźnienie, ledwie zauważalny błysk ulgi, ale znała go już zbyt dobrze, żeby go przeoczyć. Tavo potrafił ukrywać wiele rzeczy przed światem, jednak przy niej coraz częściej zdradzały go drobne gesty — dokładnie tak samo, jak ją zdradzały jej własne.
— Tylko ja mam takie wrażenie, że się z tego cieszysz?
Tavo spojrzał na nią z udawanym oburzeniem.
— Lucia? Jakże bym mógł?
Nie dała się nabrać. Przez sekundę patrzyła na niego z poważną miną, a potem roześmiała się.
— Oj, Tavo!
Sięgnęła po kalendarz leżący na biurku i lekko uderzyła go nim w ramię.
Tavo odruchowo uniósł ręce w obronnym geście, ale jednocześnie zaczął się śmiać.
I przez chwilę wszystko znów było łatwe, tak jak wtedy, kiedy jeszcze żadne z nich nie zastanawiało się, gdzie kończy się przyjaźń, a zaczyna coś więcej.
Tylko że teraz oboje już wiedzieli, że ta granica dawno przestała być wyraźna.
Bo choć wciąż bali się zrobić krok dalej, oboje wiedzieli już, że stoją po tej samej stronie.

----------
Lucia pojechała do matki późnym popołudniem, kiedy światło było już miękkie i przygaszone, jakby dzień powoli tracił pewność siebie. Droga do domu Rosy była znajoma aż do przesady — te same skrzyżowania, te same drzewa, ten sam rytm miasta, który kiedyś wydawał się stabilny, a dziś tylko powtarzalny.
Rosa otworzyła drzwi niemal od razu. Przez ułamek sekundy wyglądała tak, jak zawsze — ciepła, znajoma, bezpieczna. Ale kiedy Lucia weszła do środka, zobaczyła coś jeszcze: napięcie ukryte w barkach, w sposobie, w jaki matka zaciskała dłonie, a potem natychmiast je rozluźniała, jakby nie mogła znaleźć dla nich miejsca.
— Wejdź, moja księżniczko — powiedziała Rosa, zbyt szybko, jakby bała się, że jeśli się zawaha, nie powie tego, co musi.
W salonie pachniało herbatą. Cisza między nimi nie była zwyczajna — była gęsta, niecierpliwa, jakby coś próbowało się w niej przebić, ale jeszcze nie miało odwagi.
Usiadły naprzeciw siebie. Przez chwilę rozmawiały o drobiazgach. O pracy Lucii, o zakupach Rosy, o rzeczach, które zwykle wypełniały ich rozmowy bez większego znaczenia. Ale Rosa nie była sobą. Lucia widziała to w każdym jej geście — w spojrzeniu, które uciekało zbyt szybko, w oddechu, który czasem zatrzymywał się na sekundę za długo.
W końcu Rosa ścisnęła filiżankę tak mocno, że aż pobielały jej palce.
— Lucia… — zaczęła i urwała.
Potem spróbowała znowu.
— Muszę ci coś powiedzieć.
Cisza natychmiast zgęstniała. Lucia uniosła wzrok.
— Mamo?
Rosa pokręciła głową, jakby walczyła sama ze sobą.
— Zbyt długo to ukrywałam — wyszeptała. — Zbyt długo udawałam, że to nie istnieje.
Jej spojrzenie uciekło w bok.
— I wiem, że kiedy się dowiesz… możesz mnie znienawidzić.
Lucia zesztywniała.
— O czym ty mówisz?
Rosa wzięła gwałtowny oddech, ale nie uspokoiła się nim. Wręcz przeciwnie — jakby coś w niej pękało przy każdym kolejnym słowie, które próbowała wypowiedzieć.
— Ja… musisz mnie wysłuchać do końca — powiedziała szybko. — Nie przerywaj mi, dobrze? Tylko… muszę ci to w końcu powiedzieć. Zawsze cię kochałam, pamiętaj o tym. Zawsze. Nawet jeśli…
Zamilkła na zbyt długo.
— Nawet jeśli co? — głos Lucii stał się ostrzejszy, ale w środku narastał niepokój.
Rosa potrząsnęła głową.
— To nie jest takie proste. Nigdy nie było proste. Ja tylko… chciałam cię chronić. I może zrobiłam to źle. Może wszystko zrobiłam źle.
Lucia poczuła, jak coś zaciska jej się w gardle.
— Mamo, powiedz mi po prostu, o co chodzi.
Rosa otworzyła usta, ale przez chwilę nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Jej dłoń drgnęła na kolanie, jakby szukała oparcia. Spojrzenie zaczęło się rozmywać, tracić ostrość.
— Lucia… ja muszę ci powiedzieć prawdę o…
Urwała w połowie zdania. Jej twarz nagle zmieniła wyraz — nie emocja, nie smutek, ale coś gwałtownego i obcego. Jakby ciało przestało współpracować z myślą.
— Mamo? — Lucia poderwała się natychmiast. — Mamo, co się dzieje?
Rosa spróbowała coś powiedzieć, ale słowa nie wyszły. Jej prawa dłoń osunęła się bezwładnie z kolan. Wzrok uciekł w bok, nierówno, jakby świat nagle przestał się składać w jedną całość.
— Nie… — wyszeptała Lucia, już przy niej.
Chwyciła ją za ramię.
— Mamo, patrz na mnie. Patrz na mnie!
Rosa nie odpowiedziała. Jej ciało osunęło się ciężej na sofę, a powietrze w pokoju jakby natychmiast zgęstniało, stając się nierealne.
Lucia sięgnęła po telefon drżącymi palcami, ale zanim wybrała numer pogotowia, wiedziała już, że wszystko inne przestało mieć znaczenie.
Wesprzyj autorkę: Chcesz zobaczyć kolejny rozdział szybciej? Postaw mi kawę na BuyCoffe – to czysta inspiracja w płynie! Dziękuję za niesamowite wsparcie! ☕
Tavo zachowywał się dokładnie tak samo jak zawsze. Był uprzejmy, spokojny, uważny. Pytał, jak poszły zdjęcia, pamiętał o terminach, sprawdzał, czy wszystko jest przygotowane przed kolejnymi zleceniami. Jeśli ktoś patrzyłby na nich z boku, nie zauważyłby żadnej różnicy.
I właśnie to doprowadzało ją do szaleństwa.
Bo po tym wszystkim, co wydarzyło się w jego gabinecie, po tym, jak prawie pozwoliła sobie powiedzieć za dużo, po tym, jak przez chwilę miała wrażenie, że on naprawdę ją rozumie… spodziewała się czegoś.
Nie wiedziała czego. Może jednego pytania. Jednego spojrzenia, które trwałoby odrobinę dłużej. Jednego gestu, który powiedziałby jej, że tamta rozmowa miała dla niego takie samo znaczenie jak dla niej.
Przez kilka dni próbowała wmówić sobie, że właśnie tego chciała. Że przecież niczego między nimi nie ustalili. Że nie miała prawa oczekiwać od niego czegokolwiek. Że to, co ich łączyło, było tylko bliskością dwojga ludzi, którzy dobrze się rozumieli.
To ostatnie tłumaczenie zaczynało jednak brzmieć coraz bardziej jak coś, czym próbowała sama siebie przekonać.
Bo gdyby naprawdę chodziło tylko o zwykłą sympatię, nie czułaby tego nieprzyjemnego ukłucia, kiedy zobaczyła inną kobietę obok niego. Nie próbowałaby zatrzymać kluczy, żeby ktoś inny nie miał powodu zostać z nim sam na sam. Nie wracałaby myślami przez wiele tygodni do jednego pocałunku przy wodospadzie, który dla niej dawno przestał być tylko wspomnieniem.
Lucia była zmęczona tym, że po raz kolejny próbowała znaleźć znaczenie w każdym jego geście, choć żadna odpowiedź nie chciała się pojawić.
W południe, jeszcze przed zdjęciami, siedziała w sekretariacie i przeglądała wymagania do kolejnej sesji. Próbowała skupić się na pracy, ale od kilku minut patrzyła na tę samą kartkę, nie czytając ani jednego słowa.
— Cześć.
Podniosła wzrok. Mattias stał oparty o ścianę z tym swoim spokojnym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że przy nim wszystko wydawało się prostsze.
— Cześć.
— Masz chwilę?
Lucia spojrzała na folder przed sobą i odłożyła go na biurko.
— Chyba tak.
Mattias podszedł do niej i przez moment wyglądał, jakby zastanawiał się, od czego zacząć.
— Pamiętasz ten thriller, o którym ostatnio rozmawialiśmy?
Lucia uśmiechnęła się lekko.
— Ten, o którym mówiłeś, że ma być straszniejszy niż wszystkie poprzednie razem?
— Dokładnie ten. — Zaśmiał się. — Dzisiaj go grają w kinie. Pomyślałem, że może chciałabyś pójść.
Przez chwilę milczała, ale nie dlatego, że nie wiedziała, co odpowiedzieć. Po prostu sama myśl o wyjściu do kina wywołała na jej twarzy lekki uśmiech.
Tak dawno nie robiła czegoś zupełnie zwyczajnego. Wyjść wieczorem, obejrzeć film, śmiać się z kimś przez kilka godzin i na chwilę zapomnieć o wszystkim, co ostatnio działo się wokół niej.
Mattias był po prostu dobrym towarzystwem. Umiał ją rozśmieszyć, potrafił słuchać i nigdy nie sprawiał, że musiała zastanawiać się, co powiedzieć albo jak się zachować.
Uśmiechnęła się do niego.
— Wiesz co?
Mattias spojrzał na nią pytająco.
— Chętnie.
Na jego twarzy natychmiast pojawiło się szczere zaskoczenie, a chwilę później radość.
— Naprawdę?
Lucia zaśmiała się cicho.
— Naprawdę.
Dopiero wtedy, gdy zobaczyła jego reakcję, uświadomiła sobie, że chyba sama cieszy się z tej decyzji bardziej, niż się spodziewała.
W tej samej chwili usłyszała jednak kroki za plecami Mattiasa.
— To świetnie. Przyjadę po ciebie na motocyklu. Nie boisz się ich, prawda?
Lucia roześmiała się i pokręciła głową z rozbawieniem.
— Nie, motocykli? No co ty.
Nie zauważyła, że stojący kilka kroków dalej Tavo obserwował tę rozmowę w milczeniu. Widział jej uśmiech i właśnie to było dla niego najtrudniejsze. Nie dlatego, że Lucia próbowała coś udowodnić albo celowo wzbudzić w nim zazdrość — wręcz przeciwnie. Nie szukała jego spojrzenia, nie sprawdzała jego reakcji, nie robiła niczego, co mogłoby sugerować, że myśli o nim w tej chwili.
Po prostu cieszyła się z czegoś zwyczajnego.
I może właśnie dlatego ten widok tak bardzo go poruszył. Tavo znał jej poważną stronę — tę, która przychodziła do niego z problemami, która szukała u niego wsparcia i przy której widział wszystkie jej lęki. Wiedział, jak bardzo mu ufała.
Ale teraz zobaczył coś innego. Lekkość, z jaką potrafiła się uśmiechać, kiedy nie musiała niczego wyjaśniać, niczego ukrywać i z niczym walczyć.
A świadomość, że ktoś inny potrafił dać jej taką chwilę, zabolała go bardziej, niż chciał przyznać.
Mattias pochylił się i pocałował ją lekko w policzek.
— To do zobaczenia.
— Do zobaczenia.
Odwrócił się i wtedy zauważył Tavo stojącego kilka kroków dalej. Uśmiechnął się do niego i skinął głową na pożegnanie, a Tavo odpowiedział tym samym gestem, nie pozwalając, żeby cokolwiek zdradziło jego emocje.
Z zewnątrz wyglądało to zupełnie zwyczajnie, uprzejmie. Tylko Tavo wiedział, jak wiele wysiłku wymagało od niego zachowanie spokoju. Jak trudno było patrzeć na szczęście Lucii i udawać, że nie poczuł ukłucia, kiedy zobaczył, że ktoś inny potrafił wywołać ten uśmiech.
Kiedy Mattias wyszedł, Lucia jeszcze przez chwilę patrzyła w stronę drzwi.
— Super.
Tavo spojrzał na nią.
— Co?
Odwróciła się do niego z uśmiechem.
— Od wieków nie byłam w kinie.
Powiedziała to z uśmiechem, bo naprawdę się cieszyła. Dawno nie miała okazji zrobić czegoś tak zwyczajnego — wyjść wieczorem, obejrzeć film i przez kilka godzin nie myśleć o pracy ani o problemach, które ostatnio zdawały się pojawiać jeden po drugim.
Kino. Tylko tyle.
Z lekkim uśmiechem ruszyła w stronę garderoby i minęła Tavo.
Wtedy Tavo odezwał się spokojnym głosem:
— Tak, to dobrze. Życzę udanego wieczoru.
Lucia zatrzymała się na moment.
W pierwszej chwili uśmiech nie zniknął z jej twarzy.
— Dzięki.
Zrobiła jeszcze kilka kroków, nadal z lekkim uśmiechem myśląc o kinie i o tym, że dawno nie miała okazji spędzić wieczoru w tak zwyczajny sposób. Dopiero po chwili, zupełnie odruchowo, obejrzała się przez ramię.
Tavo nadal stał w tym samym miejscu. Spokojny, opanowany, jak zawsze trudny do odczytania. Na pierwszy rzut oka wyglądał tak, jakby ta rozmowa nie miała dla niego żadnego znaczenia. A jednak coś w jego spojrzeniu sprawiło, że jej uśmiech powoli zniknął.
Nagle zobaczyła tę scenę inaczej. Nie tak, jak wyglądała z jej strony — jako zwykłe zaproszenie na film i miły sposób na spędzenie wieczoru — ale tak, jak mogła wyglądać dla niego. Mattias, który pochylił się i pocałował ją w policzek. Ona, która odpowiedziała mu uśmiechem i bez wahania zgodziła się na wspólne wyjście. I Tavo stojący obok, próbujący zachować spokój, choć być może wcale nie było mu tak łatwo, jak chciał pokazać.
Ta myśl natychmiast przywołała wspomnienie Cecylii. Kilka dni wcześniej to ona stała po drugiej stronie podobnej sytuacji, patrząc na inną kobietę obok Tavo i próbując zrozumieć, dlaczego sam jej widok wywołuje w niej tyle emocji. Wtedy wydawało jej się, że problem tkwi tylko w Cecylii. Teraz po raz pierwszy pomyślała, że być może chodziło o coś znacznie bardziej skomplikowanego.
Nie zatrzymała się jednak. Odwróciła wzrok i ruszyła dalej, zanim zdążyła pozwolić sobie na myśl, że mogłaby wrócić i coś powiedzieć. Wiedziała, że taki krok oznaczałby konieczność zmierzenia się z pytaniami, od których uciekała od wielu tygodni. Z tym, dlaczego tak bardzo zależało jej na jego reakcji, dlaczego widok innej kobiety obok niego potrafił ją zranić i dlaczego zwykły wieczór w kinie nagle przestał wydawać się tak prosty, jak jeszcze kilka minut wcześniej.
Bo przecież właśnie tego chciała. Czegoś zwyczajnego. Filmu, rozmowy, kilku godzin spędzonych z kimś, przy kim nie musiała analizować każdego słowa i każdego spojrzenia.
A jednak, kiedy zobaczyła Tavo stojącego obok, ta prostota gdzieś zniknęła.
Herrera jeszcze przez chwilę patrzył za nią, choć doskonale wiedział, że nie powinien. Lucia zniknęła już za drzwiami prowadzącymi do garderoby, a mimo to jego wzrok nadal zatrzymał się w miejscu, gdzie przed chwilą stała.
Nie powinien reagować w ten sposób.
Powtarzał to sobie od kilku dni, odkąd po raz pierwszy zobaczył w jej oczach coś, czego wcześniej nie potrafił być pewien. Tę krótką chwilę, kiedy przestała się bronić i pozwoliła, żeby emocje powiedziały za nią więcej niż słowa.
Dostał odpowiedź, której tak długo szukał, a mimo to zamiast ulgi poczuł jeszcze większą ostrożność. Wiedział, że Lucia mu ufa. Wiedział, że jest dla niej kimś ważnym. Widział to w sposobie, w jaki szukała jego obecności, w rozmowach, które przeciągały się długo po godzinach pracy, w tym, jak łatwo przy nim zdejmowała wszystkie maski.
Ale nigdy nie mieli tego jednego prostego momentu, który wszystko by zmienił. Nie było zaproszenia tylko we dwoje, wieczoru, który z zewnątrz mógłby wyglądać jak randka, gestu, który pozwoliłby im przestać udawać, że między nimi chodzi tylko o przyjaźń.
A teraz patrzył, jak Lucia zgadza się wyjść z innym mężczyzną. Nie dlatego, żeby coś mu udowodnić. Nie po to, żeby wzbudzić w nim zazdrość. Po prostu dlatego, że miała ochotę pójść do kina.
I może właśnie to było najtrudniejsze.
Mattias nie zrobił nic złego. Był spokojny, sympatyczny i patrzył na Lucię z zainteresowaniem, na które zasługiwała. Tavo nie miał żadnego powodu, żeby go nie lubić.
A jednak widok jej szczerego uśmiechu wywołał w nim uczucie, którego nie chciał przed sobą przyznać.
Zazdrość.
Przez całe życie nie musiał zastanawiać się, czy ktoś go wybierze. Wiedział, kim jest i jaką ma wartość. Przy Lucii wszystkie te pewności przestawały mieć znaczenie. Nie próbowała go zdobyć, nie zabiegała o jego uwagę, czasami wręcz przeciwnie — uciekała, zanim zdążył się do niej zbliżyć.
A mimo to wystarczył jeden jej uśmiech, żeby całkowicie stracił spokój.
Powinien cieszyć się, że Lucia zaczynała żyć własnym życiem. Nigdy nie dał jej obietnicy. Nigdy nie miał prawa oczekiwać, że będzie czekała.
Tylko dlaczego tak trudno było mu patrzeć, jak ten uśmiech należy do kogoś innego?
---------------------
Mattias czekał w salonie, opierając się wygodnie o oparcie fotela. Na stoliku przed nim leżały dwa kaski motocyklowe. Jeden biały, drugi czerwony, wyraźnie przygotowany specjalnie dla niej.
Kiedy usłyszał kroki, odwrócił głowę.
Lucia weszła do salonu z lekkim uśmiechem, ale już po kilku sekundach zauważył, że coś jest nie tak. Nie wyglądała już tak, jak kilka godzin wcześniej, kiedy z entuzjazmem zgodziła się na kino. Teraz było w niej coś niepewnego, jakby sama nie wiedziała, czy powinna tu być.
— Przepraszam, że kazałam ci czekać — powiedziała, podchodząc bliżej. Jej wzrok zatrzymał się na kaskach leżących na stoliku. — Widzę, że jednak przyjechałeś motocyklem.
Mattias uśmiechnął się lekko.
— Tak. Ale nie boisz się?
Lucia uniosła brwi, udając pewność siebie.
— Jasne, że nie. Niczego się nie boję.
Przez chwilę jeszcze się uśmiechała, ale zaraz potem spuściła wzrok. Wiedziała, że nie może dłużej udawać.
— Wiesz, Mattias… może przełożymy to na inny dzień? — powiedziała ostrożnie. — Całe popołudnie bolała mnie głowa.
Chłopak zamilkł na moment. Jego twarz zmieniła się niemal niezauważalnie. Nie był zły, raczej zawiedziony.
— Naprawdę boli cię głowa? — zapytał z lekką ironią.
Lucia spojrzała na niego zaskoczona.
— Tak. Dlaczego pytasz?
Mattias westchnął cicho i sięgnął po kask.
— Bo to chyba najczęstsza wymówka, kiedy ktoś nie chce z kimś wyjść.
Te słowa sprawiły, że Lucia poczuła ukłucie winy.
— Mattias…
— Po prostu powiedz mi, jeśli nie chcesz iść — dodał spokojniej. — Wolę to usłyszeć niż zastanawiać się, czy naprawdę źle się czujesz.
Lucia nie odpowiedziała od razu. Tego chciała uniknąć. Nie chciała go zranić. Mattias niczego jej nie zrobił. Był miły, cierpliwy, zawsze sprawiał, że czuła się dobrze w jego obecności. Nie chodziło o niego.
Coś, co dla niej miało być zwykłym wyjściem do kina, w jednej chwili zaczęło wyglądać zupełnie inaczej. Jeszcze kilka godzin wcześniej cieszyła się na myśl o filmie, rozmowie i kilku godzinach spędzonych poza domem. Teraz, słysząc jego rozczarowanie, zrozumiała, że Mattias odebrał tę sytuację inaczej niż ona. Dla niego to nie był tylko wieczór w kinie. To był krok w stronę czegoś więcej.
— No cóż… dobrze — powiedziała cicho, nie znajdując lepszego wyjaśnienia.
Mattias przyglądał jej się w milczeniu.
— Wiesz, nadal nie potrafię się na ciebie gniewać. Po prostu się tego nie spodziewałem.
Odłożył kask na stolik.
— Odwołałem wszystkie dzisiejsze treningi. Nawet wziąłem dla ciebie zapasowy kask.
Podniósł czerwony kask i podał jej go z lekkim uśmiechem.
— Spójrz. Podoba ci się?
Lucia nie mogła powstrzymać uśmiechu.
— Tak. Lubię czerwony kolor.
Spojrzała na niego, a potem na kask.
— To dla mnie?
— Tak. — Mattias wzruszył ramionami. — Pomyślałem, że może poczujesz się pewniej.
Patrzył na nią z wyraźną nadzieją.
— Może jednak zmienisz zdanie?
Lucia wpatrywała się w czerwony kask w jego dłoniach i poczuła, że coraz trudniej jest jej odmówić. Zrozumiała, że to nie była kwestia samego wieczoru. Chciała obejrzeć film, chciała się śmiać, chciała choć na trochę przestać myśleć o wszystkim, co ją ostatnio przytłaczało.
Teraz widziała, ile wysiłku włożył w to Mattias. Odwołał swoje plany, znalazł dla niej czas, pomyślał o kasku, żeby czuła się bezpieczniej. Nie traktował tego jak przypadkowego spotkania. Naprawdę cieszył się na ten wieczór i właśnie dlatego nie chciała go zranić. Bała się tylko, że dla Mattiasa ten wieczór będzie początkiem czegoś, czego ona nie potrafi mu obiecać.
W jego spojrzeniu pojawiło się odrobinę więcej ciepła.
— Wiesz… dla mnie to wszystko jest trochę nowe.
Lucia spojrzała na niego pytająco.
— Na przykład rozmawiałem dziś z mechanikiem i powiedziałem mu, że idę na randkę, więc nie mogę zostać w warsztacie.
Zatrzymała się na jednym słowie. Randka.
Spojrzała na niego z lekkim zakłopotaniem, bo nagle zrozumiała, że chyba od początku inaczej rozumieli tę sytuację. Dla niej to był film i wspólnie spędzony czas. Dla niego najwyraźniej coś, co miało nazwę.
— Tak, ale my wcale nie idziemy na randkę.
Mattias uniósł brwi.
— A jak to się nazywa?
Lucia otworzyła usta, ale nie potrafiła od razu odpowiedzieć.
Nie chodziło nawet o to, że nie mogła pójść do kina z innym mężczyzną. Przecież od Federico minęło wystarczająco dużo czasu, a ona miała prawo zacząć żyć dalej. Problem był zupełnie inny. Po raz pierwszy od tamtej historii ktoś próbował zbliżyć się do niej w prosty, zwyczajny sposób, a ona zrozumiała, że od dawna nie zostawiła w swoim życiu miejsca dla nikogo poza Tavo.
Gorączkowo szukała wyjaśnienia, które nie zraniłoby go bardziej, niż było to konieczne. Mogła powiedzieć, że źle się czuje. Mogła dalej udawać, że to tylko kwestia nastroju albo zmęczenia. Ale wtedy pozwoliłaby mu uwierzyć w coś, czego sama nie była pewna, czy kiedykolwiek będzie mogła mu dać.
A chłopak zasługiwał na szczerość.
— Wiesz, Mattias… przepraszam, ale ja kocham kogoś innego.
Po tych słowach zapadła cisza, która trwała zaledwie kilka sekund, ale dla Lucii wydawała się znacznie dłuższa.
Sama nie spodziewała się, że właśnie tych słów użyje. Że wypowie je tak po prostu, bez zastanowienia. Przez ostatnie tygodnie próbowała wszystko inaczej nazwać — przywiązaniem, wdzięcznością, bliskością, zaufaniem. Czymkolwiek, byle nie tym jednym słowem, które zmieniało znaczenie wszystkiego.
Kochała kogoś.
Do tej pory wystarczało jej, że sama przed sobą tego nie wypowiadała. Teraz nie mogła już udawać, że to tylko kolejne przypuszczenie albo chwilowe zauroczenie. Usłyszała własne słowa i nagle zabrzmiały prawdziwiej niż wszystko, co próbowała sobie wmówić przez ostatnie tygodnie.
Mattias przez chwilę wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko wypuścił powietrze i uśmiechnął się lekko. To nie była odpowiedź, na którą liczył. Nie mógł jednak mieć do niej pretensji. Lucia właśnie zrobiła coś trudnego — powiedziała mu prawdę.
Wciąż chciał spędzić z nią ten wieczór. Nie dlatego, że liczył, iż zmieni jej zdanie, ale dlatego, że zwyczajnie lubił jej towarzystwo. Dlatego, zamiast ciągnąć ten trudny temat, postanowił rozładować napięcie żartem.
— To niczego nie zmienia — powiedział spokojnie. — Proponuję ci tylko pójście do kina. Nie proszę, żebyś wyszła za mnie za mąż.
Lucia spojrzała na niego i po raz pierwszy od wejścia naprawdę się rozluźniła. Parsknęła śmiechem.
— Tak.
Mattias uśmiechnął się, widząc jej reakcję.
— Widzisz? To nie takie trudne. Po prostu pójdziemy obejrzeć film.
Tym razem Lucia uśmiechnęła się już naprawdę. Sięgnęła po czerwony kask i obróciła go w dłoniach, próbując zrozumieć, jak właściwie powinna go założyć.
— Jak to działa?
Mattias zaśmiał się cicho i podszedł do niej.
— Poczekaj, pomogę ci.
Poprawiał pasek pod jej brodą, tłumacząc, jak zapiąć kask. Lucia słuchała go z uśmiechem, wdzięczna, że nie zadawał już więcej pytań i pozwolił tej rozmowie wrócić do zwyczajności.
A jednak gdzieś głęboko w środku wciąż brzmiały słowa, które wypowiedziała zaledwie przed chwilą.
Po raz pierwszy nie próbowała już znaleźć dla nich innego znaczenia ani zastąpić ich bezpieczniejszym wyjaśnieniem. Wiedziała, do kogo należały.
Do Tavo.
-------------------------
Światło z ekranu było jedynym źródłem, które rozjaśniało ciemność sali kinowej. Przez pierwsze kilka minut Lucia naprawdę próbowała skupić się na filmie. Chciała po prostu pozwolić sobie na ten wieczór. Kilka zwyczajnych godzin, podczas których nie musiałaby analizować każdego spojrzenia Tavo, każdego słowa ani każdego uczucia, którego nadal nie potrafiła do końca zrozumieć.
Przez chwilę nawet jej się to udawało. Do momentu, kiedy film przestał być tylko filmem.
Brutalne sceny pojawiały się nagle, bez ostrzeżenia. Krzyki, przemoc, strach na twarzach bohaterów — wszystko docierało do niej z siłą, której się nie spodziewała. Z każdą kolejną minutą coraz trudniej było jej pamiętać, że siedzi w ciemnej sali kinowej, a to, co widzi, jest jedynie historią stworzoną na potrzeby ekranu.
Jej ciało zareagowało szybciej niż myśli. Oddech stał się płytszy, palce zacisnęły się na podłokietniku fotela, a serce zaczęło bić szybciej, choć przecież nic jej nie groziło.
Próbowała skupić się na tym, co było wokół niej. Na dźwiękach dochodzących z głośników. Na chłodzie klimatyzowanej sali. Na świadomości, że siedzi tutaj, teraz, a tamto wydarzyło się wiele lat temu.
Ale niektóre wspomnienia nie znikały tylko dlatego, że człowiek nauczył się z nimi żyć.
Na krótką chwilę przed oczami pojawił się obraz, którego przez tyle lat starała się nie przywoływać. Ulica. Krzyk ludzi. Twarz ojca, której jako dziecko nie potrafiła jeszcze zrozumieć, ale którą zapamiętała na zawsze.
Zamknęła oczy, próbując odsunąć od siebie tamto wspomnienie. Nie chciała wracać do dnia, który zabrał jej poczucie bezpieczeństwa, zanim jeszcze zdążyła zrozumieć, czym właściwie było.
Mattias zauważył zmianę niemal od razu. Przez chwilę tylko na nią patrzył, jakby zastanawiał się, czy powinien zareagować. Nie chciał jej zawstydzić ani sprawić, żeby poczuła się jeszcze bardziej nieswojo.
W końcu ostrożnie położył swoją dłoń na jej dłoni.
Ten gest był prosty i spokojny. Nie było w nim próby wykorzystania chwili bliskości ani oczekiwania, że Lucia odpowie czymś więcej. Był tylko cichym przypomnieniem, że obok niej siedzi ktoś, kto zauważył jej strach.
Spojrzała na ich dłonie i przez moment pozwoliła sobie przestać walczyć. Nie musiała udawać, że nic się nie stało. Nie musiała natychmiast wracać do swojej zwyczajnej ostrożności.
Przez kilka sekund nie była sama ze wspomnieniem.
Kiedy film się skończył, wyszli z kina w milczeniu. Chłodne powietrze uderzyło ich w twarze, a zwyczajny ruch ulicy wydawał się niemal nierealny po dwóch godzinach spędzonych w ciemnej sali.
Mattias zaproponował kawę w małej kawiarni niedaleko kina. Lucia zgodziła się, bo nie chciała jeszcze wracać do domu.
Usiedli przy stoliku pod oknem. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Mattias mieszał kawę, choć cukier dawno się już rozpuścił. W końcu spojrzał na nią uważnie.
— Już ci lepiej?
Lucia uniosła wzrok.
— Tak. Przepraszam. Jestem po prostu głupia. Paskudny film.
Mattias pokręcił głową.
— Nie jesteś głupia. Po prostu... chyba za bardzo to przeżyłaś.
Uśmiechnęła się lekko.
— To tylko film.
— Wiem. Ale widziałem twoją reakcję.
Lucia spuściła wzrok na filiżankę.
— Nie lubię przemocy. Nie podobało mi się, że tak krzyczeli... — powiedziała cicho. — Nie wiem, co mi się stało.
Mattias przez chwilę milczał.
— Lucia...
W jego głosie było coś ostrożnego. Nie naciskał, ale chciał zrozumieć.
Ona jednak sama wiedziała, że jeśli teraz zacznie udawać, że nic się nie wydarzyło, to będzie tylko kolejną rzeczą, którą schowa głęboko w sobie.
— Kiedy byłam mała... widziałam śmierć mojego ojca.
Mattias zamarł. Nie spodziewał się tego.
— Lucia...
— To było dawno temu — dodała szybko, jakby chciała od razu zmniejszyć znaczenie tych słów. — Ale czasami pewne rzeczy wracają.
Przez chwilę patrzył na nią z wyraźnym żalem.
— Gdybym wiedział...
— Nie wiedziałeś — przerwała mu spokojnie. — Nie mogłeś wiedzieć.
I właśnie to było w nim inne.
Mattias nie próbował znaleźć idealnych słów ani udawać, że rozumie wszystko, przez co przeszła. Nie składał obietnic, których nie mógł spełnić. Po prostu był obok i pozwalał jej być sobą.
Może właśnie dlatego tak dobrze czuła się w jego obecności. Przy nim niczego nie musiała analizować. Nie zastanawiała się, co naprawdę miał na myśli, kiedy coś mówił. Nie próbowała odczytywać spojrzeń ani szukać ukrytych znaczeń między jednym zdaniem a drugim.
Przy Mattiasie wszystko wydawało się prostsze. Może właśnie dlatego tak trudno było jej pogodzić się z tym, że prostota nie zawsze oznaczała miłość. Doceniała jego dobroć i była wdzięczna za to, że potrafił po prostu być obok, kiedy tego potrzebowała. Tyle że jej serce już dawno wybrało kogoś innego.
Chłopak odchylił się na krześle.
— Wiesz... myślę, że jesteś inna niż większość osób, które znam.
Lucia uśmiechnęła się blado.
— Tak mi już kiedyś mówiono.
— I?
Spojrzała przez okno.
— I nie zawsze dobrze się to kończyło. Przestałam wierzyć w bajki.
Te słowa zostały z nią na dłużej, niż się spodziewała. Nie dlatego, że były całkowicie prawdziwe. Lucia wiedziała, że nie straciła zdolności do ufania ludziom.
Były osoby, którym wierzyła. Jedna szczególnie.
Myśl o Tavo pojawiła się natychmiast, zanim zdążyła ją zatrzymać. To właśnie było w tym wszystkim najbardziej skomplikowane, bo ufać mu potrafiła. Najtrudniejsze było nie to, czy może mu wierzyć, ale co zrobić z uczuciem, którego nie potrafiła już dłużej ignorować.
— Niektórym ludziom wierzę — powiedziała cicho.
Mattias spojrzał na nią uważnie, ale nie zapytał komu. Może domyślał się, że za tymi słowami kryje się coś więcej. A może po prostu wiedział, że nie każdą odpowiedź trzeba wymuszać.
Po chwili odłożył filiżankę.
— Lucia... chciałbym ci coś powiedzieć.
Przygotowała się na kolejne wyznanie, ale jego słowa były inne, niż się spodziewała.
— Chcę być twoim przyjacielem.
Spojrzała na niego zaskoczona.
— Chcę, żebyś mi ufała. Nie jestem taki jak reszta — mówił dalej Mattias. — Jestem inny. Jeśli nie chcesz, nie będziemy już chodzić do kina ani jeździć motocyklem. Możemy czasem po prostu pójść na spacer. Porozmawiać. Naprawdę bym tego chciał.
Lucia przez chwilę milczała, patrząc na niego.
Właśnie to sprawiało, że tak trudno było jej odpowiedzieć. Mattias nie robił niczego, przed czym musiałaby się bronić. Nie próbował jej do niczego zmusić, nie oczekiwał od niej deklaracji ani obietnic. Po prostu chciał być blisko niej i właśnie dlatego zasługiwał na prawdę.
Po tym, co wydarzyło się z Federico, nauczyła się ostrożniej mówić o sobie. Nie dlatego, że przestała wierzyć ludziom, ale dlatego, że wiedziała już, jak wiele może kosztować oddanie komuś tej części siebie, której nie pokazuje się wszystkim.
Ale tym razem problem nie polegał tylko na tym. Mattias mógł być najcierpliwszym i najbardziej dobrym człowiekiem na świecie, a ona i tak nie mogła dać mu tego, czego być może oczekiwał. Bo jej serce już wcześniej znalazło swoje miejsce.
A Mattias właśnie na to zasługiwał — na szczerość. Nie na wymówki. Nie na nadzieję, której nie mogła mu dać.
— Mattias… — odezwała się w końcu cicho. — Kilka miesięcy temu rozstałam się z kimś.
— Ale to przecież nie ja! – powiedział chłopak nerwowo, ale szybko przeprosił.
Nie chciała wchodzić w szczegóły. Nie chciała opowiadać mu o wszystkim, co wydarzyło się między nią a Federico, ani wracać do historii, która nadal miała w sobie zbyt wiele emocji.
— I chyba dlatego ostrożniej dopuszczam ludzi do siebie.
Zawahała się, bo to było prawdą, ale nie całą. Najważniejsze było coś innego.
— Ale nie tylko o to chodzi.
Mattias spojrzał na nią uważnie.
Lucia poczuła, że po raz kolejny stoi przed tym samym wyborem — mogła powiedzieć mniej i pozwolić mu wierzyć, że wystarczy cierpliwość, że kiedyś wszystko się zmieni. Ale nie chciała tego robić, nie jemu.
— Ja naprawdę kocham kogoś innego, Mattias.
Słowa zabrzmiały spokojnie, choć w środku wciąż czuła ich ciężar. Tym razem nie mówiła już tylko o tym, że ktoś jej się podoba, o fascynacji ani przywiązaniu. Mówiła o uczuciu, które istniało niezależnie od tego, czy chciała je przyjąć, czy się go bała.
Mattias przez chwilę milczał. Na jego twarzy pojawiło się lekkie rozczarowanie, którego nie zdążył ukryć, ale szybko zastąpił je spokojnym uśmiechem.
— Ten ktoś ma szczęście.
Lucia uśmiechnęła się blado.
Nie wiedziała, co przyniesie przyszłość ani czy kiedykolwiek odważy się powiedzieć Tavo to, co dziś powiedziała Mattiasowi. Jednego była jednak pewna.
Skoro jej serce należało do niego, nie miała prawa pozwolić, by ktoś inny czekał na uczucie, którego nigdy nie będzie mogła odwzajemnić.
-----------------
Wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej.
Kiedy kilka godzin wcześniej Lucia i Mattias pojechali do kina, Tavo planował jeszcze przejrzeć dokumenty dotyczące kolejnej kampanii i wrócić do domu znacznie wcześniej. Plany pokrzyżował jednak telefon z komisariatu.
Marie Azul, najmłodsza modelka agencji, postanowiła udowodnić koleżankom, że jest już dorosła. Wymknęła się z domu na dyskotekę przeznaczoną wyłącznie dla pełnoletnich, a kontrola policyjna bardzo szybko ujawniła, że nie skończyła nawet szesnastu lat. Ponieważ formalną opiekę nad dziewczyną sprawowała agencja, zarówno Tavo, jak i Kuka musieli natychmiast stawić się na komisariacie.
Powrót przebiegł w napiętej atmosferze. Kuka przez większą część drogi nie kryła złości, a kiedy tylko znaleźli się w domu, dała jej upust. Tavo pozwolił jej powiedzieć wszystko, co uważała za konieczne, ale widząc, że Marie jest już bliska łez, delikatnie przerwał tę burzę.
Później usiadł z dziewczyną w salonie i spokojnie porozmawiał. Opowiedział jej o własnych nastoletnich głupotach, o papierosach podkradanych ojcu i o śmiesznych próbach obniżania głosu podczas rozmów telefonicznych tylko po to, żeby brzmieć doroślej. Dopiero kiedy emocje trochę opadły, uświadomił jej, że dzisiejszy wybryk mógł mieć konsekwencje znacznie poważniejsze niż kilka godzin strachu na komisariacie. W świecie mody reputację budowało się długo, a stracić ją można było jednym nieprzemyślanym krokiem.
Marie przeprosiła szczerze. Nie próbowała się tłumaczyć ani zrzucać winy na koleżanki. Była wystraszona i zawstydzona, a Tavo uznał, że noc spędzona na komisariacie była dla niej wystarczającą lekcją.
Kiedy dziewczyna poszła do swojego pokoju, Kuka wróciła z kuchni i spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— I to wszystko? Myślałam, że krzyki będzie słychać w całym domu.
Tavo uśmiechnął się lekko.
— Myślę, że wystarczająco się dziś bała i wyciągnęła z tego wnioski.
Kuka westchnęła i pokręciła głową.
— Zrobiłam kawę, chcesz?
— Już późno, lepiej już pójdę. Widzę, że ty też jesteś zmęczona.
Kuka westchnęła zrezygnowana.
— Jak chcesz...
Tavo przez chwilę naprawdę zamierzał odmówić. Było późno, czuł zmęczenie po całym dniu, a wieczór okazał się znacznie dłuższy, niż planował. Po chwili jednak uśmiechnął się pod nosem. Kuka i tak nie pozwoliłaby mu wyjść bez kubka gorącej kawy. Było coś kojącego w tej zwyczajności. W tym, że przy niej nie musiał zastanawiać się, co powiedzieć i jak się zachować. Po wszystkich skomplikowanych rozmowach ostatnich tygodni ta prostota była niemal ulgą.
— Dwie łyżeczki cukru, poproszę.
— Co z ciebie za człowiek...
Zaśmiała się również i odruchowo klepnęła go dłonią w pierś. Ten gest był tak naturalny, że nawet go nie zauważyli. Kiedy po chwili położyła drugą dłoń na jego karku, Tavo instynktownie objął ją lekko za ramię.
Właśnie wtedy otworzyły się drzwi wejściowe.
Tavo odruchowo odsunął się od Kuki i odwrócił w stronę głosów. Ona jednak jeszcze przez chwilę nie zabrała ręki z jego piersi, jakby dopiero po sekundzie zorientowała się, że ktoś ich zobaczył.
Lucia pojawiła się pierwsza w progu. Uśmiechała się jeszcze, najwyraźniej z Mattiasem rozmawiali o czymś zabawnym, bo chłopak stojący obok niej również wyglądał na rozluźnionego. Ten obraz trwał jednak tylko chwilę. Gdy jej wzrok przesunął się w głąb pomieszczenia i zatrzymał na Tavo oraz Kuce, uśmiech powoli zniknął z jej twarzy.
Nie było w tym gwałtownej reakcji ani sceny, którą ktokolwiek mógłby zauważyć. To była tylko drobna zmiana — cień, który przemknął przez jej spojrzenie, zanim zdążyła go ukryć.
Dla Tavo ta sytuacja była zupełnie zwyczajna. Kuka od lat była jedną z niewielu osób, przy których nie musiał pilnować każdego słowa ani zastanawiać się nad każdym gestem. Łączyły ich lata pracy, kłótni, żartów i wspólnie pokonanych problemów.
Nie przyszło mu nawet do głowy, że ktoś mógłby zobaczyć w tym coś więcej.
Kuka zorientowała się pierwsza. Dopiero teraz zauważyła, że jej dłoń wciąż spoczywała na jego piersi. Cofnęła ją natychmiast i zrobiła krok w tył, trochę zawstydzona własną nieuwagą.
Lucia natychmiast poczuła, że jej reakcja była zbyt wyraźna. Że przez ułamek sekundy pozwoliła, żeby coś pojawiło się na jej twarzy, zanim zdążyła to ukryć.
Wiedziała, że nie miała prawa tak reagować. Tavo i Kuka znali się od lat. Byli wspólnikami, przyjaciółmi, ludźmi, którzy przeszli razem przez więcej, niż większość osób mogłaby sobie wyobrazić.
Rozumiała to wszystko. A jednak widok ich bliskości uderzył ją mocniej, niż się spodziewała. Może dlatego, że jeszcze kilka godzin wcześniej po raz pierwszy pozwoliła sobie nazwać to, czego tak długo unikała. Skoro już wiedziała, co czuje, nie potrafiła udawać, że nic jej nie obchodzi.
Lucia szybko opanowała wyraz twarzy. Nie chciała, żeby ktokolwiek zauważył tę krótką chwilę słabości, w szczególności Tavo.
— Dobry wieczór — powiedziała w końcu z lekkim uśmiechem , odzyskując kontrolę nad głosem.
Tavo spojrzał na nią uważnie.
Znał ją coraz lepiej. Wiedział już, że Lucia potrafiła ukrywać emocje, ale nigdy nie robiła tego perfekcyjnie. Zawsze pozostawał jakiś drobny szczegół — zbyt szybkie odwrócenie wzroku, krótsza odpowiedź, uśmiech, który pojawiał się bardziej z obowiązku niż z radości.
Tym razem również coś zauważył. Nie wiedział tylko, czy była to reakcja na niego, na widok Kuki, czy może zwykłe zmęczenie po całym wieczorze.
Przez chwilę miał ochotę podejść bliżej i zapytać, czy wszystko jest w porządku, ale zatrzymał się. Nie chciał stawiać jej w sytuacji, w której musiałaby tłumaczyć swoje emocje przy innych. Lucia sama zdecyduje, kiedy będzie chciała mu coś powiedzieć.
— Dobry wieczór — odpowiedział.
Jego wzrok przesunął się na Mattiasa i dopiero wtedy uświadomił sobie, że Lucia nie wróciła sama. Przez moment poczuł coś trudnego do nazwania. Nie była to złość ani zazdrość. Raczej dziwne ukłucie, którego nie chciał analizować.
Lucia miała prawo spotykać się z kim chciała. Sam przecież powiedział jej kiedyś, że najważniejsze jest to, żeby była szczęśliwa.
Dlaczego więc widok jej stojącej obok innego mężczyzny sprawił, że poczuł pustkę, której zupełnie się nie spodziewał?
Szybko odsunął tę myśl. Nie miał prawa, nie po tym, jak sam tak długo udawał, że między nimi nic się nie zmieniło.
— Cześć, miło was widzieć.
Mattias uśmiechnął się i kiwnął głową w stronę Kuki i Tavo. Po tym cmoknął Lucię w policzek i odebrał od niej kask.
— Będę się już zbierał. Dzięki za wieczór. Do zobaczenia.
Mattias pożegnał się ze wszystkimi i po chwili drzwi wejściowe zamknęły się za nim.
Lucia została jeszcze przez moment w salonie, świadoma obecności Tavo, ale nie potrafiąc znaleźć żadnych słów, które nie zdradziłyby zbyt wiele.
— Dobranoc — powiedziała cicho, zanim cisza między nimi stała się zbyt wymowna.
I zanim zdążył odpowiedzieć, odwróciła się i poszła do swojego pokoju.
-------------
Lucia położyła się na łóżku w ubraniu, wpatrując się przez chwilę w sufit. Ciało miało w sobie zmęczenie, ale sen nie przychodził od razu. Nie brakowało jej rozmowy, filmu ani nawet tego spokojnego wieczoru z kimś, przy kim przez kilka godzin mogła poczuć zwyczajność, za którą tak bardzo tęskniła. Mattias był dobrym człowiekiem. Potrafił sprawić, że czuła się bezpiecznie. Ale to nie jego obecności szukała teraz, kiedy leżała sama w ciemnym pokoju.
W końcu podniosła się i otworzyła szufladę nocnej szafki. Leżało tam ich zdjęcie. Przytulonych, szczęśliwych, razem. A jednak trzymała je tutaj jak ukryty skarb. Wyjęła je powoli, jakby bała się, że sam dotyk może coś zmienić.
Przez chwilę tylko patrzyła. Na jego twarz, którą znała tak dobrze, a jednak wciąż potrafiła odkrywać na nowo. Na spojrzenie, w którym czasami widziała więcej, niż on sam był gotów powiedzieć. Na siebie obok niego, trochę zbyt blisko, jakby świat na moment pozwolił im być w tym samym miejscu bez komplikacji.
Przesunęła palcami po krawędzi zdjęcia, delikatnie, niemal odruchowo, jakby chciała zapamiętać ten fragment rzeczywistości. A potem, równie ostrożnie, przyłożyła je do ust. To nie był gest dramatyczny ani przemyślany. Raczej cichy, prywatny, jak coś, czego nie trzeba nikomu tłumaczyć.
Schowała zdjęcie z powrotem do szuflady, zamykając ją powoli, zbyt powoli, jakby chciała odwlec moment powrotu do rzeczywistości. Położyła się z powrotem i odruchowo jej palce odnalazły wisiorek. Metal był chłodny, ale ten gest przyniósł jej dziwny spokój. Jakby przez tę małą rzecz mogła na chwilę zatrzymać coś, czego nie potrafiła zatrzymać naprawdę.
Może dla Tavo to wszystko nadal było czymś innym. Może to, co dla niej stało się uczuciem, którego nie potrafiła już dłużej ukrywać, dla niego wciąż było tylko bliskością, troską i więzią, którą budowali przez ostatnie miesiące. A może bał się tego samego, czego bała się ona — że wypowiedzenie tego na głos zmieni wszystko. Tyle że ona nie potrafiła już dłużej uciekać przed tym, co czuła.
Nie wiedziała, dokąd ich to zaprowadzi ani czy Tavo kiedykolwiek będzie gotowy powiedzieć jej to samo. Czy pozwoli sobie przyznać, że między nimi od dawna było coś więcej niż tylko przyjaźń, troska i przywiązanie.
Ale pierwszy raz od dawna nie próbowała uciekać przed własnym sercem. Kochała go. Nie miała jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie wiedziała, co wydarzy się jutro ani czy kiedykolwiek odważą się przekroczyć granicę, która od dawna istniała między nimi. Tym razem jednak nie czuła już potrzeby, żeby przed tym uciekać.
---------------
Poranek w biurze Tavo był spokojniejszy niż zwykle. Przez otwarte okno wpadało ciepłe światło, a z ulicy dochodził przytłumiony szum miasta, który mieszał się z odgłosem przewracanych kartek i stukiem długopisu przesuwanego po papierze.
Tavo siedział za biurkiem pochylony nad dokumentami. Od kilku minut próbował skupić się na liczbach i podpisach, ale jego myśli co jakiś czas wracały do poprzedniego wieczoru.
Do momentu, kiedy zobaczył ją w drzwiach.
Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego widok Lucii stojącej obok Mattiasa zostawił w nim ten dziwny niepokój. Przecież wszystko było dokładnie tak, jak powinno być. Lucia była szczęśliwa. Miała prawo spotkać kogoś, przy kim będzie mogła zapomnieć o wszystkich problemach. A jednak jakaś część niego buntowała się przeciwko temu spokojnemu obrazowi.
Nie chciał tego analizować. Zwłaszcza że ona również wyglądała inaczej. Jakby coś się w niej zmieniło, choć nie potrafił powiedzieć co.
Lucia siedziała poważna naprzeciwko niego przy biurku, obracając w dłoniach swoje okulary przeciwsłoneczne. Zazwyczaj nie potrafiła długo pozostawać bez ruchu, kiedy coś ją martwiło albo kiedy zbyt wiele myśli krążyło jej po głowie. Tavo znał już ten gest.
Wiedział, że okulary nie miały nic wspólnego ze słońcem, były tylko sposobem, żeby czymś zająć ręce.

— No i jak podobał ci się wczorajszy film? — zapytał w końcu, odkładając długopis.
Lucia spojrzała na niego i skrzywiła się. Przez moment wystarczyło jedno wspomnienie poprzedniego wieczoru, żeby wróciło do niej tamto nieprzyjemne uczucie. Nie sam film był najgorszy, ale to, że na kilka chwil znowu poczuła się tak, jak wtedy, gdy była dzieckiem i nie rozumiała jeszcze, dlaczego świat nagle przestał być bezpieczny.
— Nawet mi nie wspominaj.
Tavo zauważył zmianę na jej twarzy, choć nie wiedział, co dokładnie ją wywołało. Nie chciał pytać. Wiedział już, że Lucia nie lubi, kiedy ktoś próbuje otworzyć drzwi, których sama jeszcze nie jest gotowa uchylić.
— Przepraszam — powiedział od razu.
Nie chciał naciskać. Nie dlatego, że nie był ciekawy, co kryło się za jej milczeniem. Wręcz przeciwnie — coraz częściej miał wrażenie, że między nimi istnieją całe rozmowy, których nigdy nie wypowiedzieli na głos. Ale wiedział też, że Lucia potrzebowała czasu. Że zaufanie, które zaczęła mu dawać, było czymś zbyt cennym, żeby próbować je przyspieszyć.
Zamiast tego wrócił do dokumentów, jakby zmiana tematu była czymś zupełnie naturalnym.
— Poprosiłem cię, żebyś przyszła, bo niedługo pojawi się reklama kawy. Musimy zrobić kilka próbnych zdjęć. Nie wiem jeszcze, czy ubrania są już gotowe, ale będzie to w klimacie tropikalnym.
Lucia skinęła głową, choć przez chwilę nadal patrzyła na niego zamyślona. Potem przestała obracać okulary w dłoniach.
Przez moment zastanawiała się, czy naprawdę chce usłyszeć odpowiedź. Czy pytanie o Kukę wynikało tylko z ciekawości, czy może z tej części niej, która wciąż szukała potwierdzenia, że wczorajszy obraz nie znaczył tego, czego przez chwilę się przestraszyła. Wiedziała, że powinna zaufać Tavo. Wiedziała też, że właśnie tego najbardziej się bała — jak wiele zaczęło dla niej znaczyć to, co robił i mówił.
— A ty jak? — zapytała.
Tavo podniósł wzrok.
— Ja?
— Dobrze się wczoraj bawiliście z Kuką?
Powiedziała to lekko i zupełnie niewinnie. Jednak Tavo znał ją już wystarczająco dobrze, żeby usłyszeć tę drobną zmianę w głosie, nutę, której pewnie sama nie była świadoma.
Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, a potem na jego ustach pojawił się ciepły, trochę rozbawiony uśmiech.
Lucia znała go i widziała już wiele razy. Wiedziała, kiedy był zwykłą reakcją na coś zabawnego, a kiedy pojawiał się tylko wtedy, że patrzył na nią. I choć próbowała tego nie zauważać, coraz trudniej było jej udawać, że nie ma to dla niej znaczenia. Wiedziała, że ten uśmiech nie był wspomnieniem wczorajszego wieczoru. Był reakcją na nią.
— Co?
— Nic.
— Tavo...
Uśmiechnął się szerzej. Nie potrafił powstrzymać tego odruchu. Było coś niezwykłego w tym, jak Lucia próbowała ukrywać emocje, choć jej spojrzenie zdradzało znacznie więcej niż słowa. Jeszcze niedawno myślał o niej przede wszystkim jak o dziewczynie, którą powinien chronić. Teraz coraz częściej łapał się na tym, że nie chodziło już tylko o troskę. Chciał znać jej myśli, widzieć jej uśmiech, być pierwszą osobą, do której zwracała się wtedy, gdy coś było dla niej ważne.
— Nie wiesz, co się stało z Marie Azul, prawda?
Lucia zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
— Nie.
Tavo odłożył dokumenty i oparł się wygodniej na krześle.
— Zadzwoniła policja. Okazało się, że Marie wymknęła się z domu i poszła na dyskotekę. Ponieważ formalnie za nią odpowiadamy, musieliśmy z Kuką pojechać na komisariat.
Lucia od razu spoważniała i poczuła lekkie ukłucie wstydu. Przez chwilę pozwoliła, żeby wyobraźnia podsunęła jej coś, co nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Kuka była dla Tavo kimś ważnym, ale nie w taki sposób, jak próbowało jej wmówić własne serce.
— Ojej...
— Na szczęście nic się nie stało. Była bardziej przestraszona niż skruszona na początku, ale później porozmawialiśmy. Mam nadzieję, że zrozumiała, że niektóre rzeczy mogą mieć poważniejsze konsekwencje, niż się jej wydaje.
Pokręcił głową z lekkim rozbawieniem.
— Chociaż muszę przyznać, że Kuka miała zdecydowanie więcej energii… decybeli... do tłumaczenia jej tego niż ja.
Lucia słuchała go uważnie. Wiedziała, że Tavo potrafił być surowy, kiedy wymagała tego sytuacja, ale jeszcze częściej wybierał rozmowę zamiast gniewu. Może właśnie dlatego dziewczyny tak bardzo mu ufały. Nie dlatego, że nigdy się nie złościł, ale dlatego, że nawet wtedy potrafił zobaczyć człowieka stojącego przed nim, a nie tylko jego błąd.
Przez chwilę milczała, bawiąc się okularami. Jeszcze niedawno byłaby zła na siebie, że w ogóle zapytała o Kukę. Że pozwoliła, by przez chwilę odezwała się zazdrość, której nie chciała przed sobą przyznać. Teraz jednak, patrząc na niego, coraz wyraźniej widziała, że ten uśmiech nie miał nic wspólnego z wczorajszym wieczorem. Był skierowany do niej.
Tavo zauważył jej minę. Tę samą, którą widywał już wiele razy — kiedy próbowała ukryć emocje, zanim zdążyły pojawić się na jej twarzy. I właśnie to zawsze go w niej rozbrajało. Lucia potrafiła być silna, niezależna i uparta, ale czasami wystarczył jeden moment, jedno spojrzenie, żeby zobaczyć tę drugą stronę — tę, której nie pokazywała prawie nikomu.
— W każdym razie... — powiedział po chwili, patrząc na nią z czułością — jesteś naprawdę piękna, kiedy stajesz się taka...
Lucia od razu zesztywniała.
Nie dlatego, że jego słowa ją zraniły. Wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego były dla niej niebezpieczne. Tavo miał ten niezwykły dar zauważania rzeczy, które sama przed sobą próbowała ukryć. A ona nie była jeszcze gotowa, żeby ktoś tak łatwo odczytywał to, co działo się w jej sercu.
— Jaka taka? — przerwała mu.
Pokręciła lekko głową, jakby chciała zatrzymać nie tylko jego słowa, ale też własne myśli.
— Nie mów mi tego, bo nie chcę tego słyszeć. Nie chcę w ogóle nic słyszeć.
Tavo uniósł brwi.
Przez moment poczuł ukłucie rozczarowania. Nie dlatego, że odrzuciła jego komplement. Bardziej dlatego, że znowu zobaczył, jak szybko Lucia buduje wokół siebie mur, kiedy coś staje się zbyt bliskie. Jeszcze chwilę wcześniej pozwoliła sobie być po prostu sobą, a teraz natychmiast próbowała uciec od tego, co mogło zostać zauważone.
Spoważniał.
— Dlaczego?
Lucia odwróciła wzrok.
Przez moment wyglądała tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale sama walczyła ze sobą, czy powinna. Nie chciała przyznać, że jego słowa trafiły dokładnie tam, gdzie najbardziej bolało. Że przy nim coraz trudniej było udawać, że wszystko jest w porządku. Łatwiej było mówić o problemach innych ludzi niż pozwolić komuś zobaczyć własne.
— Z moją mamą dzieje się coś dziwnego — powiedziała w końcu ciszej. — Bardzo się zmieniła. Zachowuje się tak, jakby chciała mi coś powiedzieć, ale nie miała odwagi. Dzwoniłam do niej, ale nie odbiera.
Tavo natychmiast przestał się uśmiechać. Wiedział, ile dla Luci znaczyła jej matka, nawet jeśli nie zawsze zgadzały się ze sobą. Znał już to spojrzenie. Pojawiało się za każdym razem, kiedy Lucia próbowała przekonać wszystkich wokół, że poradzi sobie sama. I coraz częściej miał wrażenie, że pod tą pewnością siebie kryje się ktoś, kto czasem po prostu chciałby, żeby ktoś został obok.
— Może trochę przesuniemy zdjęcia — zaproponował spokojnie.
Lucia pokręciła głową i wstała. Przez chwilę sama zastanawiała się, czy nie przesadza. Może rzeczywiście szukała problemu tam, gdzie go nie było. Może matka miała po prostu gorszy czas i za bardzo się martwiła. Ale intuicja podpowiadała jej coś innego. A przede wszystkim nie chciała znowu wycofać się tylko dlatego, że coś było trudne.
— Nie. Nadal je zrobię.
Tavo również się podniósł. Nie chciał jej zatrzymywać czy decydować za nią. Ale nie chciał też, żeby musiała radzić sobie sama.
— W takim razie później cię tam zawiozę. Zobaczymy, czy uda nam się razem wyciągnąć z niej prawdę. Co ty na to?
Przez chwilę patrzyła na niego zaskoczona. Nie samą propozycją. Bardziej tym jednym słowem, które zabrzmiało tak naturalnie, jakby od dawna było czymś oczywistym.
Razem.
Tak prosto, a jednak przez ostatnie miesiące tak wiele razy bała się nawet pomyśleć, że mogłoby istnieć.
A potem pierwszy raz od kilku minut lekko się uśmiechnęła.
— Może.
Znów wzięła okulary do ręki, ale tym razem jej ruch był spokojniejszy. Po chwili spojrzała na niego spod rzęs. Widziała tę samą ostrożność, którą znała u siebie — to udawanie, że wszystko jest w porządku, kiedy wcale takie nie było. Coś w spojrzeniu Tavo poprzedniego wieczoru powiedziało jej, że nie tylko ona poczuła ukłucie, widząc kogoś obok drugiej osoby.
— Wiesz... wcale się dobrze nie bawiłam wczoraj wieczorem.
Tavo poczuł ulgę szybciej, niż chciałby przyznać. Napięcie, którego nawet nie zauważał, że nosił w sobie od poprzedniego wieczoru, nagle trochę puściło. Jego twarz zdradziła to szybciej niż słowa — ramiona lekko się rozluźniły, a uśmiech, którego nie próbował już ukrywać, pojawił się sam. Dopiero po chwili zorientował się, jak bardzo potrzebował usłyszeć, że ten wieczór nie był dla niej niczym wyjątkowym.
— Nie?
— Prawie uciekłam z kina.
Próbował zachować poważną minę, ale Lucia zauważyła zmianę w jego oczach. To było tylko krótkie rozluźnienie, ledwie zauważalny błysk ulgi, ale znała go już zbyt dobrze, żeby go przeoczyć. Tavo potrafił ukrywać wiele rzeczy przed światem, jednak przy niej coraz częściej zdradzały go drobne gesty — dokładnie tak samo, jak ją zdradzały jej własne.
— Tylko ja mam takie wrażenie, że się z tego cieszysz?
Tavo spojrzał na nią z udawanym oburzeniem.
— Lucia? Jakże bym mógł?
Nie dała się nabrać. Przez sekundę patrzyła na niego z poważną miną, a potem roześmiała się.
— Oj, Tavo!
Sięgnęła po kalendarz leżący na biurku i lekko uderzyła go nim w ramię.
Tavo odruchowo uniósł ręce w obronnym geście, ale jednocześnie zaczął się śmiać.
I przez chwilę wszystko znów było łatwe, tak jak wtedy, kiedy jeszcze żadne z nich nie zastanawiało się, gdzie kończy się przyjaźń, a zaczyna coś więcej.
Tylko że teraz oboje już wiedzieli, że ta granica dawno przestała być wyraźna.
Bo choć wciąż bali się zrobić krok dalej, oboje wiedzieli już, że stoją po tej samej stronie.

----------
Lucia pojechała do matki późnym popołudniem, kiedy światło było już miękkie i przygaszone, jakby dzień powoli tracił pewność siebie. Droga do domu Rosy była znajoma aż do przesady — te same skrzyżowania, te same drzewa, ten sam rytm miasta, który kiedyś wydawał się stabilny, a dziś tylko powtarzalny.
Rosa otworzyła drzwi niemal od razu. Przez ułamek sekundy wyglądała tak, jak zawsze — ciepła, znajoma, bezpieczna. Ale kiedy Lucia weszła do środka, zobaczyła coś jeszcze: napięcie ukryte w barkach, w sposobie, w jaki matka zaciskała dłonie, a potem natychmiast je rozluźniała, jakby nie mogła znaleźć dla nich miejsca.
— Wejdź, moja księżniczko — powiedziała Rosa, zbyt szybko, jakby bała się, że jeśli się zawaha, nie powie tego, co musi.
W salonie pachniało herbatą. Cisza między nimi nie była zwyczajna — była gęsta, niecierpliwa, jakby coś próbowało się w niej przebić, ale jeszcze nie miało odwagi.
Usiadły naprzeciw siebie. Przez chwilę rozmawiały o drobiazgach. O pracy Lucii, o zakupach Rosy, o rzeczach, które zwykle wypełniały ich rozmowy bez większego znaczenia. Ale Rosa nie była sobą. Lucia widziała to w każdym jej geście — w spojrzeniu, które uciekało zbyt szybko, w oddechu, który czasem zatrzymywał się na sekundę za długo.
W końcu Rosa ścisnęła filiżankę tak mocno, że aż pobielały jej palce.
— Lucia… — zaczęła i urwała.
Potem spróbowała znowu.
— Muszę ci coś powiedzieć.
Cisza natychmiast zgęstniała. Lucia uniosła wzrok.
— Mamo?
Rosa pokręciła głową, jakby walczyła sama ze sobą.
— Zbyt długo to ukrywałam — wyszeptała. — Zbyt długo udawałam, że to nie istnieje.
Jej spojrzenie uciekło w bok.
— I wiem, że kiedy się dowiesz… możesz mnie znienawidzić.
Lucia zesztywniała.
— O czym ty mówisz?
Rosa wzięła gwałtowny oddech, ale nie uspokoiła się nim. Wręcz przeciwnie — jakby coś w niej pękało przy każdym kolejnym słowie, które próbowała wypowiedzieć.
— Ja… musisz mnie wysłuchać do końca — powiedziała szybko. — Nie przerywaj mi, dobrze? Tylko… muszę ci to w końcu powiedzieć. Zawsze cię kochałam, pamiętaj o tym. Zawsze. Nawet jeśli…
Zamilkła na zbyt długo.
— Nawet jeśli co? — głos Lucii stał się ostrzejszy, ale w środku narastał niepokój.
Rosa potrząsnęła głową.
— To nie jest takie proste. Nigdy nie było proste. Ja tylko… chciałam cię chronić. I może zrobiłam to źle. Może wszystko zrobiłam źle.
Lucia poczuła, jak coś zaciska jej się w gardle.
— Mamo, powiedz mi po prostu, o co chodzi.
Rosa otworzyła usta, ale przez chwilę nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Jej dłoń drgnęła na kolanie, jakby szukała oparcia. Spojrzenie zaczęło się rozmywać, tracić ostrość.
— Lucia… ja muszę ci powiedzieć prawdę o…
Urwała w połowie zdania. Jej twarz nagle zmieniła wyraz — nie emocja, nie smutek, ale coś gwałtownego i obcego. Jakby ciało przestało współpracować z myślą.
— Mamo? — Lucia poderwała się natychmiast. — Mamo, co się dzieje?
Rosa spróbowała coś powiedzieć, ale słowa nie wyszły. Jej prawa dłoń osunęła się bezwładnie z kolan. Wzrok uciekł w bok, nierówno, jakby świat nagle przestał się składać w jedną całość.
— Nie… — wyszeptała Lucia, już przy niej.
Chwyciła ją za ramię.
— Mamo, patrz na mnie. Patrz na mnie!
Rosa nie odpowiedziała. Jej ciało osunęło się ciężej na sofę, a powietrze w pokoju jakby natychmiast zgęstniało, stając się nierealne.
Lucia sięgnęła po telefon drżącymi palcami, ale zanim wybrała numer pogotowia, wiedziała już, że wszystko inne przestało mieć znaczenie.
Wesprzyj autorkę: Chcesz zobaczyć kolejny rozdział szybciej? Postaw mi kawę na BuyCoffe – to czysta inspiracja w płynie! Dziękuję za niesamowite wsparcie! ☕




Komentarze
Prześlij komentarz